poniedziałek, 28 stycznia 2019

7. Wierzmy w siebie

— Żartujesz sobie?

— Nie. Przysięgam, zrobił to.

— Jesteś pewien? Też wtedy piłeś i to sporo, więc...

— Czegoś takiego nie umiałbym sobie wyobrazić. To się stało. A ja od tamtej pory mam jeden wielki mętlik w głowie. On na co dzień jest... zupełnie inny. Nawet nie wiem, od czego miałbym zacząć.

— Od początku. Od samego początku.


🐬🐤🐬

— Jaja sobie robicie. — Jaemin niemalże wypluwa sok mandarynkowy, gdy słyszy, jaki projekt oddali jego przyjaciele.

— Przysięgam, to najpiękniejsze, co usłyszałem w tym miesiącu. — Donghyuck jest szczerze rozbawiony i przez chwilę nawet nie skupia się na swoim makaronie sojowym.

Cała reszta natomiast patrzy na Jisunga i Chenle, jakby ci zaraz mieli zacząć się śmiać z Jaemina, którego udało się nabrać. Ci jednak patrzą na nich pytająco, nie rozumiejąc, skąd ich szok.

— Co jest nie tak z naszym pomysłem? — pyta szczerze zaskoczony Chenle, jednak uśmiech nie opuszczał jego twarzy. — Mi się podoba.

— Chcecie nam powiedzieć, że gdy inni zrobili jakieś projekty o aplikacjach, globalnym ociepleniu i żywności modyfikowanej, wy postanowiliście napisać konspekt o zakładzie krawieckim, który będzie produkować stroje jak z The Sims 3? Nawet wy nie możecie być... tacy. — Jaemin nie potrafi znaleźć epitetu, który mógłby idealnie odzwierciedlić jego myśli.

— I co jest w tym złego? — Chenle wciąż nie rozumie, dlaczego to niby taki zły pomysł. Jisung również patrzy na nich niezadowolonym wzrokiem.

— To niepoważne — odpowiada Donghyuck, wzruszając ramionami. — Ale chociaż się wyróżnicie.

— Wyjątkowo zgadzam się z Hyuckiem — odzywa się Mark, jak zawsze prawie zasypiając na niewygodnym, stołówkowym krzesełku. Przynajmniej ich ulubiony stolik, stojący w rogu pomieszczenia, daje uczucie pewnego odizolowania od głośnych uczniów, spożywających obiad. — Może dostaniecie coś za oryginalność.

— Mi tam się ten pomysł podoba — mówi Renjun, pijąc swoje mleko truskawkowe. — Miał być dobry biznesplan i jest. Wiele dziewczyn pewnie chciałoby mieć ciuchy takie jak w tej grze.

— Ha, i co? — Chenle uśmiecha się wrednym uśmieszkiem do Jaemina, który tylko kręci głową, nie chcąc się kłócić z i tak wrogo nastawionym do niego Chińczykiem. Wciąż w końcu rywalizują o to, kto ma rację, jeśli chodzi o uczucia Jisunga, a kolejne nieudane próby Chenle tylko podsycają ogień i mini sprzeczki między nimi. To z każdym dniem coraz bardziej irytuje Jeno, który jak zwykle postanawia ich zignorować, grając w Clash Royale na telefonie.

— To dziś macie ten test z matmy? — pyta Renjun, zauważając, że blondyn jest jakoś dziwnie poddenerwowany. — Trzęsiesz się.

— Tak, na następnych zajęciach — odpowiada za niego Jisung, klepiąc swojego najlepszego przyjaciela po plecach, gdy ten rzuca się na stół, chowając twarz przed całym światem. — Ale Chenle naprawdę jest dobrze przygotowany, tylko w siebie wyjątkowo nie wierzy. Umie to wszystko.

— Bo to matma. — Słychać jego przytłumiony, przerażony głos. — I to funkcje kwadratowe.

— Umiesz to — powtórzył Jisung uspokajająco. Jednak matematyka to naprawdę jedna z niewielu rzeczy, która jest w stanie przygnieść psychicznie tego wiecznie roześmianego nastolatka. — I pamiętaj, że jak zaliczysz na przynajmniej 70%, to stawiam ci ramen.

— Na pewno? — Chenle unosi załamany wzrok, a Jisung kiwa głową z promiennym uśmiechem. Twarz blondyna na chwilę się nieco rozjaśnia, ale po chwili znów ląduje na blacie stołu przez kolejny napad paniki i stresu.

— Będzie dobrze. — Uśmiecha się najmłodszy z towarzystwa, gdy widzi niemrawe twarze reszty.

— Jak tego nie zaliczysz, to przysięgam, że wrzucę twój łeb do kibla za zmarnowanie mi czasu.  — Chenle słyszy przy swoim uchu cichutki szept, a na karku dłoń. Przechodzą go dreszcze przez groźbę Donghyucka. Sam nie wie, czy czuje się bardziej zmotywowany, by to zdać, czy może chce mu się jeszcze bardziej płakać.

🐬🐤🐬

Zegar tyka wyjątkowo głośno, odliczając czas do nieuchronnego końca egzaminu, który zawzięcie pisany jest przez wszystkich uczniów. Zadań jest sporo, czasu mało, a jednostki niezbyt wybitne matematycznie, starają się wykorzystać czas jak tylko się da, pisząc w pustych miejscach chociażby jakieś wzory, które wydają im się prawidłowe do tego zadania. Lepiej napisać chociażby największą głupotę na świecie, aniżeli zostawić kartkę pustą.

Podobne podejście ma Chenle, który rozwiązał już ponad połowę zadań, ale kolejne zaczęły być dla niego problemem. Od pięciu minut siedzi więc nad dwiema pustymi stronami, gdzie znajdują się zadania otwarte. Zerka na zegarek, a następnie rozgląda się po klasie. Wszyscy wyglądają na zapracowanych, co jeszcze bardziej go dobija.

Spogląda na Jisunga, który jakby od razu wyczuwa na sobie czyjś wzrok i patrzy na blondyna. Uśmiecha się do niego delikatnie, mrużąc oczy i kiwnięciem głowy każe mu wrócić wzrokiem do swojej kartki.

Chenle wystarcza ten jeden jego gest, aby uspokoić oddech i zamknąć oczy na kilka sekund, aby następnie z nową energią powrócić do rysowania wykresu. Po chwili skupienia nawet udaje mu się narysować poprawną - według niego - parabolę, co od razu poprawia mu humor i sprawia, że do następnego zadania podchodzi nieco spokojnej i też udaje mu się coś zapisać. Niestety czasu nie starcza mu na ostatnie, ale nie załamuje się. Zrobił naprawdę wiele i jest pewien, że to wystarczy mu do zaliczenia.

Gdy profesor zabiera jego kartkę, w końcu bierze głęboki oddech i uśmiecha się z ulgą. Znów zerka na Jisunga, który wpatruje się w niego i już wie, że dobrze mu poszło, więc posyła mu szeroki uśmiech i pełne dumy spojrzenie. Wtedy właśnie Chenle myśli, jak cholernie się cieszy, że to spojrzenie jest skierowane właśnie do niego, a nie kogokolwiek innego.

🐬🐤🐬

— Czemu jak mamy mieć jakieś poważne rozmowy, to spotykamy się akurat tu? — pyta Jeno, przekręcając wiadro na drugą stronę, dzięki czemu może na nim usiąść pomiędzy dwiema szafkami ze środkami czystości. — Nie dotykaj tej żarówki — dodaje od razu, widząc, że dłonie Jaemina już kierują się w stronę oświetlenia, chcąc dodać małemu, zagraconemu pomieszczeniu nieco więcej klimatu.

Patrzy na Jeno ciężko, ale pod wpływem jego zmęczonego spojrzenia odpuszcza i po prostu opiera się o ścianę, patrząc na drobnego chłopaka stojącego przed nim.

— Więc? O co chodzi? — Obydwaj wydają się być zainteresowani nagłą prośbą Renjuna o dyskretną rozmowę.

Ciemnowłosy wzdycha i drapie się nieco zakłopotany po głowie, co jest do niego dość niepodobne.

— Możecie mi wyjaśnić tę szopkę, jaką odwala Chenle od ponad miesiąca? Czy on myśli, że tego nie widzę? Następnej próby utopienia mogę już nie przeżyć. Takie dziwne sytuacje trwają już długo i to już trochę męczące. Nie chcę jednak od razu go zabijać.

— Nie siedzimy w głowie Chenle. A co on niby takiego robi? — Jeno udaje zdziwienie i aby je podkreślić, rozkłada bezradnie ręce. — Ja nic nie zauważyłem. Oczywiście poza topieniem cię, ale to mogło się zdarzyć każdemu.

— Czy wy mnie bierzecie za idiotę? — Renjun wybucha śmiechem i kręci głową, jakby patrzył na dwójkę dzieci przyłapanych na podkradaniu cukierków. — Dobrze wiem, że macie z tym coś wspólnego.

— My? Nie mam pojęcia, o czym ty-

— Na Jaemin, Lee Jeno. Nie chcecie, abym się wkurzył.

Para patrzy na siebie dłuższą chwilę, jakby ze swoich oczu mogła odczytać wspólną decyzję, którą w końcu ogłasza Jaemin.

— Powiemy, jeśli nie powiesz Chenle, że o tym wiesz.

— Nigdy nie zdradziłem żadnego sekretu - odpowiada zgodnie z prawdą, zakładając rękę na rękę. — Więc? Mogę wiedzieć, dlaczego ten głupek pcha mi ciągle Jisunga w ramiona?

— Bo myśli, że jest w tobie zakochany, a ty go odrzucasz, więc stara się w tobie rozbudzić jakieś uczucia. — Jeno nie lubi obijać w bawełnę, więc opowiada o próbach chłopaka najbardziej skrótowo i konkretnie jak się da. — Nie wiemy tylko, skąd mu się to wzięło, a on sam nie chce tego zdradzić.

Renjun stoi chwilę w bezruchu, przetwarzając w głowie informacje, jakie usłyszał. Ku zdziwieniu przyjaciół, wcale nie wygląda na wyjątkowo zaskoczonego.

— To by się zgadzało. Tak myślałem od dłuższego czasu.

— I tak na luzie to przyjmujesz? — Jaemin zastanawia się, czy chłopak na pewno jest normalny.

— Wydawało mi się tak od dawna, ale nie chciałem stawiać go kłopotliwej sytuacji, mówiąc mu to prosto w twarz. Jest wrażliwszy niż się wydaje. Czułby się zażenowany przez kolejny rok, gdyby się dowiedział, że ja o tym wiem.

— To dla nas jest oczywiste, ale pozwól, że zapytamy. — Jeno opiera twarz na dłoni i patrzy na ciemnowłosego z dołu. — To, w co wierzy Chenle, to totalna głupota? Wiesz, skąd mu się to mogło wziąć?

— To głupota, bo nie jestem gejem i... wiem, skąd się najprawdopodobniej wzięło.

— Hę? — Jeno aż podnosi się ze swojego prowizorycznego siedzenia, a Jaemin robi krok naprzód. — Jak to?

— Przepraszam, ale niestety nie mogę wam o tym opowiedzieć.

— Żartujesz sobie chyba.

— Nie. Obiecałem to pewnej osobie. Mówiłem, że nie łamię obietnic. — Renjun jest wyraźnie niezadowolony z zaistniałej sytuacji, ale jest w kropce. Nie zdradzi przebiegu rozmowy sprzed końca lata.

— Ale...

— Przepraszam. — Spuszcza wzrok i wzdycha cicho, masując się po karku. — Mogę wam powiedzieć jedno. Domyślam się, co wy robicie i... nie mam nic przeciwko — mówi niepewnie, ale aby to wszystko nie było zbyt oczywiste, dodaje szybko jeszcze jedno zdanie. — Po prostu nie chcę, aby swatać mnie z Jisungiem. Więc jeśli robicie coś odwrotnego to... macie moje wsparcie.

— Skąd wiesz, że my coś robimy? — Jaemin traci całą swoją pewność siebie przez wzrok niższego chłopaka, który uśmiecha się pod nosem. Mija go, klepiąc go po ramieniu i otwiera drzwi, aby wydostać się z klaustrofobicznego schowka.

— Oj chłopcy, ja naprawdę nie wiem, dlaczego wy wszyscy na starcie założyliście, że jestem ślepy.

Drzwi za nim zamykają się, a para pozostaje sama, wpatrując się w siebie nawzajem.

— W sumie ma rację.

— Wiem. Jesteśmy głupi.

— Nie bardziej niż Chenle.

Jaemin parska śmiechem i szybko całuje chłopaka w policzek, zanim w biegu wychodzą na korytarz przez dźwięk dzwonka ogłaszającego w ich wypadku kolejną lekcję biologii.

🐬🐤🐬

— Nie wierzę... — mówi Jaemin, stojąc wśród tłumu osób, który wpatruje się w pojedynczą, wiszącą na tablicy ogłoszeń kartkę, którą kilka minut temu wywiesił nauczyciel przedsiębiorczości. Przez chwilę zastanawia się nawet, czy to nie jest jakaś ukryta kamera albo czy życie po prostu go nie testuje.

— Co tam, Jaemin? — Czuje, jak Chenle przewiesza swoją rękę przez jego szyję, a gdy przenosi na niego swój niedowierzający wzrok, widzi jego cwaniacki uśmiech i dumę wypisaną niemalże na czole. Obok niego stoi szeroko uśmiechający się Jisung, który nie wygląda wcale na złośliwego jak jego partner biznesowy. — Spodziewałbyś się, że simsowe ciuszki zajmą 3 miejsce, panie od eko żywności?

— Chenle, przestań być wredny. — Jisung patrzy na niego karcąco. Następnie uśmiecha się do Jaemina. — Ja uważam, że wasze 13 miejsce też jest świetnym wynikiem!

— Jestem na 57. — Jaemin patrzy w bok na rozbawionego Marka, który absolutnie nie wygląda na załamanego swoim tragicznie słabym wynikiem. W końcu miejsc jest 64.

— No, Jaemin. Powiedz coś w końcu. — Chenle przybliża twarz jeszcze bliżej do tej należącej do wyższego chłopaka, chcąc w końcu usłyszeć od niego jakieś słowa uznania, jako że ten wyśmiał ich pomysł w dniu oddania prac.

Nastolatek odwraca się w stronę Chińczyka i uśmiecha się delikatnie. Wie, że Chenle jest dziecinny i naprawdę potrzebuje uznania.

— Gratulacje, świetny wynik. Nie wierzyłem w was, a mieliście naprawdę dobry pomysł - przyznaje, podając młodszemu dłoń. — Myliłem się.

— Ha! — To jest dokładnie to, czego oczekiwał, a jego zadarty nos staje się jakby jeszcze bardziej widoczny. Zmienia się to jednak w chwili, w której Jaemin kładzie mu dłoń na ramieniu i uśmiecha się w sposób, jakiego blondyn naprawdę nie lubi.

— Szkoda tylko, że zwolnieni od odpowiedzi są tylko zwycięzcy, czyli nie wy. Ale naprawdę 3 miejsce jest fajne! — Puszcza mu oczko i odwraca się na pięcie, przybijając sobie mentalnie piątkę. Musi koniecznie szybko znaleźć Jeno, aby opowiedzieć mu o cudownej, otępiałej minie Chenle, która jest warta każdych pieniędzy.

— Ej... cieszmy się z tego miejsca... — Jisung widzi, że słowa Jaemina sprawiły, że cała radość blondyna prysła jak za dotknięciem różdżki. Nie wie, co zrobić, więc tylko obejmuje go lekko ramieniem, bo doskonale rozumie jego ból. Nie ma nic gorszego niż odpowiedź u tego starego belfra, czego chcieli uniknąć.

Uderza z całej siły głową o dłoń, gdy całości ich porażki dopełnia głos Donghyucka, który w końcu przedostał się do kartki z wynikami i ujrzał swoje nazwisko na samym szczycie.

— O, chłopaki. Mam 1 miejsce. Dziwne, nawet się nie starałem.

— Nienawidzę świata.

— Ja chyba trochę też.

6. Nie myślmy za wiele o przyszłości


— Co to w ogóle za beznadziejny projekt? Jakbym miał na to czas! — Chenle kładzie głowę na długim stole, przy którym wszyscy siedzą, jedząc swój lunch. Niestety nie mogą już rozkoszować się posiłkiem na zewnątrz, bo od dwóch dni pogoda postanowiła się zbuntować i chyba w końcu zmienić swoje szaty na te ponure, jesienne.

— Jedyne, co musisz jeszcze zrobić , to poprawić matmę. Poza tym masz dużo wolnego czasu, a to wcale nie zajmie nam tak długo. — Jisung ze spokojem je swoją sałatkę, popijając ją wodą z cytryną.

— Przestań marudzić. Cały rocznik co roku przechodzi przez to samo — wtóruje mu Mark, niemalże zasypiając nad swoimi kanapkami. Sam jednak nie jest zadowolony z faktu, że musi pracować nad zadaniem z chłopakiem z klasy, którego za bardzo nie lubi. — Zawsze mogło być gorzej.

— Tak, można trafić do tego z Hyuckiem — odpowiada kąśliwie Chenle, posyłając wspomnianemu chłopakowi kwaśny uśmiech, na co ten uśmiecha się wrednie.

— Nigdy nie byłem dobry w myśleniu o takich rzeczach. — Chenle bawi się swoim widelcem, nie mając ochoty na jedzenie. Po chwili jednak podnosi się szybko ze stołu i uśmiecha szeroko. — Ale dobra, faktycznie myśl, że jestem z tobą — patrzy na Jisunga — a nie z jakimś innym idiotą, jest pocieszająca. Okej, kryzys mi minął. Wygramy to!

Jisung zaśmiał się pod nosem. Uwielbia to, jak szybko do Chenle może wrócić dobry humor. On naprawdę nie potrafi nie być szczęśliwym człowiekiem.

— Nie liczyłbym na wasze zwycięstwo, skoro konkurujecie z nami. — Jaemin uśmiecha się, będąc pewnym siebie, i wskazuje na Jeno. — Nikt nie ma takich pomysłów jak on. Ta twarz to tylko pozory.

— Co jest nie tak z moją twarzą? — Jeno unosi brwi i posyła mu pytający wzrok, mając usta pełne jedzenia.

— Jest tępa — mówi Donghyuck, wstając od stołu, aby odnieść swoje brudne naczynia, przedzierając się przez tłum, jaki jest na stołówce. — Bez urazy.

— Jeśli gotuje tak świetnie, jak wymyśla pomysły, to nie mamy się o co martwić — zaśmiał się Renjun, również wstając od stołu za Donghyuckiem.

— Co? — pyta Jeno, ale nie otrzymuje odpowiedzi, bo krytykująca go dwójka zdążyła już oddalić się na znaczną odległość. Przenosi więc wzrok na swojego chłopaka i jego prawie nietknięte śniadanie. — Nie smakuje ci?

— Nie! Jest pyszne! — odpowiada szybko Jaemin i chwyta za widelec, nakładając na nią sporą porcję... czegoś. Szybko pakuje ją sobie do ust i równie prędko ją przełyka, aby prawie nie poczuć smaku. — Po prostu rozmawiałem, dlatego tak wolno jadłem. Wiesz przecież, że kocham, jak dla mnie gotujesz.

Jeno uśmiecha się radośnie, przez co jego oczy prawie całkowicie się zamykają. Jaemin natomiast odwraca się w drugą stronę, aby ten nie widział jego odruchu wymiotnego i tego, że wypija prawie cały winogronowy sok, aby zakryć czymś ten ohydny posmak w ustach. Pod stołem kopie z całej siły Chenle, który już otwiera usta, aby to jakoś skomentować.

Jisung i Mark po prostu cicho chichoczą, zakrywając usta rękawami mundurków.

— Twój tata jest w Korei? — pyta Chenle po dłuższej chwili, podczas której wszyscy zajęli się jedzeniem. Jisung dopiero po chwili, wyrwany z myśli, orientuje się, że to pytanie skierowane było do niego. — Mógłby nam pomóc! Co jak co, ale on na pewno potrafi wymyślić dobry biznes, który zagwarantuje nam wygraną!

Jisung zaciska nieco mocniej palce na widelcu, ale kiwa lekko głową.

— Jest.

— Jaka jest właściwie nagroda za pierwsze miejsce, skoro tak wam na tym zależy? — Do stolika wracają Donghyuck wraz z Renjunem i siadają na wolnych krzesełkach.

— Zwolnienie z obowiązkowych odpowiedzi z przedsiębiorczości! — Chenle patrzy na sufit, jakby błagał niebiosa, aby to on okazał się wielkim zwycięzcą. Równocześnie przechodzą go dreszcze na myśl o nauczycielu tego przedmiotu i o tym, jak trudne są u niego przepytywania. Za każdym razem odpowiadający uczeń wygląda, jakby miał się zaraz rozpłakać albo rozsypać na drobne kawałeczki. Wyjątkiem jest podobno tylko Donghyuck, o którym krążą legendy po szkolnych korytarzach. Sami jednak nigdy nie mogli sprawdzić prawdziwości tych plotek przez bycie w innych klasach.

— To ja nie będę się starać. — Donghyuck opiera głowę na dłoni i uśmiecha się wesoło. — Nic mi to nie daje.

Mark prycha z zazdrością i uderza czołem o blat, rozmyślając nad swoją beznadziejną egzystencją. Pomogłaby mu w tej chwili chociaż świadomość, że nie jest w męskiej szkole, a wokół niego znajduje się mnóstwo dziewczyn, na których można by było zawiesić wzrok. Niestety rzeczywistość jest okrutna, a on jedyne, co może robić, to patrzeć na Jaemina jedzącego swoją paskudną breję.

Chenle pewnie w tej chwili zachowałby się podobnie, tyle że z nieco innego powodu, ale jego życiowy optymizm nie pozwala mu załamać się w takiej chwili. Będzie dobrze.

— Chenle, jak twoja matma?

— Zamknij się. Nienawidzę świata.



🐬🐤🐬


Dwójka przyjaciół wchodzi do ogromnego apartamentu i od razu ściąga kurtki i przemoknięte buty. Jak zawsze, tuż po wejściu zaglądają do lodówki i nie widząc tam nic zadowalającego, zamawiają kurczaka, którym planują się najeść. Następnie dają sobie krótki czas na odpoczynek przed wielką burzą mózgów. Bardzo zależy im, aby pokonać wszystkich innych uczniów klas drugich, tym samym wygrywając ze swoim idealnym projektem biznesowym. Niestety obydwaj jednak kompletnie nie wiedzą, jak mogą się do tego zabrać.

— O której twój tata może być w domu? — Chenle wyciąga się na miękkiej kanapie, stając się niemalże odruchowo śpiącym. Ten mebel jest wart swojej zapewne bardzo wysokiej ceny.

— Myślę, że nie wcześniej niż za dwie godziny — odpowiada Jisung, zerkając na swojego rolexa, którego dostał rok temu na urodziny od ojca. Nieważne, że dostał go miesiąc po tym niby ważnym dniu.

— Musimy przede wszystkim wymyślić sam zarys. Co chcemy robić? Elektronikę? Innowacyjny wynalazek? Lek na raka?

— Naprawdę? — Jisung patrzy na niego ciężko. Odwraca się jednak po chwili i nalewa do dwóch szklanek soku porzeczkowego, aby następnie zanieść je do stolika kawowego. — To nie jest biznes.

— Nie wiem no, serio staram się coś wymyślić. Nowa edukacyjna zabawka dla dzieci? Dyrekcja pewnie polubi słowo 'edukacja' w tytule.

Młodszy parska śmiechem i siada na fotelu, kładąc nogi na stoliku. Chwyta szklankę z sokiem i upija kilka łyków, intensywnie myśląc. Nie chce jednak tego robić. Tak naprawdę w środku siebie nie chce myśleć o czymś takim jak biznes czy przyszłość. To kojarzy mu się tylko z jedną osobą, która ostatnio znów zaczęła z nim rozmowy o tym, o czym nie chce słuchać.

Przeszkadza mu w myśleniu również głód i cisza, jaka panuje w mieszkaniu. Dlatego też zapuszcza jedną z piosenek Muse, podłączając ówcześnie telefon do dużych głośników, które stoją pod telewizorem.

— Ich piosenki mnie jeszcze bardziej usypiają... — mruczy Chenle, zamykając oczy. — Puść chociaż jakąś szybszą.

Jisung przewraca oczami i włącza losowy trot, przez co przyjaciel otwiera oczy i patrzy na niego z pretensją.

— No co? To jest szybsze. Myśl przy tym śmiało.

— Zniosę wszystko tylko nie trot. Czuję, jak mózg mi się rozpływa, zlituj się! — Blondyn rzuca w młodszego poduszką, której ten zręcznie unika, śmiejąc się donośnie i podgaśniając utwór.

Chenle nie wytrzymuje i rzuca się na chłopaka, aby odebrać mu telefon i zakończyć swoje tortury. Ten jednak zręcznie wybiega z pomieszczenia i nie wiedząc, gdzie mógłby pobiec, aby się schronić, szybko mija kilka par drzwi i dopada do swoich. Pospiesznie zamyka wrota od swojej dżungli, przytrzymując je swoimi plecami. Zdążył jeszcze tylko włączyć lampki wiszące na bocznej ścianie, dzięki czemu cokolwiek widać w pomieszczeniu. Nie lubi przebywać sam w ciemności.

Wie jednak, że niestety nie jest on przykładem wyjątkowej siły, przez co już po chwili Chenle udaje się otworzyć pokój. Z typowym dla siebie krzykiem wbiega do niego i rzuca się na przyjaciela, w związku z czym obydwaj kończą na miękkim, białym dywanie.

Chenle z wrednym uśmieszkiem przytrzymuje po bokach dłonie Jisunga i siada na nim, aby ten nie mógł się poruszyć.

— I co? Warto było? — Chińczyk patrzy z nieukrywaną dumą na swoją ofiarę, która bezbronna stara się wyrwać spod jego ciała. W końcu jednak się poddaje i również się uśmiecha, dysząc cicho przez tempo, w jakim to wszystko się działo. Policzki ich obydwu są mocno zaczerwienione, co jest widoczne mimo fatalnego, subtelnego oświetlenia.

— Kiedyś z tobą wygram — odpowiada Jisung, wciąż lekko dysząc.

Chenle pochyla się nad nim, ze swoim figlarnym uśmieszkiem.

— Śnisz.

Jisung nie odpowiada, tylko kręci niezadowolony głową.

Chenle natomiast wbrew sobie momentalnie przestaje myśleć o czymkolwiek innym, tylko skupia się na twarzy Jisunga, która nagle wydaje mu się dziwnie delikatna i naprawdę ładna. Nigdy tak o tym nie myślał i dopiero teraz dostrzega jego świecące w ciemności oczy, drobny nos i śmieszny kształt ust, który się mu podoba. Wygląda też całkiem uroczo z tymi zaróżowionymi policzkami.

Uroczo?

Szybko puszcza jego dłonie i wstaje, wyrywając mu telefon z dłoni, po czym wybiega z pokoju na miękkich nogach, starając się wytrącić z głowy wszystkie dziwne myśli, które momentalnie go zbombardowały. Stara się to jednak zwalić na to, jaką aurę roztacza wokół siebie piękny, zielony od roślin pokój młodszego, który oświetlony pojedynczymi lampkami wygląda jak z jakiejś bajki.

Tak, to na pewno tylko wina atmosfery. A nawet jeśli nie, to przecież może myśleć, że jego przyjaciel jest piękny. To przecież normalne stwierdzenie. To nic złego.

Dla nie pokazania, że coś jest z nim nie w porządku, śmieje się donośnie, tak aby Jisung i jego sąsiedzi z dołu to usłyszeli.

Jisung, tuż po tym jak blondyn wybiega z pokoju, aby szybko przełączyć piosenkę na inną, w końcu bierze oddech. Spuszcza wzrok, ściska delikatnie miękki dywan w palcach i przenosi się do pozycji siedzącej. Zaciska nieco zęby i stara się uspokoić drżące dłonie. Po minucie wstaje i kieruje się w stronę salonu, gdy dobiega do jego uszu dźwięk domofonu, głoszący wszem i wobec, że ich jedzenie w końcu dotarło. Jednak wyjątkowo nie ma na nie ochoty.

Odbiera pachnącego kurczaka i daje dostawcy napiwek. Przez jego wielkość zaskoczony młody chłopak niemalże kłania się klientowi i szczęśliwy wsiada do windy z uśmiechem, jakby co najmniej wygrał na loterii.

Chłopcy rozstawiają sobie naczynia na szklanym stole i w ciszy zaczynają pochłaniać kurczaka, którego smakowity zapach zdążył już roznieść się po całym pomieszczeniu.

— Że coś tak pysznego może w ogóle istnieć — zachwyca się Chenle po dobrych kilku minutach, gdy Jisung siedzi już przejedzony, nie mogąc zjeść więcej. Jego przyjaciel natomiast wciąż się nie poddaje, nie chcąc zostawić nawet kawałka mięsa na kościach.

Od strony drzwi wejściowych nagle słychać chrobot zamka, przez co obydwaj zerkają w tamtym kierunku. Chenle momentalnie wyciera sobie dłonie i usta serwetką i siada nieco bardziej prosto, natomiast Jisung tylko spuszcza wzrok i wstaje, aby zebrać ze stołu brudne naczynia, które mogą psuć wygląd tego miejsca.

Drzwi otwierają się i staje w nich wysoki, szczupły mężczyzna, którego czarne włosy są idealnie zaczesane na boki. Jego twarz, mimo już dość sędziwego wieku, przykrywa nieliczna sieć zmarszczek, co może być wynikiem drogich kremów spowalniających starzenie oraz, jak zawsze mówił Jisung , stonowanym dawkowaniem emocji. Mężczyzna po prostu stara się ograniczać swoją mimikę twarzy, dzięki czemu zmarszczki nie powstają tak szybko.

— Dzień dobry, tato — mówi Jisung, uśmiechając się delikatnie z kuchni.

— Dzień dobry — odpowiada jego ojciec, odwieszając swój płaszcz do rozsuwanej szafy. Ustawia swoje buty idealnie równo na półce. Dopiero po chwili zauważa siedzącego przy stole, uśmiechającego się blondyna.

— Dzień dobry panu!

Mężczyzna unosi swoje kąciki ust nieco do góry i podchodzi do nastolatka, aby podać mu rękę.

— Dzień dobry. Miło mi poznać kolegę Jisunga. Chodzicie razem do szkoły?

Chenle unosi wysoko brwi i odruchowo odwzajemnia uścisk dłoni, po raz pierwszy w życiu chyba nie wiedząc, co powiedzieć. Patrzy na mężczyznę, jakby czekał na puentę dowcipu, ale ta chyba raczej miała nie nadejść. Odwraca też głowę i patrzy pytająco na Jisunga, który stoi w kuchni, zakrywając twarz dłonią. Wiedząc, że i on chyba raczej nie wykrztusi z siebie żadnego słowa, odwraca się i marszczy brwi.

— Ale panie Park... widzieliśmy się kilka razy. To ja, Chenle...

Mężczyzna cofa się o krok i patrzy na chłopaka w zamyśleniu, odruchowo poprawiając nieco zbyt poluzowany krawat.

— Naprawdę? Przepraszam, ale nie pamiętam cię, to musiały być krótkie spotkania.

— Chodziłem z Jisungiem do podstawówki... gimnazjum... chodzę do liceum... nic to panu nie mówi? — pyta z niedowierzaniem, zastanawiając się, czy aby na pewno nie jest to żartem. Czy to możliwe, że jego ojciec aż tak nie interesuje się swoim synem, że nie zna nawet jego najlepszego przyjaciela, którego widział już kilka razy?

— A, tak, tak... rzeczywiście. — Chłopcy są pewni, że nagłe olśnienie jest kłamstwem, ale nie kontynuują tematu. Wiedzą, że nie ma po co, bo to tylko rozgrzebie jeszcze bardziej smutek, jaki momentalnie zebrał się we wnętrzu Jisunga.

— Tato, potrzebujemy pomocy z pracą domową. W szkole kazano nam wymyślić plan biznesowy i przygotować do niego konspekt. Pomyśleliśmy, że nikt inny nie zna się na tym, jak ty.

— Przykro mi, ale nie mam czasu. Biorę tylko prysznic i wyjeżdżam. A to zadanie jest idealnie dla ciebie. Wykaż się, chętnie zobaczę efekty. To ci się przyda do twojej przyszłej pracy. — Pan Park rozkłada przepraszająco ręce i nie czekając na odpowiedź, kieruje się na korytarz, aby dojść do swojej sypialni.

Chenle przekręca się na krześle i patrzy na przyjaciela, który odwraca się od niego plecami, udając, że bardzo chce pozmywać brudne naczynia, pomimo tego, że obok stoi zmywarka. Nie chce chyba po prostu, aby Chińczyk widział, jak mocno zaciska palce, starając się nie rozpłakać.

— O co chodzi z tą pracą? — pyta blondyn, choć może domyślić się, o czym pan Park mówił. —Firma?

— Tak. Chce mnie zacząć powoli wdrażać. — odpowiada, szorując talerze. — Żebym już niedługo mógł mu pomagać.

— Ale ty nie chcesz tam pracować — zauważa Chenle, opierając twarz na oparciu krzesła. — Powiedz mu to.

— To mi zagwarantuje dobrą przyszłość. To nie jest taka zła opcja, jak się wydaje — kłamie, choć wie, że Chenle wcale mu nie uwierzy. Obydwaj wiedzą, że Jisung absolutnie nie nadaje się na odpowiedzialne stanowiska w dużych korporacjach, a tym bardziej własnego ojca. Od zawsze marzyło mu się zajmowanie roślinami, tak jak robiła to jego mama. — Dam radę. Początki będą najgorsze.

— Dobrze wiesz, że to nie to, czym chcesz się zajmować w przyszłości. Myślę, że powinieneś z nim pogadać. — Starają się mówić dość cicho, mimo tego, że do ich uszu w końcu dobiega dźwięk prysznica.

— Nie ma o czym gadać. Moja przyszłość jest ustalona, odkąd się urodziłem. Dlatego nie myślmy o niej za dużo. Nie warto, ok?

Chenle widzi, że to naprawdę nie jest czas i miejsce na taką rozmowę, więc kiwa lekko głową i milczy. Czuje się jednak bardzo smutny. Nie chce, aby Jisung marnował się gdzieś, gdzie nie pasuje. Chce tylko jego szczęścia, jednak nie wie, jak ma mu je zapewnić.

— To co? Sami ogarniamy projekt? — Wstaje z krzesełka i czochra młodszego po jego puszystych włosach, uśmiechając się szeroko, aby rozluźnić atmosferę. — Myślę, że siedzi we mnie geniusz, który wymyśli biznes stulecia.

Jisung uśmiecha się lekko i kiwa głową.

— Nie wątpię, panie Zhong.

czwartek, 10 stycznia 2019

5. Lepiej ogarniajmy życie niż matmę

— Zhong Chenle! Żartujesz sobie?! Minął miesiąc szkoły, a tobie już mówią, że nie zdasz do następnej klasy! — Jisung wyjątkowo jak na siebie wygląda na wzburzonego, idąc szkolnym korytarzem. Trzyma w dłoniach ostatni egzamin Chenle z matematyki i kręci w niedowierzaniu głową. — Jak możesz robić tak podstawowe błędy? Zaraz... nawet tu masz źle? Przecież podałem ci na to odpowiedź!

— Zapisałem ją do złego zadania. - Chenle przewraca oczami, niezbyt przejęty jego gniewem i faktem, że co chwila ktoś się na nich patrzy przez te krzyki. — Wyluzuj, poprawię to jakoś.

— Nie 'jakoś'. Od jutra uczy cię Donghyuck. — Jisung wciska mu papier do rąk i przyspiesza kroku, wściekły na jego głupotę. Naprawdę martwi go to, że blondyn aż tak nie przykłada się do nauki. Zależy mu, aby zdał z dobrymi wynikami i dostał się w przyszłości na dobry uniwersytet. Chce też, aby pani Zhong była dumna z nich obu.

— Nie ma takiej opcji, Park. — Chenle prycha i dogania go. — Nie zmusisz mnie, nie masz nade mną władzy!

— Zakład? — Jisung odwraca się i mruży oczy, stając z przyjacielem twarzą w twarz. Chenle patrzy na niego w zdziwieniu. Naprawdę rzadko kiedy można zobaczyć wzburzonego Jisunga. — Spróbuj mi odmówić, to poznasz na swojej skórze nie tylko mój gniew, ale i Renjuna. Gwarantuję ci to.

Chińczyk odwraca wzrok, wyglądając, jakby zjadł cytrynę. Renjun czasami potrafi być gorszy od Donghyucka, a i uderzyć potrafi mocniej.

— O, skoro o Renjunie mowa... — Chenle momentalnie potrafi zauważyć jakąkolwiek sytuację, która może sprawić, aby ta dwójka z jego przyjaciół mogła spędzić ze sobą czas w samotności i zbliżyć do siebie. — Masz napisać ten referat o sztuce średniowiecznej, no nie? Renjun może ci w nim przecież pomóc, to jego bajka.

— O, nie pomyślałem o tym. — Jisung momentalnie spuszcza z tonu i patrzy gdzieś w bok. — W sumie będąc w artystycznej pewnie ma to w małym palcu. Dzięki za pomysł! Pójdę do Hyucka, potem do niego.

— Cze... — Chce go mimo wszystko zatrzymać, ale ten już zdążył szybko odbiec w stronę lewego skrzydła szkoły, gdzie znajdują się sale matematyczne. Stoi więc tak po prostu na środku korytarza, w duchu płacząc, że już zaraz Donghyuck dowie się o tym, jakiego beznadziejnego ucznia będzie musiał za namową maślanych oczu Jisunga wziąć pod swoje skrzydła.

— Co tak stoisz, matematyczny geniuszu? — Czuje na swoim ramieniu czyjąś rękę, ale nawet nie odwraca się na ten gest, słysząc w uchu chrupanie marchewki, które może należeć tylko do jednej osoby.

— Skąd ty to niby wiesz, co? Jesteś jak te baby z małych miasteczek, które wszystko wiedzą sekundę po zdarzeniu z przeciwległego końca wsi? — Chenle w sumie nigdy nie zastanawiał się nad tym, jakim cudem Jaemin, a więc i Jeno, zawsze wszystko o wszystkim wiedzą. To czasami jest naprawdę chore.

— Wiem też, że twoje próby zeswatania naszych kochanych chłopców coś nie wychodzą. — Jaemin w końcu opiera się o ścianę i patrzy na przyjaciela z nieszczerym współczuciem. — Minął już miesiąc, a twoich prób już nie mogę zliczyć. Najbardziej chyba do tej pory podobała mi się próba utopienia Renjuna na basenie, aby Jisung go uratował.

— Jezu no, zapomniałem, że Jisung średnio pływa. Co to ma do rzeczy, minął DOPIERO miesiąc. Uczucia potrzebują czasu. Renjun nie rozumie swoich uczuć.

— A więc ile czasu ty jeszcze potrzebujesz, abyś zrozumiał swoje? — Chłopak uśmiecha się kącikiem ust, poprawia plecak na swoim ramieniu i wchodzi do klasy, koło której stał i zaraz ma mieć zajęcia.

Chenle znów prycha i nie chcąc dłużej myśleć nad jego słowami, szybko o nich zapomina i uśmiecha się na myśl, że dziś wpada do niego do domu Jisung i jak obiecała mu mama, zjedzą pyszny ramen. Czy może być lepsze popołudnie niż obiadek z tym zdrajcą?

🐬🐤🐬

— Hyuck, proszę cię... — Jisung składa dłonie jak do modlitwy, stojąc przed ławką znudzonego okularnika, który nie odrywa wzroku od swojej książki. — Będę miał u ciebie super wielki dług, ale błagam, pomóż mu, przecież on nie zda!

— Za bardzo się o niego troszczysz. Powinien nauczyć się dbać o siebie, wiesz? Nie będziesz jego opiekunką całe życie. — Donghyuck kręci głową i w końcu unosi wzrok. — Pomogę mu, ale myślę, że powinieneś trochę spasować. On nie może wiecznie bujać w obłokach i żyć mangami i jedzeniem.

— Zbyt poważnie do tego podchodzisz. Lubię jego dziecinną stronę. To lepsze niż gdyby miał siedzieć z nosem w książkach całe życie.

— Odczuwam personalny atak na mnie.

— Nie, nie! — Jisung kręci głową i uśmiecha się pogodnie. — Chciałem tylko powiedzieć, że jemu pasuje bycie... właśnie takim. Niech chociaż on, jedyny z nas, pozostanie dzieckiem ile tylko się da. Uwielbiam w nim to, jak cieszy się z najmniejszych rzeczy. Zazdroszczę mu tego.

Donghyuck nie odpowiada, tylko patrzy na niego z beznamiętnym wyrazem twarzy. Czyżby Jaemin naprawdę miał rację?

— Dobra, jak mówiłem, pomogę mu. Ale to ostatni raz — zaznacza. Szczęśliwy Jisung rzuca mu się na szyję w podzięce, a następnie szybko wybiega z klasy na dźwięk dzwonka. Do Renjuna będzie więc musiał pójść kiedy indziej. Potrzebuje też chwili samotności z nim, bo czuje, że musi zażegnać tę niezręczną atmosferę, jaką odczuwa pomiędzy nimi od końca wakacji.

🐬🐤🐬

Jeno leży spocony na szkolnej hali, szczęśliwie dysząc po udanym treningu i wygranym meczu. Koło niego już po chwili rzuca się równie zmęczony Mark, trzymając w dłoniach piłkę do koszykówki.

— Serio cieszę się, że dołączyłeś w tym roku. Brakowało nam kogoś dobrego. — mówi Kanadyjczyk, uśmiechając się szeroko. — Możemy nawet mieć szansę na zawodach.

— Tak, wszyscy w was wierzymy, ale moglibyście łaskawie zrobić miejsce na boisku dla przyszłych mistrzów. — Nad ich twarzami, zanim Jeno zdążył odpowiedzieć, pojawia się Renjun z szerokim uśmiechem. Ubrany jest w odblaskową koszulkę, aby wyróżniać się na treningu jako libero. — Ciągle przeciągacie swój trening i blokujecie nam salę. Jeszcze raz, a obiecuję słodką zemstę. Wiem, gdzie mieszkacie.

Chłopcy jak zawsze puszczają groźby Renjuna koło uszu i przyjmują jego pomocne dłonie, aby wstać.

— Sorry, to był wyjątkowo dobry mecz. — Jeno rozkłada niewinnie ręce, po czym wesoło macha w stronę Jaemina, który pojawia się w drzwiach od hali. Żegna się wraz z Markiem z Renjunem, życząc mu udanego treningu i ruszają w stronę szczupłego chłopaka, który postanowił na nich dziś zaczekać.

— Widzieliście gdzieś Chenle, Jisunga i Hyucka? Nie odbierają — pyta Jaemin w drodze do szatni.

— Uczą się matmy w bibliotece. Znaczy Jisung im tylko towarzyszy i broni Chenle, gdy Hyuck jest zbyt ostry — oznajmia Mark, wchodząc do niewielkiego pomieszczenia. Od razu zaczynają się przebierać, bo jest już dość późna godzina, a obydwaj mają sporo rzeczy do zrobienia w domu.

— Serio? Byłem tam przed chwilą. Nie było ich.

— Dziwne. Myślałem, że będą tam siedzieć do zamknięcia. — Mark wzrusza ramionami, zakładając koszulkę.

— Hejka! — Po szatni roznosi się piskliwy, głośny głos, przez co odruchowo wszyscy przymykają oko, jakby to miało pomóc. — Renjun już ćwiczy?

— A co? — Jeno patrzy na Chenle, który stoi w szeroko otwartych drzwiach, nie przejmując się tym, że Jeno ma na sobie same majtki.

— Dziwnie dziś sobie postanowił, że pójdziemy obejrzeć trening. Nie pytajcie o powód, nie znamy go i on chyba też nie — odpowiada Jisung, który wychyla się zza jego pleców.

— O, Hyuck! Dobrze, że cię widzę. Sprawę mam. — Jaemin uśmiecha się szeroko i wciąga do szatni okularnika, który stał na samym końcu. — A wy idźcie, idźcie. Już się zaczął.

— Do jutra! — Chenle uśmiecha się szeroko i ciągnąc niechętnego Jisunga, udaje się w stronę hali, z której dobiega pisk butów i uderzenia piłek.

— Co chcesz? — pyta Donghyuck, gdy już zostają w czwórkę.

— Nic. Chciałem, żeby oni siedzieli na trybunach we dwójkę. — Ziewa przeciągle i zerka na zegarek. — To nic nie da, ale czemu by nie spróbować.

— On jest zbyt tępy, by nawet zauważyć twoje próby, wiesz?

— O czym mówicie? — pyta Mark, który zdążył już się przebrać i aktualnie pakuje swoje rzeczy. — O tym, że Chenle chce zeswatać Renjuna z Jisungiem? To po to zagonił Jisunga na trening? Żeby Renjunowi było miło?

— Pewnie tak. Ej, w ogóle po której ty jesteś stronie? — Jeno przygląda mu się podejrzliwie, na chwilę zaprzestając ruchu, przez co jego koszulka wciąż jest w jego dłoniach, a Jaemin może patrzeć na jego lekko zarysowane mięśnie.

— W sumie nie wiem. Jak już to chyba bardziej po waszej. Renjun i Jisung nie pasują do siebie i na pewno między nimi nic nie jest. Nawet ja to widzę.

— Mądry chłopak. — Jaemin uśmiecha się słodko, wiedząc, że Chenle pozostał sam na placu boju.

🐬🐤🐬

— Renjun rzeczywiście jest dobry w siatkę, co nie? Odbija piłkę i w ogóle. — Chenle ze skupieniem patrzy na boisko, na którym właśnie trwa drugi set. Chłopcy póki co nie wyglądają na zmęczonych, a drużyna, w której jest Renjun, wygrywa. Być może idzie mu też tak dobrze, bo naprawdę ucieszył się, że przyjaciele postanowili tak po prostu posiedzieć i pokibicować mu na treningu.

— No, niezły jest — odpowiada sucho Jisung, zerkając z niechęcią na wpatrzonego w Renjuna Chenle. Zakłada rękę na rękę i przenosi wzrok gdzieś na ścianę. — Może już pójdziemy? Masz jeszcze matmę do odrobienia.

— To będzie słabe, jeśli teraz wyjdziemy, nie sądzisz? — Chenle patrzy na niego szczenięcym wzrokiem. — Będzie mu przykro.

Jisung w duchu przyznaje mu rację, więc tylko siada wygodniej na krzesełku i opiera nogi o to z niższego rzędu.

— To sobie patrz, a ja sobie pośpię.

— Co ty taki nie w humorze dziś? Przecież poprawię tę matmę, nie masz się o co wkurzać. Poza tym, to ja w razie co będę mieć problemy, a nie ty. — Chenle wydaje się być zmęczony tematem znienawidzonego przez siebie przedmiotu i wyraźnie irytuje go fakt, jak bardzo Jisung się na tym skupia. Zachowanie przyjaciela w stosunku do Renjuna utwierdza go też w przekonaniu, że nie jest między nimi dobrze.

— Przejmuję się tobą, to takie dziwne? — Jisung patrzy na niego wyraźnie zdenerwowany. Nie jest to spowodowane tylko i wyłącznie złymi ocenami Chenle, ale on przecież nie musi o tym wiedzieć. Nie musi wiedzieć, jak bardzo przeszkadza mu to, jak z każdym dniem zachwyt Chenle Renjunem wzrasta. A to Jisungowi się bardzo nie podoba.

— Nie jest dziwne, ale... spokojnie. Dam radę. — Blondyn uśmiecha się szeroko i czochra włosy młodszego. Doskonale wie, że jego szczery uśmiech potrafi zdziałać cuda, zwłaszcza u Jisunga, który momentalnie łagodnieje i tylko wzdycha. Zna go w końcu jak nikt inny.

— Mam nadzieję. Nie zawiedź mnie, Zhong.

— Spokojnie, Park.

🐬🐤🐬

— Jisung! Chciałeś dziś o czymś pogadać! — Szatyn słyszy donośny głos Renjuna, gdy stoi już przy wyjściu ze szkoły, czekając na Chenle, który poszedł kupić sobie jeszcze sok w automacie. Niższy podbiega do niego z szerokim uśmiechem. — Dzięki, że przyszliście! Miło mi!

Jisung uśmiecha się do niego, usilnie starając się nie okazać tego, jak zły ma dziś humor, również z jego powodu. Wie jednak, że nic nie jest winą przyjaciela, który tak mu pomógł i wsparł psychicznie pod koniec wakacji.

— W sumie już nie pamiętam, o co chodziło... — kłamie, nie chcąc póki co nawet myśleć o spotkaniach z ciemnowłosym, gdzie ten miałby mu pomóc przy referacie. Może jutro mu przejdzie i zdecyduje się na zapytanie o pomoc. Dziś po ludzku nie ma na to ochoty. — Dobrze grasz, nawet nie wiedziałem, że tak świetnie ci idzie.

— Po tylu latach trenowania dziwne by było, gdyby mi nie szło. — Śmieje się, zarzucając na siebie jeansową kurtkę, bo powiało chłodem, choć na pogodę nie mogą narzekać. Mimo drugiego miesiąca października pogoda póki co jest świetna, nie licząc kilku pochmurnych i deszczowych dni, które miały miejsce we wrześniu.

— O, wracasz w naszą stronę? — W końcu zjawia się i Chenle, trzymając w dłoni puszkę z gazowanym napojem, który przekonał go do wypicia bardziej niż sok. — Fajny mecz.

— Idziecie do ciebie? — pyta chłopak, gdy w końcu ruszają w drogę do domów. — Dalej będziecie kuć matmę?

— Będziemy żreć ramen — odpowiada rozmarzonym głosem Chenle, niemalże dostając ślinotoku na myśl o swoim ulubionym daniu, które już za kilkanaście minut będzie mógł posmakować. — Chcesz wpaść?

Jisung, gdyby mógł, właśnie teraz uderzyłby go z całej siły łokciem w brzuch. Zrobienie tego jednak w takiej sytuacji byłoby dość niezrozumiałe i niezręczne dla wszystkich. Dlatego też najmłodszy jedynie zaciska pięści w kieszeniach swojej markowej kurtki i wpatruje się gdzieś na przeciwległą stronę ulicy.

— Dziękuję, ale idę dziś z bratem do kina. Obiecałem mu to już dawno temu. — Renjun uśmiecha się przepraszająco, po czym zerka na Jisunga, posyłając mu sugestywny wzrok, który ten od razu rozumie.

Park uśmiecha się lekko pod nosem. Renjun kłamie i Jisung doskonale wie, że robi to dla niego.

Po chwili więc czuje się w duchu źle na myśl, jak jeszcze chwilę temu gdzieś w środku siebie przeklinał Renjuna, nie chcąc nawet poprosić go o pomoc w referacie. Jest beznadziejny, nie patrząc na wszystko obiektywnie. Jest beznadziejnym człowiekiem, przenosząc swoją złość na innych.

Ale co ma poradzić, skoro boi się stracić Chenle, który najprawdopodobniej zauroczył się w niskim Renjunie, tym samym mogąc niedługo zepchnąć go na drugi plan?