niedziela, 11 listopada 2018

13. Dzień 743 będący wieczorem

Hej! Kai usłyszał w słuchawce wesoły głos Sehuna. Napisałem do niej jako stary znajomy i zgodziła się na spotkanie! Chyba nie wie, że dalej się przyjaźnimy, czy coś. Ale jest głupia, skoro chce się umówić!
Krystal?
No sprytny jesteś, a kto niby by miał?
I kiedy się widzicie? Kai odsunął telefon trochę dalej od ucha, gdy w słuchawce usłyszał głośny płacz niemowlaka, który dalej znajdował się w domu Huna i Lu.
Jutro, popołudniu dla dokładności, więc oczywiście idziesz ze mną. Bierzemy dziecko od razu?
To raczej oczywiste, oddajemy jej go i po sprawie. odpowiedział Kai, aby ponownie oddalić od siebie komórkę, ponieważ po drugiej stronie usłyszał krzyk Luhana, skierowany najprawdopodobniej do Sehuna. Dziwne, Kai mógłby wręcz stwierdzić, że pierwszy raz słyszy uniesiony głos Chińczyka. Niezapomniane przeżycie. W międzyczasie zerknął na Kyungsoo, który trochę zmarkotniał i odłożył sztućce, nie dokańczając posiłku, który spożywali.
Muszę kończyć. Usłyszał jeszcze tylko głos Sehuna, zanim ten się rozłączył. No cóż, zadzwoni do niego później, albo po prostu napisze.
👬👬👬
Mogę wiedzieć, o co ci właściwie chodzi, Xi Luhan? zapytał podirytowany Sehun, patrzący na rozwścieczonego Lu.
O co mi chodzi, Oh Sehun? O co mi chodzi, tak? Położył dłonie na biodrach i wgapiał się w swojego chłopaka wyczekująco.
No chyba o to zapytałem, czy się mylę? Sehun przewrócił oczami, zastanawiając się, kto podmienił mu jego cichego jelonka, na tego dziwnego... no po prostu nie jelonka.
Chcesz oddać bezbronne dziecko w ręce matki, która pozbyła się go jak śmiecia? Ty i Jongin jesteście siebie warci! Oddała raz, może oddać i drugi, albo po prostu zostawić go gdzieś na ulicy! Ale ciebie to nie obchodzi, ty imbecylu?! krzyknął Oszalałeś!
To nie nasze dziecko i nie nasz problem. Wzruszył ramionami. To decyzja Kaia.
Jesteś... jesteś nieczułym dupkiem, Sehun! Po raz kolejny się wydarł, tym razem jeszcze głośniej, co naprawdę wprawiło Oh w osłupienie. Wychodzę!
Dopiero gdy Luhan otworzył drzwi wejściowe, Sehun wyrwał się z otępienia i pobiegł za nim.
Gdzie idziesz? Przytrzymał drzwi ręką tak, aby słabszy chłopak nie mógł ich otworzyć, będąc w tej pozycji.
To też pewnie nie twój problem. odpowiedział Lu i przeszedł pod ręką wyższego, tym samym opuszczając mieszkanie.
Sehun zamknął drzwi i wkurzony oparł się o nie plecami. Aha. No po prostu świetnie. Niby on jest dupkiem, który pewnie nie ma w sobie ani grama empatii? Tak o nim myśli Luhan? Miło. Szkoda, że jednak tyle lat wytrzymuje z tym 'dupkiem' i nigdy mu to nie przeszkadzało.
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk, który sprawił, że krew w jego żyłach przez chwilę zamieniła się w kisiel i zaczęła płynąć bardzo wolno. Płacz.
Zostawił mnie z nim?! W sumie to było logiczne, skoro wyszedł zupełnie sam, a dziecko dalej było pod ich opieką. Fantastycznie.
HunSe jest online 
HunSe: zajebiście kurna fantastycznie dobry pomysł Luhan.
HunSe: gratulacje
HunSe jest offline
Czy coś mu dało napisanie tego jednego zdania? Dokładnie nic, ale musiał się wyżyć w chociaż taki sposób, bo przecież nie zrobi tego na dziecku.
Niepewny wszedł do salonu, gdzie na kanapie leżał mały kokonik, a właściwie chłopak zawinięty tak, aby kokon przypominał. Spojrzał na niego z góry i skrzywił się. Wziął go na ręce, dobrze, że chociaż to umie zrobić bez jakiegoś większego ryzyka, że mu upadnie i umrze, albo coś.
No, ten... zaczął nim lekko kołysać, co nie dało żadnego efektu i zaczął się zastanawiać, jak brzmiała piosenka, którą śpiewał chłopcu zawsze Luhan. Jeżyku smażony, jeżyku... wypchany, la la la, czy coś... sialala... i w ogóle... Ku zdziwieniu czarnowłosego, śpiewanie, a właściwie pseudo mruczenie przyniosło niemalże natychmiastowe efekty i chłopczyk zamilknął. Patrzył na Sehuna szeroko otwartymi oczami i otworzył usta.
Eee... no co? zapytał Sehun głupio, jakby faktycznie maluch miał mu odpowiedzieć. Ten jednak wyszczerzył oczy jeszcze bardziej, co rozśmieszyło mężczyznę, na którego twarzy zagościł lekki uśmiech. Wyglądasz teraz jak Dyo. Nie, stary. To nie jest komplement, ale twój niby stary by mnie chyba zabił, gdyby to usłyszał.
Dziecko poruszyło lekko rączką i zamknęło oczy. Sehun z ulgą chciał je odłożyć, ale gdy tylko to zrobił, szkrab ponownie zaczął się drzeć, domagając się wzięcia na ręce. Biedny, porzucony facet musiał przystać na układ z młodszym, bo innych alternatyw nie mógł znaleźć.
👬👬👬
Luhan otworzył powoli drzwi i zajrzał do środka. Nie usłyszał w domu żadnego dźwięku, co lekko go zaniepokoiło i skłoniło do przekroczenia progu mieszkania. Odwiesił klucze na haczyk i ściągnął buty, dalej wsłuchując się w ciszę. Wszędzie panowały egipskie ciemności, więc zapalił pojedyncze światło na korytarzu. Sehun musiał być w domu, skoro nie włączył alarmu. Luhan zajrzał do salonu, ale przywitał go typowy bałagan, jaki pozostawia po sobie jego chłopak. Nieważne, że ten nic nie robił. Po prostu zawsze, jak zostawił Huna samego, wszędzie panował nie wiedzieć czemu burdel.

Kolejnym pomieszczeniem, które odwiedził, była kuchnia, w której jednak również było pusto. Za kolejny cel obrał więc sobie sypialnię, gdzie zobaczył coś, czego na pewno w życiu by się nie spodziewał. Obraz, który zastał, sprawił, że do oczu wbrew jego woli napłynęło mu trochę słonawej cieczy, a na ustach zagościł lekki uśmiech. Na palcach podszedł do łóżka, na którym leżał Sehun, obok którego podobnie do czarnowłosego, spało dziecko, które Lu zostawił pod jego opieką. Han stanął nad nimi, aby potem uklęknąć przy łóżku, opierając brodę o materac. Pogłaskał śpiącego Sehuna po włosach na tyle delikatnie, aby ten się nie obudził. Nie uważał tak naprawdę Sehuna za nieczułego dupka. Hun był specyficzny i wydawał się dość chłodny, ale trzeba było w nim po prostu różnymi sposobami obudzić czułego człowieka, którym wbrew pozorom był.
Chciałbym, aby w naszym domu tak było zawsze... szepnął blondyn naprawdę cicho. Chciałby mieć tę dwójkę dla siebie na wyłączność. To nie tak, że nie podobało mu się samotne życie z Hunem. Lu po prostu brakowało tego jednego czynnika, którym byłoby dziecko, które związałoby ich razem na zawsze, skoro nie może doczekać się od Sehuna innego poważniejszego kroku w związku, którym mogłyby być oświadczyny.
Luhan wstał i chwycił dziecko, które położył na przygotowanym dla niego łóżeczku, aby następnie wrócić do sypialni, gdzie przykrył swojego chłopaka kołdrą, aby po chwili przebrać się w dresy i zasnąć, wtulając się w jego ciepły tors.

12. Czwarta rozmowa

HunSe jest online 

HunSe: jesteś u Baeka? 

HunSe: bo nie wiem czy marnować czas żeby tam iść 

HunSe: nie odbierasz telefonu

HunSe: super

Lulu jest online 

Lulu: nie musisz tu przychodzić 

HunSe: zaraz będzie ciemno

HunSe: nie chce żebyś wracał sam 

HunSe: będę za jakieś 15 minut 

HunSe: wiec nie wychodź ok?
 
Lulu: ok. 

Lulu: jak chcesz. 

HunSe: kropka, groźnie 

HunSe: a i jeszcze jedno

HunSe: lepiej nie dawaj Baekowi dziecka na ręce 

HunSe: dla jego bezpieczeństwa 

Lulu: martwisz się o dziecko?

Lulu: śmieszne 

Lulu: dlaczego ma go nie trzymać?

HunSe: jakby ci to powiedzieć

HunSe: Baek lubi słodkie rzeczy i kiedyś miał kota 

HunSe: gdy wziął go na ręce po raz pierwszy przytulił go trochę za mocno i... no domyśl się 

Lulu: Oszalałeś?!

Lulu: nie mogłeś powiedzieć wcześniej?!

Lulu jest offline

HunSe: ups?

HunSe jest offline

11. Dzień 742

Kai udając względny spokój, odłożył spokojnie filiżankę na stół i uśmiechnął się lekko, nie mrugając od dobrych kilkudziesięciu sekund.

Chyba sobie ze mnie jaja robisz.

Nie.

Mam ochotę cię zabić, cieszysz się?

Nie zbyt, ale spoko, mam podobny problem. 

Kai uderzył czołem trochę za mocno w blat, a Kyungsoo po prostu patrzył na nich smutno.

Oszalałeś! krzyknął po chwili Jongin, nie mogąc pohamować frustracji. Ty idioto!

Myśl pozytywnie, Kai odezwał się Dyo. Jeśli była w tamtej okolicy, to być może tam mieszka i uda nam się ją znaleźć...

Jasne, a może jest dziwką i przyszła po prostu do klienta?

A może jest normalną kobietą, która wyszła z domu na miasto? Kai, pozytywnie, ok? Kyungsoo stanął za siedzącym blondynem i westchnął, opierając łokcie na jego ramionach. Ta cała sytuacja jest dość chora. Opieka społeczna serio tak po prostu przychodzi i daje komuś dziecko, nie sprawdzając, czy jakiekolwiek pokrewieństwo istnieje? Coś mi się w to nie chce wierzyć. Coś tu naprawdę śmierdzi.

Kai śmierdzi... ale teraz, jak o tym myślę... faktycznie, dość niemożliwe, no nie? odpowiedział zamyślony Sehun. Zwłaszcza, że nie dostaliście chyba nawet podstawowych informacji o dzieciaku. Wiecie, w szpitalu chyba podaje się imię, albo cokolwiek. Nawet nie dostaliście książeczki zdrowia, czy czegoś takiego. 

Widzicie! Ta laska specjalnie chciała podrzucić to dziecko, a ta baba, która je przyniosła, na pewno ją zna!

Wiesz kogo ty nie znasz? zapytał spokojnie Luhan, który jak do tej pory nie uczestniczył w rozmowie i kołysał dziecko.

No?

Właśnie tej baby, więc dalej nie wiemy nic.

Kai przewrócił oczami i prychnął zirytowany.

Nie pamiętasz nikogo z takim znamieniem? To prawdopodobne, że wepchnęła ci kłopot, bo ma do ciebie o coś żal. Jongin, skarbie, wysil się choć trochę powiedział ciepło Kyungsoo, kładąc dłoń na jego głowie, ponieważ dalej stał oparty na owym Kimie. 

Myślę, myślę i serio nie wiem. westchnął Nikomu chyba nic nie zrobiłem, odkąd... zaciął się i spojrzał w sufit intensywnie o czymś myśląc. 

Odkąd...? zachęcił go Dyo, patrząc z nadzieją w oczach na zamyślony wzrok Kaia.

Ostatnia dziewczyna z jaką byłem przed poznaniem ciebie, miała rękę w gipsie. Trochę mnie to w tamtych czasach podniecało, a ona chyba aż za bardzo się w nas wczuła i chyba serio wzięła to mega poważnie. Ogółem trochę jak z nią zrywałem to histeria była. No więc nie widziałem jej dłoni pod gipsem przez ten cały czas.

Widzę więc, że był to bardzo długi związek, Kim. Soo przewrócił oczami z niesmakiem.

Ej... coś mi świta Sehun skojarzył fakty. To było jakoś po tym, w sensie wasze zerwanie, jak wjebałeś mi się o 3 w nocy do domu drąc się, że widziałeś rano boga. 

Boga? Zaciekawiony Dyo postanowił w końcu usiąść na kolanach Jongina, bo nie chciało mu się już stać.

Ciebie Kai uśmiechnął się słodko.

O... Kyungsoo się zmieszał i spojrzał na podłogę, starając się ukryć lekkie rumieńce. Ale z tego co pamiętam, mówiłeś, że po raz pierwszy widziałeś mnie rano w parku, więc dlaczego przyszedłeś do Sehuna dopiero w nocy?

Masturbowałem się do twojego zdjęcia.

A... no ok.

Nie no a tak serio, to pamiętam tę laskę, jak ona się wabi...nazywała? zapytał Sehun, podchodząc do Lu i z nagłym ciekawieniem przyjrzał się maluchowi. Nawet do niej podobny.

Krystal, jeśli dobrze pamiętam... Kai uniósł jedną brew. Tak, chyba jakoś tak.

Pamiętasz chociaż nazwisko? Uśmiechnął się z nadzieją Kyungsoo, czując, że niedługo już wszystko może wrócić do normy, na co Luhan trzymający dziecko jednak nie przejawiał entuzjazmu.
Wiesz, heh, to bardzo ciekawa historia, ale nie Rozłożył ręce Kai, sztucznie wyszczerzając usta.
Oszalałeś?! Nie pamiętasz nazwiska dziewczyny, z którą byłeś?! Wzburzony Kyungsoo wstał i zaczął chodzić w kółko po kuchni. Dlaczego ty musisz być... taki?! wykrzyknął, po czym wydał z siebie inny, niezidentyfikowany dźwięk. 

Krystal Soo Jung powiedział ze spokojem Sehun i momentalnie poczuł na sobie palący wzrok swojego chłopaka. No co? Jakoś tak zapamiętałem...

Cieszę się powiedział ostro Lu i wstał z chłopczykiem na rękach. Idę z nim na spacer.
Wyszedł, trzaskając dość solidnie drzwiami, a Kyungsoo wraz z Kaiem przenieśli zdziwiony wzrok na zrezygnowanego ciemnowłosego.

Trochę się zachowuje... jak nie Luhan, no nie? Kai odezwał się po chwili. Taka trochę dziksza i groźniejsza wersja.

Sehun westchnął i pokiwał głową. 

Lubi dzieci, przywiązał się i myślę, że... naprawdę nie chce, abyśmy znaleźli Krystal i oddali jej dziecko. On chyba... chciałaby je u nas zostawić. Trochę mi to nie pasuje.

Masz syndrom młodszego rodzeństwa? zapytał Kyu.

Co mam?

No wiesz, tak jakby pojawił się nowy członek rodziny i jesteś zazdrosny o swoją mamę, w tym przypadku Lu, że bardziej zajmuje się nowym dzieckiem, niż tobą.

Głupio to brzmi, ale owszem. Dlatego właśnie chcę ją znaleźć jak najszybciej, żeby nie przywiązał się jeszcze bardziej. 

Wiadomo, że oddamy dziecko matce, ale... wytrzymaj to po prostu i na razie daj mu się nacieszyć, Lu naprawdę lubi małe dzieci, a sami nie możecie mieć więc... dasz radę. Daj mu poczuć trochę radości. Uśmiechnął się pokrzepiająco Dyo.

Więc przestań być cipą. Podobny uśmiech zagościł na ustach Kaia, dopóki Kyungsoo nie walnął go łokciem w brzuch. 

Dobra, idę. Sehun wstał i wyciągnął telefon. Znajdę ją na facebooku i potem do was napiszę. Idę do Baeka.

Dlaczego do Baeka? Jego przyjaciele równocześnie spojrzeli na niego podejrzliwie. Niepodobnym do Sehuna było tak po prostu wpadać do różowego królestwa Byuna. 

Idę po Luhana.

Skąd wiesz, że tam jest? 

A kto lepiej zrozumie jego matczyne zapędy, jak nie Baek, który do tej pory sam się zastanawia, dlaczego nie urodził się jako kobieta? 

To Chanyeol tak o nim myśli, Sehun. Kyungsoo westchnął, ale lekko się uśmiechnął. Idź, idź.