środa, 1 marca 2017

34. Ideały nie istnieją, są tylko prawie-ideały

Chanyeol
Chwyciłem leżącego mężczyznę za kołnierz i uniosłem lekko, aby następnie wymierzyć kolejny cios w twarz, na co ten, nieprzytomny, padł na ziemię. To jednak nie było dla mnie wystarczające.
Kurwa. On przecież dotykał ust Baekhyuna do cholery!
Czując buzującą w moich żyłach złość, wymierzyłem w niego jeszcze kilka kopnięć. Poczułem jednak, jak ktoś mnie chwyta za rękaw. Baekhyun się zachwiał i wpadł w moje ramiona. Spojrzał na mnie z dołu tymi pięknymi, świecącymi od nadmiaru alkoholu oczami i pokręcił głową.
— Wystarczy... chodźmy stąd... — wybełkotał, a ja wziąłem głęboki oddech, aby się uspokoić. Wiedziałem jednak, że Baekhyun naprawdę powinien się położyć, bo wypił za dużo, a po całej sytuacji jeszcze się trząsł. Mogłem udawać, że mnie to nie obchodzi, jednak nie było opcji, abym go tu zostawił, kiedy wyglądał na tak wystraszonego, a jego szczupłe palce zaciskały się na mojej koszulce. Nie miałem serca go porzucić, więc ruszyłem z nim w stronę wyjścia, ówcześnie zerkając jeszcze z obrzydzeniem na nieprzytomnego faceta, leżącego pod ścianą.
Baekhyun szedł chwiejnym krokiem, trzymając się mocno mojego rękawa. Potykał się co chwila o swoje własne nogi, więc zatrzymałem go i wziąłem na ręce, przez co spojrzał na mnie zaskoczony. Na jego twarzy jednak widoczny był cień uśmiechu i pewien rodzaj ulgi.
Był bardzo lekki. Ciepły. 
I przede wszystkim z tego co wiem, ma bardzo słabą głowę do alkoholu.
Ułożyłem swoją brodę na jego głowie, a sam poczułem, jak starszy schował swoją twarz w mojej koszulce i wtulił się we mnie.
Po tak długim czasie po raz pierwszy czułem jego uścisk. Nieważne, jak doszło do sytuacji, w której się właśnie znajdujemy. Ważne, że mogę trzymać go teraz w swoich ramionach i wiedzieć, że wszystko z nim w porządku.
Tak bardzo kocham tego człowieka. To takie głupie.
Wyszliśmy na dwór, gdzie było niemalże tak ciepło i parno, jak w klubie. 
Ruszyłem ścieżką oświetloną wysokimi latarniami, która prowadziła w stronę mojego domu. Powietrze było ciepłe, ale orzeźwiające. Wyjątkowo nie było słychać nielicznych samochodów, a jedynie delikatny szum drzew, który był niemal odczuwalny na skórze, niemalże tak mocno, jak zapach kwiatów w nozdrzach.
Skupiałem się na tych wszystkich bodźcach prawie tak usilnie, jak na ciężarze, który spoczywał w moich ramionach. Jednak był to wysiłek, którym mogłem być obarczony zawsze i nie miałbym z tym najmniejszego problemu. Ciało Baekhyuna było najprzyjemniejszą rzeczą, którą kiedykolwiek mogłem trzymać. 
Nasze role się odwróciły, co? Kiedyś to ty mnie nosiłeś na rękach, Baek...
— Nie musisz mnie trzymać. Wiem, że nawet mnie już nie lubisz... — wychlipiał nagle mężczyzna, wtulający się w moją koszulkę. Jego smutny głos zakłócił ciszę wokół nas. — Możesz mnie tu po prostu zostawić.
— Nie zostawię cię tu, jak jesteś narąbany w trzy dupy — odpowiedziałem, siląc się na spokój, nie zwalniając kroku. Baekhyun zamilknął, ale wiedziałem, że jest to tylko chwilowe. 
W czasie, kiedy czekałem na jego kolejne słowa, wdychałem zapach jego włosów i delikatnie muskałem ustami czubek jego głowy. Robiłem to jednak subtelnie, aby nie mógł tego poczuć.
— Tylko dlatego mnie tu nie zostawisz? Bo jestem pijany? — W końcu usłyszałem jego głos i poczułem, jak przekręca swoją głowę, tak, aby móc na mnie spojrzeć. Zatrzymałem się i spojrzałem w jego ciemne tęczówki, w których odbijało się światło latarni. — Tylko dlatego, Yeollie?
— Nie — odpowiedziałem i podszedłem do latarni, przy której go postawiłem. Sam usiadłem na chodniku, opierając się o ogrodzenie jakiejś posiadłości. Baekhyun, starając się udawać, że jego koordynacja ruchowa jest w jak najlepszym porządku, usiadł obok mnie.
— Więc dlaczego, skoro mnie już nie kochasz? — zapytał tonem zbliżonym do zrozpaczonego dziecka. Spojrzałem na niego zaskoczony i zobaczyłem, jak z jego oczu co chwila spływają kolejne łzy. — Wiesz? Bo ja ciebie kocham i nie zostawiłbym cię. Nawet gdybyś był... nie wiem... — Otarł twarz nadgarstkiem. — Po prostu...
Momentalnie poczułem, jak robi mi się gorąco, przez to, co przed chwilą powiedział. Wydobył to wyznanie z siebie jedynie dlatego, że jest pijany i nie panuje nad słowami? Byłby w stanie tak naprawdę powiedzieć mi to prosto w twarz, gdyby był trzeźwy?
— Powtórzysz to...? — zapytałem cicho, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. — Proszę?
— Przecież mówię, że nie wiem... — Rozpłakał się jeszcze bardziej, a ja już teraz widziałem, że po alkoholu wychodzi z niego niezła beksa.
— Powiedziałeś coś ważnego. Po raz pierwszy mi to powiedziałeś...
Baekhyun momentalnie przestał płakać i spojrzał na mnie czerwonymi oczami, z rumieńcami na polikach.
—  Kocham cię i nie wiem, dlaczego nigdy ci tego nie powiedziałem. W sumie powiedziałem, ale to ty byłeś wtedy schlany. Chyba. — odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy. Potrzebowałem chwili, aby zastanowić się chwilę nad jego słowami. Bo niby kiedy mógł mi to powiedzieć? Jakim cudem mogłem nie pamiętać tak ważnej rzeczy? Najważniejszej dla mnie?
Nie dostałem jednak nawet sekundy, aby cokolwiek przemyśleć, bo Baekhyun przysunął się do mnie bliżej, układając swoje wargi na moich. Przez chwilę nie mogłem zareagować, a on zdążył położyć swoje delikatne dłonie na moich policzkach, które w tej chwili niemalże płonęły. Chciałem odwzajemnić pocałunek, którego tak cholernie pragnąłem, jednak ból spowodowany tym, co mi zrobił, natychmiastowo powrócił. Odchyliłem głowę, przez co ten spojrzał na mnie załamany. Zacisnąłem zęby, starając się kontrolować. Obiecałem sobie, że nie będę łatwy. Jeden pocałunek i wyznanie niczego nie zmienią. Choć to ten jeden gest sprawił, że w środku czułem się jak galareta, a przez chwilę nie byłem w stanie wydusić z siebie jakiegokolwiek słowa.
— Proszę... co ja mam zrobić? — zapytał cicho, patrząc na mnie. Był w pozycji klęczącej i opierał swoje dłonie na chłodnym betonie. Nie odrywał ode mnie wzroku, a ja sam nie mogłem spojrzeć gdziekolwiek indziej, niż na jego twarz. — Powiedziałem ci co czuję, przyjechałem tu dla ciebie, powiedziałem o tobie nawet moim rodzicom i to zaakceptowali, rozumiesz?! Staram się, mimo że traktujesz mnie jak prywatne popychadło! — krzyknął, ponownie zanosząc się płaczem, przez co odruchowo chciałem go objąć. — Myślisz, że wszystko, co teraz robisz, boli choć trochę mniej niż zdrada?! Boli tak samo!
— Baekhyun, ja—
— Ile będziesz się na mnie odgrywać?! Myślisz, że to, w co teraz sobie grasz, zmieni to, co ci kiedyś zrobiłem?! Nic tym nie zmienisz, a ja i tak bez ciebie nie wyjadę, rozumiesz?! Zachowujesz się jak chuj, Park! Nienawidzę tego, jaki się stałeś! Chcę mojego ciastka z powrotem! Mam cię dość! Ale... ale... wkurwiasz mnie! Nie wyjadę, rozumiesz!? —  Pod koniec jego język zaczął się plątać, a sam musiał zaczerpnąć oddechu. Pokręciłem głową, nie wiedząc co zrobić, gdy Baekhyun wyrwał kępkę trawy i rzucił mi ją prosto w twarz, jak jakiś dzieciak. Ja natomiast starałem się zrozumieć jego kontrastujące ze sobą zdania, gdzie w jednym mówił, że mnie kocha, a w drugim, że ma mnie dość i mnie nienawidzi. Powiedział nawet, że jego rodzice o mnie wiedzą...
Po dłuższej ciszy spuścił wzrok i powoli zsunął się na moje ramię.
— Chcę spać... zabierz mnie do domu...
Jego nagła zmiana nastroju lekko mnie zaskoczyła i chciałem to jakoś skomentować, jednak dosłownie po sekundzie, kiedy oparł na mnie swoją głowę, poczułem jego równy oddech. Zdążył zasnąć. Tu, na chodniku.
Starając się na razie nie myśleć o wszystkim, co mi powiedział, delikatnie wstałem i chwyciłem jego bezwładne ciało, emanujące zapachem alkoholu.
Skupiłem się na tym, aby szybko dotrzeć do domu i położyć go w łóżku. Przez całą drogę jednak zamiast przed siebie, patrzyłem na jego śpiącą twarz. Był piękny. Naprawdę piękny. Nieważne, czy na twarzy miał uśmiech, czy wyraz twarzy wskazywał na jego gniew. Był idealny nawet z podgrążonymi ze zmęczenia oczami i zaschniętymi łzami na policzkach. Łzami spowodowanymi moją osobą.
Gdy dotarłem do domu, ostrożnie wszedłem z Baekhyunem na górę i wszedłem do jego sypialni. Nie wchodziłem tu, odkąd wróciłem do Seulu. Ten pokój zawsze stał pusty. Zawsze należał do Baekhyuna i tylko on w nim mógł spać. 
Pomieszczenie było takie, jaki Baek zawsze mi się wydawał - czysty, uporządkowany. Jednak jak teraz patrzyłem na jego osobę z perspektywy czasu, nie jest on taki, jaki mógłby się wydawać. Już dawno przestał kontrolować wszystko wokół siebie z ręką na pulsie, a wręcz w tej chwili wydawał mi się bardziej zagubiony i bezbronny w swoim życiu niż owca. I to ja sprawiałem, że nie wiedział, na czym stoi.
Powoli położyłem go na łóżku i delikatnie starałem się ściągnąć z niego ubranie. Ze spodniami poszło łatwo, jednak już przy koszulce byłem pewien, że się obudzi. Sam ściągnąłem z siebie bezrękawnik, bo w pokoju było naprawdę gorąco. Nastepnie chwyciłem rąbki materiału koszulki i powoli zacząłem zsuwać ją z ciała Byuna. Gdy zobaczyłem jego talię, musiałem jednak to przerwać, bo oddech ugrzązł mi w gardle. Miałem słabość do jego delikatnego ciała. Zauważyłem teraz, że nieco schudł, jednak nie miało to dla mnie znaczenia.
Przełknąłem ślinę i zawahałem się chwilę, patrząc na twarz śpiącego. Nie mogąc się jednak powstrzymać, powoli przejechałem dłonią po talii starszego i przygryzłem wargę.
Czy on i Taeyeon... czy ona... też mogła bez krępacji dotykać go w ten sposób? Czy ona mogła go mieć całego, jak ja?
— Chanyeol... — Usłyszałem szept i zobaczyłem, jak Baekhyun stara się ściągnąć z siebie koszulkę, którą miał tuż pod brodą. Lekko wystraszony jego pobudką, odsunąłem się trochę i pomogłem mu ściągnąć z siebie odzież.
— Położysz się obok mnie? — zapytał mnie cicho, gdy zobaczył, jak wstaję. Chwycił mnie za rękę i z siłą, o którą go nie podejrzewałem, pociągnął mnie na łóżko, tak, że znalazłem się nad nim. Dalej trzymał moją dłoń i patrzył w moje szeroko otwarte z zaskoczenia oczy. Drugą dłoń położył na moim policzku i chwilę się we mnie wpatrywał. — Przestałeś nosić okulary... lubiłem je... ale bez nich też jesteś piękny, wiesz? — powiedział szeptem, aby następnie lekko, naprawdę delikatnie się uśmiechnąć. — Proszę... połóż się ze mną...
Z lekkim wahaniem, ale pokiwałem głową, bo wiedziałem, że moja odmowa go zrani. A mimo wszystko nie chciałem mu dawać kolejnego powodu do płaczu. Nienawidzę, gdy płacze. Zwłaszcza przeze mnie.
Dopiero po tym, jak wykrzyczał mi wszystko na ulicy, zdałem sobie sprawę, że mimo wszystko moje zachowanie jest naprawdę złe. Że to ja staram się zepsuć to, co on stara się naprawić, a tym samym sprawiam, że prędzej czy później on się podda, a ja znowu zostanę sam, mimo tego, że mógłbym być szczęśliwy z człowiekiem, którego kocham. Nie mogę zmienić tego, że mu nie ufam. Jednak mogłem mu pomóc zdobyć moje zaufanie ponownie.
Może faktycznie nadszedł czas, aby pozwolić mu znów stać się najważniejszą częścią mojego życia?
Schyliłem się lekko i z wahaniem pocałowałem go w policzek. Ściągnąłem nasze ręce w dół.
— Zostanę, możesz spać spokojnie.
— I będziesz, jak się obudzę?
— Będę.

🌼🌼🌼
🌼🌼🌼
Obudziłem się, gdy coś lekko przygniotło mi żebra. W dodatku czułem, że naprawdę potrzebuję iść do toalety, więc otworzenie oczu było koniecznością. Bez zdziwienia stwierdziłem, że to Baekhyun był powodem mojego bólu żeber. Zazwyczaj podczas snu aktywnie zmienia pozycję, przez co podczas naszego związku często mnie budził.
Chciałbym tak z nim leżeć jeszcze długo, jednak potrzeba skorzystania z toalety znacząco mi to utrudniała. Dlatego delikatnie, aby go nie obudzić, zepchnąłem go na bok i usiadłem, patrząc na to, jak marszczy sennie swoje brwi i wtula się w poduszkę. Uśmiechnąłem się na ten widok i wstałem za potrzebą. Starałem się wrócić szybko, jednak gdy stanąłem przed lustrem i zobaczyłem swoją twarz, od razu zastanowiłem się, co Baekhyun mógł we mnie widzieć, skoro wyglądam z rana tak okropnie. Dlatego właśnie postarałem się choć trochę doprowadzić siebie do stanu względnego porządku i po niespełna dwudziestu minutach ruszyłem w stronę pokoju, gdzie zastałem siedzącego na łóżku Byuna. Spojrzał na mnie zaskoczony, a ja mogłem zauważyć, że był dość zdezorientowany.
— Myślałem, że... zostawiłeś mnie — powiedział cicho, wpatrując się we mnie z lekkim niedowierzaniem.
— Przecież mówiłem ci, że będę, jak się obudzisz — odpowiedziałem z lekkim zażenowaniem, bo tak szczerze niezbyt wiedziałem, jak się po tym wszystkim przy nim zachować. Nie wiedziałem, czy dalej trzymać go na dystans, czy całkowicie do siebie dopuścić.
— Tak i... nie było cię — odpowiedział, dalej się we mnie wpatrując. Głowę opierał na poduszce, którą ściskał do swojego torsu.
— Sikać mi się chciało...
— A... aha.
— No...
Nastała między nami krępująca cisza, podczas której ja stałem w drzwiach, Baekhyun natomiast siedział na łóżku, patrząc na pościel. W końcu skarciłem się w myślach za to, że stoję jak kołek, więc podszedłem do miękkiego mebla i usiadłem na nim bokiem do mojego towarzysza.
— Ale byłem tu całą noc... — powiedziałem cicho, zerkając na Baekhyuna nieśmiało.
Ten spojrzał na mnie po lekkim wahaniu, aby następnie szeroko się uśmiechnąć.
— Jestem bardzo szczęśliwy — odpowiedział i chwycił moją dłoń, splatając ją ze swoją. Znowu nastała między nami napięta cisza, podczas której chyba obydwoje staraliśmy się złożyć w całość to, co chcielibyśmy powiedzieć.
— Baekhyun... — zacząłem, jednak szatyn wtrącił się, nie pozwalając mi dokończyć.
— Chanyeol, możesz się jakoś określić?
— To znaczy? — zapytałem, mimo że odpowiedź była raczej logiczna.
— Powiedzieć, czy mam o co się starać?
Przez chwilę siedziałem w ciszy, nie mogąc mu spojrzeć w oczy. Po chwili jednak się przełamałem, napotykając jego spojrzenie, które odwróciło moją uwagę od splecionych ze sobą palców.
— Jak myślisz?
Jego kącik ust drgnął, a oczy jakby się rozjaśniły.
— Jestem pewien, że mam. Mylę się?
Drugi kącik dołączył do drugiego, przez co mogłem zobaczyć jeden z jego najpiękniejszych uśmiechów.
— Nie mylisz, ale... — Ponownie poczułem ucisk w klatce piersiowej przez wszystkie wspomnienia. — nie umiem zapomnieć.
— Nie musisz zapominać. Nie wszystko da się zapomnieć i ja to wiem. Wystarczy, że przestaniesz w tym momencie udawać przede mną kogoś, kim nie jesteś. Kocham to, jaki jesteś. Naprawdę. To nie takiego chłodnego Yeola pokochałem. Nie udawaj nikogo przy mnie. Proszę cię.
— Tak, ale—
— I proszę pozwól mi zdobyć znowu twoje zaufanie. Tyle, że nie wszystko zależy ode mnie i jesteś mi potrzebny. Odgradzając się, nie pomagasz mi. — Patrzył na mnie z nieukrywaną determinacją. Nigdy nie widziałem u niego tego wyrazu twarzy i byłem szczęśliwy, że to właśnie dla mnie jest tak zawzięty.
— To nie będzie łatwe. Nie wiesz, jak bardzo chciałbym ci wybaczyć...
Baekhyun nie odpowiedział, tylko nachylił się, aby delikatnie musnąć swoimi ustami moje, przez co przez chwilę zabrakło mi powietrza. Przez dłuższy moment starałem się dojść do siebie, mimo że naprawdę jedynie zetknął nasze usta na krótką chwilę.
— Wiem, ale w końcu mi wybaczysz. — Uśmiechnął się, mrużąc lekko oczy. Po chwili jednak przybrał poważniejszy wyraz twarzy. — A i... Yeol... Nie patrz na mnie już nigdy więcej, jak na ideał. Wiem, że zawsze to robiłeś, a ideały nie istnieją. Nie mam prawa być twoim autorytetem, a wiem, że byłem. Kochaj mnie, proszę, takiego, jaki jestem. Z moim mnóstwem wad, dobrze?
Przygryzłem lekko wargę, wiedząc, że ten ma rację. Zawsze go podziwiałem, był dla mnie zawsze najlepszy, umiał wszystko, był piękny... jednak nawet ja teraz byłem w stanie dostrzec jego skazy.
— Dobrze.
Baekhyun dotknął swoją dłonią mojego policzka, aby następnie czule go pogłaskać.
—Czekam na moment, w którym znowu będę mógł mówić, że mam cudownego partnera. Mam nadzieję, że to nastąpi już niedługo. — powiedział w końcu i objął mnie delikatnie swoimi ramionami, przez co mogłem poczuć jego nagi tors na swoim.
— Ja też...

niedziela, 15 stycznia 2017

🌹Epilog🌹

-Dlaczego idziemy tam, gdzie myślę, że idziemy? -zapytał Baekhyun, dając się prowadzić dobrze sobie znaną ścieżką. -Chyba nie chcesz mnie zakopać przez ten burdel w pokoju, prawda?
Chanyeol zaśmiał się pod nosem i zaprzeczył ruchem głowy.
-Nie dzisiaj, choć ostatnio naprawdę mam ochotę to zrobić, księżniczko na ziarnku wszystkiego, bo masz taki burdel na łóżku.
-To też twoje łóżko.
-Ale twój burdel.
Dalszą drogę przebyli w milczeniu, wsłuchując się w odgłosy typowe dla lasu. Drzewa szumiały, a strumień ciągnący się przez część lasu wydawał z siebie cichutkie, uspokajające dźwięki.
Ich buty były już całkiem przemoknięte przez wilgoć zebraną na trawie i innej roślinności, przez niedawno padający deszczyk.
Baekhyun patrzył z zainteresowaniem na skupionego Chanyeola, który delikatnie trzymał jego mniejszą dłoń, aby ten na pewno mu się znowu tu nie zgubił. Baek sprzecznie zaśmiał się w duchu na to dość smutne wspomnienie i poprawił bluzę, która idealnie chroniła go przed lekkim chłodem marcowego popołudnia.
Po kilku minutach cichego spaceru doszli do kamiennego mostku, na który obydwaj patrzyli z bardzo mieszanymi uczuciami. Mieli z tym miejscem naprawdę wiele wspomnień, zarówno tych zabawnych, najpiękniejszych jak i smutnych i... tych, których po prostu nie chcieli pamiętać, ale były dla obydwojga ważne.
-Więc... -Baekhyun spojrzał na Yeola z dołu, będąc naprawdę ciekawym, co skłoniło tego wielkoluda do przejechania tu po tak długim czasie. -Powiesz w końcu, dlaczego zaciągnąłeś mnie tu tak nagle? Chcesz powspominać?
-Nie muszę tu przyjeżdżać, aby o wszystkim pamiętać -odparł Chanyeol i spojrzał na piękne, ciemne oczy ukochanego. -Ale tu to wszystko staje się jakby żywsze.
-Co prawda, to prawda -Przytaknął niższy i cofnął się zaskoczony o krok, gdy Chanyeol nagle po prostu przed nim uklęknął i chwycił jego dłonie w swoje, większe. -Yeol... co ty robisz...? -wydukał zaskoczony, nie mogąc wydusić z siebie nic więcej.
-Tutaj wszystko się zaczęło, prawda? To naprawdę ważne dla mnie miejsce. Nie ważne, co działo się tu później. Baekkie, kocham cię i o ile się zgodzisz... chciałbym, abyś stał się moim narzeczonym, nie tylko partnerem.
-Ale... w Korei mężczyźni nie mogą wziąć ślubu i...
-Wiem to. Nie musimy mieć ślubu. Chciałbym, abyś traktował moją prośbę niemalże tak samo, jak ślub. Chcę po prostu, abyś był dla mnie ważniejszy, niż tylko chłopak. Chcę, byś był właściwie mój.
-Jesteś głupi -zaśmiał się Baekhyun i ukradkiem starł pojedynczą łzę, która wydostała się spod jego powieki. Uklęknął na przeciwko Yeola i złapał jego twarz w swoje dłonie, aby złożyć na ustach ukochanego krótki pocałunek. -W takim razie i ja się tobie oświadczam.
-Przyjmuję. A ty? -Yeol trzymał w dwóch palcach srebrny pierścień, przypominający swoim wyglądem obrączkę. Czekał na słowa potwierdzenia Baekhyuna, aby móc założyć biżuterię na palec chłopaka.
-Ja też, ale na pierścionek musisz poczekać, aż wrócimy do Seulu.
Yeol uśmiechnął się szeroko, włożył na palec narzeczonego pierścień i objął go mocno, aby następnie chciwie dotknąć swoimi wargami jego usta. Tkwili tak w dłuższej chwili, otoczeni dźwiękami strumienia, gęstym, zielonym lasem, zapachem kwiatów i swoim szczęściem, którego nie zepsuje im już nikt. Nigdy.

Kiedy będziesz patrzył nocą w niebo, będzie ci się wydawało, że wszystkie gwiazdy śmieją się do ciebie, ponieważ ja będę uśmiechał się na jednej z nich.

37. Debiut!

-Ruszcie się! Czemu zawsze muszę was pilnować?! Jak dzieci! -krzyczał Suho na cały dorm, patrząc na biegających po pomieszczeniach członków zespołu. -Nigdy się nie zmienicie!
-Widział ktoś moje skarpetki?! -wrzasnął Baekhyun, wbiegając po schodach. -Chen! Ty na pewno je wziąłeś!
-Nic nie brałem!
-Kto pobrudził mi moje buty?
-Kai wyciągnij tę jebaną rękę spod mojej koszulki!
-Hyung, głodny jestem!
-Xiumiiiin, daj mi chociaż gryza!
-On mnie bije!
-Sehun, załóż te gacie!
Suho stał na środku salonu, słuchając tych wszystkich wrzasków i patrząc na przemieszczające się między korytarzami zabiegane postacie, z kamienną mimiką twarzy. Zastanawiał się, kiedy tak naprawdę skończy mu się cierpliwość... albo kiedy reszta jego zespołu dorośnie choć troszkę. Jedynie Lay grzecznie siedział za jego plecami i bujał się na boki, patrząc w sufit... ale to Lay.
-Dobra, albo widzę was tutaj za minutę, albo od dzisiaj EXO będzie miało jednego członka, którym będę ja! -Lider nie wytrzymał i zacisnął pięści, a jego żyłka na czole niebezpiecznie zapulsowała. -Macie 60 sekund i wychodzę bez was! I od dzisiaj EXO zmieni nazwę na SUHOMADOŚĆDZIECIAKÓW albo cokolwiek innego, jasne?!
Chanyeol zszedł na dół z wielkim uśmiechem, ciągnąc za sobą Baekhyuna, który w dalszym ciągu dyskutował na odległość z Chenem na temat zaginionych skarpetek. Kolejno w ciągu minuty przed Suho stanął rządek chłopaków, którzy w tej chwili przypominali kurczaczki, czekające na rozkaz do wymarszu od swojej mamusi.
-8 osób...8 osób! -powiedział Suho, zakładając rękę na rękę. -Kogo brakuje?
Wszyscy rozejrzeli się po sobie z zaciekawienem, aż w końcu Chen powstrzymując śmiech, wskazał na leżącego na sofie Laya, który zdążył przysnąć.
Suho pokrecił zrezygnowany głową, odkleił od siebie Chanyeola i Baekhyuna, poprawił Sehunowi koszulę i obudził Laya.
-Wychodzimy.
***
-Wow, chyba po raz pierwszy się denerwuję aż tak -stwierdził Chen, masując sobie kark.
Wszyscy pokiwali głowami, siedząc na przeciwko siebie w dużej garderobie o jasnych ścianach i mnóstwem świateł dookoła. Ich miny już nie były tak szczęśliwe przez zebrany stres. Można by pomyśleć, że to głupie, skoro mają już tyle lat doświadczenia na scenie za sobą, jednak wiedzieli, że oczy całego kraju i zagranicznych fanów będą skupione na nich i na tym, czy ich występ będzie lepszy, niż pod opieką poprzedniej wytwórni.
-Chłopaki, jeśli nie pomylimy kroków, nie zgubimy butów i Sehun nie zacznie fałszować -będzie dobrze! -Uśmiechnął się Baekhyun, i wstał, rozkładając ręce na boki. -We are one i te sprawy!
-Milutki -prychnął Sehun i spojrzał z wyrzutem na duszącego się ze śmiechu Lu. Ten rozłożył ręce przepraszająco, natomiast Kai nawet nie starał się powstrzymać i specjalnie śmiał się jeszcze głośniej, przez co oberwał z łokcia w brzuch od swojej sówki.
-Dobra, zaraz wchodzimy -oznajmił Suho i wstał, aby skierować się do mężczyzny, zajmującego się organizajcą całego wydarzenia.
Chanyeol wykorzystał okazję i chwycił Baeka za rękę i szybko poprowadził go w stronę osobnego pomieszczenia aka przechowywalni wszystkiego, co niepotrzebne. Yeol zapalił światło i zamknął za nimi drzwi z milutkim uśmiechem na ustach.
-Co ty robisz? -zaśmiał się lekko Baekhyun, aby następnie dać się pocałować wyższemu. Chan objął niższego jedną ręką, przyciągając go tym samym do siebie jeszcze bliżej. Tkwili w tej pozycji dłuższą chwilę, chłonąc swoje wzajemne ciepło i rozkoszując się swoim dotykiem. Prawda jest taka, że wzajemne czułości po prostu nigdy im się nie znudzą. To jest po prostu niemożliwe.
-Musimy iść -Baekhyun oderwał się od swojego partnera z niechęcią i oparł ich czoła o siebie. Ich palce splótł ze sobą. Zawsze śmieszyła go ta różnica, między wielkością dużych dłoni Yeola i jego drobniejszych i zdecydowanie mniejszych. -Suho się wkurzy. Zły Suho, to trochę straszny Suho. -Ukradkiem dotknął jeszcze opuszkami palców naszyjnika, znajdującego się na szyi Yeola, z dwoma literkami B i C. Uśmiechnął się w swoich myślach na wspomnienie awantury, jaka się działa w dormie, gdy Chan dowiedział się, że Baek po cichu się wymknął, aby zakupić dla niego właśnie ten przedmiot.
-Cieszę się, że to wszystko się tak skończyło... że znowu będziemy razem na scenie -szepnął Yeol, ignorując słowa Baekhyuna i gładząc sterczącą czuprynę swojej kluski.
-Oj, robisz się strasznie ckliwy, bejbe -Baekhyun zaśmiał się i pocałował go w nos, na co Yeol wyszczerzył wesoło usta. -Kocham cię, Yoda.
Na to wyznanie Chan nie mógł się powstrzymać i dotknął warg Byuna swoimi odpowiedniczkami na jeszcze krótką chwilę.
-Chodź, barbie.
Wyszli szybko z pokoju i pobiegli w stronę wejścia na scenę, gdzie na korytarzu wtopili się w resztę członków. Nikt się chyba nie zorientował, że ich nie było, więc Suho nie zabije ich jeszcze.
Gdy wkroczyli na podwyższenie, dosłownie ogłuszyły ich piski i krzyki fanek, które od kilku już miesięcy czekały na powrót ukochanego zespołu w innej odsłonie. Chłopcy ustawili się na swoich miejscach, starając się opanować wzruszenie, jakie nimi zawładnęło. Stali kilkanaście sekund w bezruchu, obserwując tłum na dole i czekając na muzykę. Dopiero, gdy ta rozbrzmiała, cały stres opuścił ich w oka mgnieniu i rozpoczęli to, co umieją najlepiej i to co kochają. Zdecydowanie mogli stwierdzić, że ten występ był inny niż wszystkie. Towarzyszyły im dziwne emocje, których dokładnie nie umieli nazwać, ale były silne i naprawdę pozytywne. Czuli się jak ryba w wodzie i zanim się obejrzeli, stali już spoceni i zdyszani, odwróceni w stronę fanów.
-Chcielibyśmy... chcielibyśmy naprawdę podziękować -zabrał głos Suho, jako lider. Przełknął ślinę, przez chwilę nie wiedząc, co chce powiedzieć dalej. Spojrzał na swoich przyjaciół i uśmiechnął się. -Nie wiecie, jak bardzo brakowało nam występów dla was. Jesteśmy wdzięczni za wsparcie podczas wszystkich wydarzeń, które miały miejsce dookoła nas w ciągu tych miesięcy. Saranghae!
Członkowie rozpoczęli swoje pojedyncze przemówienia, lub jak w przypadku Chena i Jongina luźne żarty i rozmowy. Baekhyun słuchał tego wszystkiego z uwagą, ale i stanął trochę bliżej Chanyeola i złapał go za dłoń, gdy nadszedł czas, aby on zabrał głos.
-Co miało miejsce rok temu, doskonale wiecie. Jednak nie chcę, aby ktokolwiek, kiedykolwiek jeszcze patrzył na mnie przez pryzmat tamtych kłamstw. Dziękuję za wsparcie, bo wiem, że wiele osób mimo tego wszystkiego, stało za mną murem. Kocham was wszystkich razem i kocham EXO. To cudowni ludzie, więc dajcie nam dużo miłości i czekajcie na nasze kolejne płyty!
Chanyeol przyłożył mikrofon do ust i zastanowił się poważnie, co tak naprawdę chciałby powiedzieć.
-Eee... no w sumie wszyscy już wszystko powiedzieli. To nie fair, że jestem ostatni -westchnął, a po publice rozniósł się śmiech. -Jestem szczęśliwy, że mogę tu znowu stać, i że nasz kochany bekon znowu może dla nas fałszować, prawda? -Skierował mikrofon w stronę publiki, która krzykiem zgodziła się z jego słowami. Baekhyun tylko udał, że bije go po głowie, ale w końcu zaczęli się bawić i żartować.
Hyun wesoło podskakując, skierował się na przód sceny i po prostu usiadł na jej końcu, opuszczając swoje nogi w dół. W jego ślady z entuzjazmem poszła reszta EXO i usiedli obok niego. Yeol oparł głowę o tą baekową i uśmiechnął się, patrząc na fanów, błyski fleszy i tysiące lightsticków. Widok był zdecydowanie niesamowity i sprawiał, że wszyscy przyjaciele zerkali cały czas na siebie z ciepłymi uśmiechami.
-Czasami zamykam drzwi i pogrążam się w myślach o sobie na scenie... -zanucił Kyungsoo do mikrofonu, a reszta podchwyciła jego pomysł i kontynuowała wspólnie utwór Promise a'capella, który dla nich wszystkich będzie zawsze tym najbardziej emocjonalnym, z którym każdy się w jakiś sposób identyfikuje.
-Chcę zatrzymać cię przy sobie i prosić, byś nie odszedł.
-Ale chcę żyć i oddychać.
-Wyjdę jeszcze raz na scenę.
- Obiecuję ci, nie zawiodę cię.
-Obiecuję.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Tak więc