środa, 1 marca 2017

23. Piękny (?) dzień 754

-Jak tu było cudownie, prawda, Nini? - zachwycał się Kyungsoo, trzymając się kurczowo ramienia swojego męża. Właśnie przeszli przez główne, ogromne wrota, które kilka godzin temu zaprowadziły ich do muzeum. - Zawsze chciałem tu pójść!
-Tak szczerze, to myślałem, że będzie tu pergamin. - Jongin wzruszył ramionami i zapatrzył się na widok przed sobą, myśląc o tym, jak bardzo jest głodny.
-Myślałeś, że Muzeum Pergamońskie... że to jest muzeum z pergaminem? - D.O uniósł brwi w niedowierzaniu. - Nie wierzę...
-Głodny jestem. - Przekroczyli bramę i skierowali się w stronę najbliższych budynków. - Zjedzmy jakiegoś carrywursta czy coś, Soo. Serio umieram z głodu.
-Zastanawiam się, czy kiedykolwiek nastanie dzień, kiedy nie usłyszę z twoich ust takiego zdania. - Kyungsoo pokręcił głową, ale nie stracił dobrego humoru, ciesząc się wakacjami i przyjemną, słoneczną pogodą. Zastanawiał się, jak się bawi reszta, jednak myślami już po chwili ponownie powrócił do blondyna idącego z nim ramię w ramię. Przyjrzał się jego przystojnej twarzy, wydatnym kościom policzkowym i spokojnemu, lekko nieobecnemu spojrzeniu. Przystanął na chwilę i złapał Kima za rękę. Ten spojrzał na niego pytająco, zerkając jednak jeszcze na budkę z jedzeniem, którą przed chwilą zauważył.
-Stało się coś? - zapytał Kai, marszcząc jedną brew.
-Czy... dobrze się ze mną bawisz? - zapytał Soo, zerkając niepewnie na wyższego. Zacisnął usta, by następnie tylko westchnąć. - Pewnie nudzi ci się na wyjeździe ze mną.
Kai patrzył na niego przez chwilę w osłupieniu, aby po sekundzie roześmiać się perliście i poklepać szatyna po głowie.
-To, że wolałbym Tropical Islands, nie znaczy, że się z tobą nudzę. To muzeum było całkiem spoko... jak na muzeum. Poza tym, ciebie to cieszyło, więc też się cieszę. Tylko jestem głodny. Tak to wszystko jest spoko.
D.O powoli uśmiechnął się na jego słowa i stanął lekko na palcach, aby szybko pocałować go w usta. Następnie chwycił go za rękę i ruszył w stronę upragnionego jedzenia Jongina.
👬👬👬
-Jak myślisz? - zagadnął D.O, siedząc na długiej, miękkiej ławie, w ogródku przytulnej knajpki, w której czekali na przyjaciół. Starszy wpatrywał się w płomienie kilku świec, postawionych na stoliku, które dawały ciepłe światło, padające na świeże kwiaty. Jongin natomiast leżał z głową na udach ukochanego i wpatrywał się w ekran telefonu, ewoluując swoje pokemony, które zdążył dziś złapać. - Przyjedziemy tu jeszcze kiedyś? Razem?
-Czemu nie? - mruknął blondyn i spojrzał z dołu na Soo. Kyungsoo nagle naszła ochota, aby nachylić się i złączyć ich usta na jedną, dłuższą chwilę. Poczuł, jak Jongin się uśmiecha i delikatnie dotyka jego policzka, ciesząc się ciepłem swojej sówki.
-Wzruszające, serio. - Usłyszeli głos Sehuna, na co oderwali się od siebie i unieśli swoje spojrzenia. Oh od razu zajął miejsce przy stole, ciągnąc za sobą Luhana, który szczerzył się do siebie, trzymając telefon przy uchu. Kai zerknął na śmiejącego się jelonka, aby następnie unieść pytające spojrzenie na najlepszego przyjaciela.
-Wygraliście w lotka, że się tak jara?
-To moja mama. - Sehun przewrócił oczami i powędrował wzrokiem do cieszącego się blondynka. - Daje mu do telefonu Junsu, dlatego się jara.
-Wiesz, może ja się niezbyt znam, ale takie małe dzieci chyba jeszcze nie mówią... - prychnął rozbawiony Kai, na co Sehun spojrzał na niego z nieukrywanym znużeniem.
-No co ty nie powiesz? I jeszcze on chyba wyda oszczędności na te rozmowy. W dodatku udaje, że mnie nie słyszy. - Ostatnie zdanie powiedział głośniej, przysuwając twarz do narzeczonego, który spojrzał na niego groźnie.
-Zamknij się, Oh. - odsunął na chwilę telefon od ucha i zmarszczył brwi. - Ostrzegam cię.
Kai ponownie się zaśmiał, nie mogąc powstrzymać się od drwin i wyzywania Sehuna od pantoflarza.
-Jacy wy jesteście nieczuli. - D.O spojrzał na nich, jak na głupiutkie dzieci. - To dziwne, że tęskni za dzieckiem? Poza tym, ty, Hun, nie tęsknisz za nim ani trochę? To też twój syn...
-Trochę, ale nie na tyle, aby wydawać całą pensję na rozmowę z nim, skoro jeszcze nawet nic nie rozumie. - Sehun upił łyka z kufla pełnego piwa, który postawiła przed nim kelnerka. Skinieniem głowy podziękował Jonginowi, który zamówił to dla niego, zanim jeszcze do nich dołączyli. - I nawet nie wydaje prawie dźwięków. Ta rozmowa nie ma więc sensu.
-Na razie byś tyle nie wydał. Dalej jeszcze się nie przyzwyczaiłeś, że to twoje dziecko, a Lu tak. Za jakiś czas i ty byłbyś dla jego szczęścia mógł poświęcić dużo pieniędzy. Poza tym, takie rozmowy są dobre dla dziecka, bo słyszy głos Lu.
-Tak, ale liczy się teraz i to, że zaraz nie będziemy mieć kasy na ślub i wesele. I jak myślisz, na kogo jakimś cudem spadnie za to wina? Tak, oczywiście, że na mnie, bo ten jeleń powie, że to przez to, że kupiłem niedawno konsolę.
-Dobra, dobra. - Luhan odłożył telefon na ławę i spojrzał znacząco na Sehuna. - Zadowolony? Zasnął.
-Wow, to może jednak będzie nas stać na jedną butelkę szampana. - odpowiedział kąśliwie Sehun. - I orzeszki.
-Przesadzasz. - Luhan mimo złego humoru ukochanego, nie tracił entuzjazmu i pozytywnie myślał o ślubie, który miał się odbyć już za 2 tygodnie. - Choć teraz się zastanawiam, czy na pewno chcę poślubić takiego zgredę jak ty.
-Fantastycznie, można jeszcze wszystko odwołać. - Sehun zmrużył brwi i przybliżył twarz do Lu, który już przybrał zacięty wyraz twarzy. - Wystarczy jedno słowo.
D.O i Kai w tym czasie siedzieli spokojnie po przeciwnej stronie stołu i wpatrywali się we wszystko z zaciekawieniem, przegryzając frytki.
-Burak.
-Jeleń.
-Płaska twarz.
-Metr pięćdziesiąt.
-Przesadziłeś! - warknął Lu i odwrócił się do Sehuna tyłem, zakładając rękę na rękę.
-Hej, kochani! - Ciszę, która nastała przy stole, a którą od kilku minut starał się przerwać Jongin nieśmiesznymi żartami, przerwał charakterystyczny krzyk. Cała czwórka obróciła głowy w stronę wejścia i z zaskoczeniem obserwowali Baekhyuna, który wesoło bujał się na plecach Chanyeola. Wyższy postawił ukochanego na ziemi i odetchnął z ulgą. Baekhyun od razu przeskoczył na siedzenie.
-Co ci się stało w nogę? - zapytał D.O, który zwrócił uwagę na to, że Baekhyun kulał.
-Wyglebał się na śliskich płytkach na basenie. - Chanyeol wybuchnął śmiechem, mając przed oczami ten widok. Usiadł obok Baekhyuna i poklepał go po głowie. - Wpadł prosto do basenu. Do końca życia będę żałować, że tego nie nagrałem.
-Bardzo śmieszne, Yeol. - Baekhyun zrobił dzióbek i udał niezadowolonego. Po chwili jednak też się zaśmiał. - Ale też chciałbym to zobaczyć. Tak w ogóle to co tu tak cicho? Ktoś zamówił coś dla mnie? Jestem głodny! Ale dziś z Channim jedliśmy taką pyszną watę cukrową! Wiecie, jak wyglądała?! Jak kwiatek! Kwiatek, czaicie?!
-A wy co tak siedzicie? - zapytał Chan, przeglądając menu, ale zerkając co chwila na skłóconą parę. - Nieudany dzień? Mogliście iść z nami i oglądać gleby Baeka.
-Lu ma focha. - odpowiedział Sehun od niechcenia. Z rozbawioną miną zaczął tykać palcem ramienia swojego narzeczonego. - I nie chce się odfochać.
-Ouu, to widzę, że poważnie. - odpowiedział sarkastycznie Chanyeol, kiwając głową, udając zrozumienie. Następnie skierował głowę w stronę swojego męża, który wdał się w rozmowę z Kyungsoo i Jonginem, ale równocześnie z uwagą studiował kartę z różnymi, pysznymi daniami. - Baekkie, nie zamawiaj całej karty, ok?
-Luzik, idę na dietę. Muszę pięknie wyglądać na ślubie mojego Lulu i Sehunniego! - Uśmiechnął się słodko brunet i spojrzał na przyjaciół. Sehun dalej wbijał palec w ramię Hana, a ten marszczył zirytowany brwi. - Ah, jacy oni słodcy!
-Z której strony? - zapytało równocześnie narzeczeństwo. Spojrzeli na siebie zaskoczeni, aby po chwili odwrócić od siebie wzrok. Nastała cisza, przerywana jedynie siorbaniem Jongina.
-Sorry i w ogóle.
-Wybaczam, idioto.
👬👬👬
Kolejne dni minęły im na wspólnej zabawie, zwiedzaniu, śmianiu się, planowaniu ślubu i piciu grzanego wina w przydrożnych knajpkach. Wszyscy nie próżnowali i w nocy, tworząc nowe wspomnienia z pobytu w tak odległym kraju. Nawet zgodnie wszyscy stwierdzili, że mimo że Junsu pojawił się w ich życiu niespodziewanie, nawet po tak krótkim czasie można odczuć tęsknotę za tym małym stworzeniem.
Wyjazd dobiegał jednak końca, a ślub zbliżał się wielkimi krokami.

Epilog

Chanyeol po raz kolejny nerwowo spojrzał na zegarek i przełknął ślinę, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Po raz setny poprawił czarną marynarkę i białą koszulę, która i tak leżała na nim idealnie, nie mając na sobie nawet jednego wgniecenia. Starał się ignorować fakt, że ma na sobie tak bezbarwne ubrania, jednak od czasu do czasu warto było porzucić swoje przyzwyczajenia dla ważnego celu.
Starł szybkim ruchem pot z czoła, zdając sobie sprawę, że jego ręce trzęsą się, jak podczas napadu drgawkowego.
Ponownie spojrzał na swoje odbicie, a dokładniej, to w swoje oczy, w których mógł dostrzec wyraźny niepokój.
Znów poprawił swoje włosy, które dziś wyjątkowo zaczesał lekko do tyłu, używając do tego nawet żelu po raz pierwszy w życiu.
Zamknął oczy i starał się odetchnąć głębiej kilka razy, mimo że czuł, jak jego płuca boleśnie się zaciskają.
Drgnął przestraszony, gdy poczuł czyjeś dłonie, które od tyłu silnie objęły go w pasie. Rozchylił szybko powieki, aby od razu się uspokoić, widząc odbicie Baekhyuna w lustrze. Starszy uśmiechał się słodko i obejmował szczelnie ciało Yeola. Byun po chwili obrócił Chana w swoją stronę. Pocałował go delikatnie w usta i pstryknął lekko w czoło.
— Nie denerwuj się aż tak. To tylko kolacja z moimi rodzicami, a nie jakiś egzamin — zaśmiał się Baekhyun, chwytając za rękę wystraszonego dzisiejszym dniem Yeola. — Przecież znasz już mojego ojca, prawda?
— Dla mnie to jest jak egzamin. — Chanyeol nie wyglądał na spokojniejszego, na co niższy pokręcił z rezygnacją głową. — Znam, ale ostatni raz widział mnie jako sekretarkę... sekretarza? A nie... twojego partnera...
— Rozumiem, że możesz być zestresowany, ale... Po prostu bądź sobą. Ciebie nie da się nie pokochać, skarbie. — Baekhyun ponownie się uśmiechnął i lekko uniósł na palcach, aby złączyć ich wargi tym razem na dłuższą chwilę. — Dlatego nie stresuj się. Będę tam przecież z tobą.
🌼🌼🌼
— A plany na przyszłość? — Przy stoliku znajdującym się przy oknie padło kolejne tego typu pytanie, na które Chanyeol zacisnął zęby, starając się udawać, że wcale to przesłuchanie go nie stresuje. Nawet dłoń Baekhyuna, która pod stołem uspokajająco gładziła tę drugą, większą, nie pomagała mu w sytuacji, w której pan Byun patrzył na niego wyczekująco, popijając swoją czarną kawę. Yoona Byun natomiast patrzyła na męża, unosząc jedną brew. Wiedziała jednak, że jej małżonek nie zamierza odpuścić i planuje dowiedzieć się o najmłodszym, siedzącym przy stole, wszystkiego, czego tylko się da.
— Tato, nie przesadzasz? — zapytał w końcu Baekhyun, patrząc na ojca z wyrzutem. — Nie możemy porozmawiać chociażby o pogodzie? Nie widzisz, że mi go stresujesz i następnym razem nie będzie chciał nigdzie z wami wyjść? Będzie miał traumę.
— Ja wcale nie... — Chanyeol poczuł, jak jego policzki czerwienieją przez słowa Baeka, który w tej chwili wcale mu nie pomógł.
— Oj, Baekhyun, to normalne, że chcę coś o nim wiedzieć. Prawda, Chanyeol? 
Dwudziestolatek szybko, bojąc się odmowy, pokiwał głową, na co siedzący obok niego szatyn tylko przewrócił oczami.
— Błagam was, uspokójcie się wszyscy. — Jedyna kobieta siedząca przy tym małym stoliku w zacisznej restauracji, uśmiechnęła się i spojrzała na Chanyeola. — Ja jestem po prostu ciekawa, jak to się stało, że jesteście razem, kochani. Jak do tego doszło?
Chanyeol i Baekhyun spojrzeli po sobie, aby następnie przenieść wzrok na rodziców starszego.
— Tak naprawdę to...
— W sumie nie wiemy...
Państwo Byun spojrzeli na siebie, unosząc brwi. Yoona zaśmiała się i poklepała skamieniałego męża po ramieniu.
— Nie wiem czemu, ale musisz wiedzieć, że... cieszę się, że Baekhyun znalazł kogoś takiego, jak ty, Chanyeol. Wydajesz się być naprawdę dobrym człowiekiem. Mam nadzieję, że będziesz dbał o mojego syna. Wygląda na to, że mu zależy. — Kobieta oparła głowę o tę należącą do męża i spojrzała młodszemu w oczy, które ten lekko rozszerzył pod wpływem jej słów. Następnie pięćdziesięciolatka położyła swoją dłoń na tej Yeola, która leżała na stole. — Baekhyunowi nigdy nie błyszczały oczy, jak w tej chwili. Jesteście razem szczęśliwi, prawda?
Baekhyun, gdy usłyszał to pytanie, od razu odwrócił głowę w stronę Chanyeola, który również zwrócił swoje spojrzenie w jego kierunku. Baek wybuchnął niemym śmiechem, aby następnie przenieść lekko zawstydzony wzrok na dół, czując, jak jego policzki nabierają intensywnych, czerwonych barw. Pokiwał głową, potwierdzając to przypuszczenie, a Chanyeol ścisnął jego dłoń pod stołem jeszcze mocniej, samemu czując dziwne gorąco.
— Jesteśmy.
Baekhyun uśmiechnął się szeroko, patrząc na zażenowanego Chanyeola i pomyślał jedną, zasadniczą rzecz.
Pomyślał, że nie ma pojęcia, jak będzie wyglądała ich wspólna przyszłość. Ile jeszcze czeka ich ciężkich dni, których przetrwali już wiele. Nie wie, czy kiedyś ich drogi się rozejdą, albo, czy ich uczucia będą w przyszłości tak silne, jak w tym momencie. Wiedział jedynie, że tu i teraz, mając ukochanego u swojego boku, jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

37. Geniusze nigdy, ale to nigdy nie są zazdrośni

Kai
Ja nie jestem zazdrosny.
Nie jestem, jak większość ludzi. Zazdrość to domena populacji, która ma problemy z pewnością siebie, a ja takich kompleksów nie mam.
Mnie po prostu bierze kurwica, gdy stoję przed restauracją w centrum Pusan, zza której okna widzę Dyo z jakąś laską, która co chwila niby przypadkiem dotyka jego dłoni i uśmiecha się zalotnie.
Nie, ja naprawdę nie jestem zazdrosny.
Ja po prostu czuję, jak w mojej krwi płynie coraz więcej adrenaliny, która stara się mnie zmusić do przejścia przez drzwi lokalu i zrobienia czegoś bardzo głupiego.
Nie jestem zazdrosny.
Posyłam im jeszcze ostatnie spojrzenie, zanim odchodzę sprzed niewielkiego budynku, kopiąc jakiś kamień. Niech poczuje mój ból. Mógłbym urodzić się jako kamień. Wiem, że to niemożliwe, skoro i tak nie dostanę nigdy drugiego życia, ale to nie zmienia faktu, że ta perspektywa byłaby dla mnie jak najbardziej przyjazna, bo jestem niestety leniwy. Poza tym, nie zapominajmy o powiedzeniu 'spokojny jak głaz'. Przydałby mi się właśnie w tej chwili spokój.
Zanim się zorientowałem, byłem już przed akademikiem, w którym mieszkałem niemalże od roku, wraz z przyjaciółmi, których tu poznałem. Sehuna i Luhana jednak póki co tu nie było, jako że wyjechali tuż po zaliczeniach do rodziców Chińczyka, z którymi zdążyli się pogodzić w święta. Widać było, że Luhan bardzo przeżył ich pogodzenie się, bo teraz jeździ do nich, kiedy tylko się da.
Ja sam w Seulu byłem tylko dwa razy w ciągu letniej przerwy, nie czując potrzeby zostawania tam dłużej, bo swoją miłość miałem tu, nad morzem.
Miłość... właśnie. To bardzo zabawne uczucie. Naukowcy mówią, że trwa ledwie cztery lata, aby na końcu zostać zastąpione jedynie przez przywiązanie do drugiej osoby. Zastanawiałem się ostatnio, czy mi również po czterech latach minie to, co czuję do Dyo, a wbrew sobie i temu, co dziś zobaczyłem, wcale nie chciałem, aby to przeminęło. Chyba wpadłem tak samo jak Chanyeol. Właśnie, jakby się też nad tym zastanowić, to sam nie wiedziałem, czy naukowcy zawsze mają rację. Ogólnie nigdy nie wierzę czemuś, czego sam nie mogę sprawdzić, ale to w tej chwili nieważne. Ci fantastyczni naukowcy mogą się mylić, a ich wspaniałe badania może obalić jeden, trochę nieogarnięty Koreańczyk zwany Park Chanyeolem, który kocha się w jednej osobie od dziesięciu lat. Przynajmniej dziesięciu, bo w sumie to nie wiem, co w tym jego łbie siedziało, gdy jeszcze Baekhyun się nim opiekował.
— Ej! Murzyn! — Usłyszałem krzyk z odległości około trzynastu metrów ode mnie i zaskoczony uniosłem brwi, rozpoznając właściciela głosu, jeszcze zanim zobaczyłem jego szczerzącą się twarz, za którą niestety często tęskniłem.
— Hej, idioto — odpowiedziałem, przytulając się z nim po bratersku. Spojrzałem na jego koszulkę i nie musiałem już nawet pytać, jak właściwie jest między nim, a Baekhyunem. — Widzę, że Star Wars wróciło do łask.
— Trochę — odpowiedział i uśmiechnął się do mnie znacząco, na co pokiwałem głową. Wyglądał na szczęśliwego. W końcu.
— Co tu w ogóle robisz? — zapytałem, wchodząc po kilku stopniach, aby wejść do budynku, w którym było zdecydowanie chłodniej, niż na zewnątrz. — Jakoś trudno mi uwierzyć, że wbiłeś tylko po to, aby mnie odwiedzić.
— Wracam tu na stałe — odpowiedział, a ja zatrzymałem się i odwróciłem w jego stronę. Spojrzał na mnie zdziwiony, jakby przed chwilą powiedział jedynie, że jest ładna pogoda. — No co? Znowu masz te swoje matematyczne olśnienie, Jonginie.jpg? Jesteś idealnie memiczny.
Wywróciłem oczami na jego uwagę o moich zawieszeniach się, gdy czasem najdzie mnie ochota na rozwiązywanie w głowie równań.
— Wracasz na stałe? Na studia? Do akademika? — zapytałem z nadzieją, chwilowo zapominając o Kyungsoo i tej lasce, którą pierwszy raz widziałem na oczy.
— Na studia tak, ale... przepraszam, zamieszkam u Baekhyuna — odpowiedział lekko zmieszany, a ja przez chwilę się poczułem, jakby dał mi w twarz. Dzięki, przyjacielu. — Ale to niczego nie zmienia. Kiedyś też mieszkaliśmy oddzielnie i widywaliśmy się cały czas. Ej, no... nie rób takiej miny...
— Luz, rozumiem — odpowiedziałem, starając się ignorować uczucie zazdrości, które aktualnie rozsadzało mnie od środka. Nie dość, że nie wiem, o co chodzi z tą blondyną, która stara mi się odbić mojego pingwinka, to jeszcze jestem zazdrosny o szczęście przyjaciela, zamiast się cieszyć tym, że w końcu osiągnął to, o czym marzył tyle czasu. Nie no, świetny ze mnie kumpel, nie ma co.
Doszliśmy do moich drzwi, które mozolnie otworzyłem, wpuszczając nas do środka.
— Ale syf — Ocenił Yeol, rzucając się na moje łóżko. Następnie stęknął boleśnie, gdy coś wbiło mu się w brzuch. Wyciągnął owe coś, a ja pokiwałem głową, że może gdzieś rzucić tę kamasutrę. Do czego zdolne jest ludzkie ciało, to nie uwierzycie. — Nie ma Sehuna i Lu?
Pokręciłem głową i westchnąłem, kładąc się obok niego. Poczułem na sobie jego zaciekawiony wzrok, więc kwestią kilku sekund było usłyszenie pytania z jego ust.
— Teraz możesz mówić, co ci leży na sercu i innych narządach, którymi myślisz. — Uniósł kilka razy brwi, przez co nie mogłem powstrzymać głośnego parsknięcia.
— Pamiętasz, jak mówiłeś mi... o przeszłości Kyungsoo? — zapytałem, obracając głowę w jego stronę. Leżeliśmy tuż obok siebie, przez co nasze twarze dzieliły milimetry, jednak nie czuliśmy żadnego dyskomfortu. Pokiwał lekko głową, że owszem, pamięta. — Mam wrażenie, że widziałem go dziś z jego byłą. Tak sądzę, że to była ona... nie wiem, przeczucie. Nie mogę tego poprzeć dowodem.
— Widziałeś ją z nim i... co? W sensie co robili?
Patrzyłem przez dłuższą chwilę tępo w sufit, przełykając co jakiś czas ślinę w całkowitej ciszy, jaka zapadła.
— Jongin... nie płacz, głupku. — Usłyszałem i dopiero wtedy poczułem, jak pojedyncza łza ścieka po moim policzku po raz pierwszy od dobrych kilku lat. Yeol starł ją szybko i spojrzał na mnie współczującym wzrokiem. Ponownie przełknąłem ślinę i przez chwilę oceniłem to, co się właśnie stało i to, jak okropnie się właśnie czułem w środku. Po raz pierwszy nie mogłem obiektywnie ocenić sytuacji i wmówić sobie, że między tą kobietą i Dyo nic nie ma. Choć widziałem tylko, jak trzymali się za ręce.
— Chyba po prostu boję się, że ona mi go zabierze. Nie chcę tego — powiedziałem w końcu, zerkając na starszego. —Nie rozumiem, w czym jest lepsza ode mnie.
— Próbowałeś o to zapytać Dyo? — Usiadł, aby móc na mnie spojrzeć z lepszej perspektywy. Pokręciłem głową na jego pytanie.
— Widziałem to dziś. Nie widziałem się z nim po tym.
— Skąd wiesz, że to coś więcej? W sensie... dalej mi nie powiedziałeś, co właściwie robili. — Oparł się na dłoniach, lustrując wnętrze pokoju, w którym już dawno nie był.
— Po prostu trzymali się za ręce, ale... nie wiem. Czuję, że coś jest nie tak. Nigdy nie ufałem przeczuciom, bo to głupie, ale... rozumiesz mnie? — zapytałem, unosząc wzrok w górę, aby móc spojrzeć na przyjaciela.
— Jongin przestaje myśleć logicznie... aż opowiem to dziś Baekowi. — Chanyeol starał się rozluźnić atmosferę słabym żartem, ale wyjątkowo mu to nie wyszło. Jednak powiedział jedno imię, dzięki któremu zaświeciła mi się nad głową przysłowiowa lampka, żarówka. Cokolwiek, może być nawet świetlik.
— Baek! — Uniosłem się i złapałem tego Yodę za ramiona. — Baekhyun nic ci nie napomknął... cokolwiek o Dyo? Przecież się przyjaźnią.
Chanyeol zmarszczył brwi i przez chwilę wyglądał nawet inteligentnie, myśląc najwidoczniej dość intensywnie. Po chwili pokręcił tylko głową i zrobił minę przepraszającego psa.
— Nie wydaje mi się, żeby coś ostatnio mówił o Dyo i jego relacjach międzyludzkich.
Zrezygnowany opadłem na miękkie poduszki i ponownie zagapiłem się na świeżo odmalowany sufit. Może powinienem zachować się jak mężczyzna? Przestać w końcu czekać na każdy, maleńki krok Dyo w moją stronę? Na nasz pierwszy pocałunek musiałem czekać dobre cztery miesiące, a o wspólnym spaniu w jednym łóżku nie ma mowy, gdy akurat u niego nocuję. Może powinienem przestać patrzeć na niego jak na zwierzę, które można spłoszyć? Mam pięćdziesiąt procent szans, że mnie znienawidzi jeśli się zmienię, a pięćdziesiąt, że coś między nami ruszy do przodu?
— Myślę, że powinieneś teraz do niego iść - odezwał się po dłuższej chwili mój uszasty przyjaciel, jedząc czekoladę, którą znalazł gdzieś między rupieciami na szafce nocnej. — W sensie wiesz, chyba jakoś teraz powinien kończyć pracę, jeśli dobrze pamiętam, więc...
— I co mam według ciebie powiedzieć? — Spojrzałem na niego ciężko i zabrałem mu resztkę słodyczy. Niech sobie nie pozwala na zbyt wiele.
— 'Elo, Dyo, o co chodzi z tą laską?'. Ja bym tak zrobił.
— Ty się obrażałeś na Baekhyuna, gdy tylko widziałeś go z Taeyeon, a nie rozmawiałeś.
— Zamknij się.
🌼🌼🌼
Według rady mojego przyjaciela, który niedawno wyszedł z mojego cudownego, jakże czystego lokum do swojego chłopaka, który ponoć obiecał mu 'małe co nieco' gdy wróci, postanowiłem faktycznie pójść po Kyungsoo do pracy. Tak na marginesie, zastanawiam się, czy Baekhyun miał na myśli swoje małe co nieco, czy Yeola. Nie wnikam.
Gdy wyszedłem ze swojego mieszkanka, słońce już powoli zachodziło, oślepiając mnie pomarańczowym, ciepłym blaskiem. Pusan o takiej porze było naprawdę piękne, a momentami dało się nawet poczuć nadmorską bryzę.
Kilka minut później wszedłem do budynku pokrytego w większości wielkimi, jasnymi szybami. W środku jak zawsze przez kilka pierwszych sekund oślepiała mnie biel hollu, którą jednak dało się przeżyć. Na początku, to była masakra. Nie wiem, kto projektował wystrój tego miejsca, ale wyglądało, jak poczekalnia u dentysty. Skierowałem się od razu w stronę wind, nie mogąc porozmawiać z sekretarką, którą lubiłem, a która wyjechała, a jej miejsce zajęła najbardziej zrzędliwa kobieta, jaką w życiu widziałem. Muszę zapytać Baekhyuna, w jaki sposób przeprowadzali tu rekrutację, bo to chore, wybrać kogoś takiego.
Gdy zbliżałem się do załomu korytarza, usłyszałem znajomy głos, który mieszał się z kobiecym, którego jednak moja pamięć nie rejestrowała. Stanąłem przed przejściem do wind i nie zastanawiając się, czy nie zachowuję się przypadkiem jak dzieciak, powoli wychyliłem głowę, aby móc zobaczyć, co się dzieje w drugim pomieszczeniu. Nie byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem tam mój obiekt kilkumiesięcznych westchnień wraz z blondwłosą kobietą, u której z bliska można było zauważyć już pierwsze zmarszczki. Ha, jestem przystojny i młody, 1:0 dla mnie.
— Możesz mi wyjaśnić, dlaczego nie możesz dać mi szansy? Mało dla ciebie robię? — Kobieta podniosła głos. — Czego ty ode mnie oczekujesz, co?
— Hyoyeon... — Czyli miałem rację, że to jego była. Zmarszczyłem brwi, z ciekawością obserwując całą akcję i ku mojej uldze, niezadowolenie na twarzy mojego Kyu. — Mówiłem ci już, że nieważne, co zrobisz, między nami koniec. Co, nagle sobie uświadomiłaś, że jestem miłością twojego życia? I mam ci tak po prostu uwierzyć? Żartujesz sobie ze mnie?
— Miłość nie potrzebuje dowodów. Nie rozumiem, czemu mi nie wierzysz. Poza tym, gdybyś o mnie zapomniał całkowicie, nie zgadzałbyś się na spotkania ze mną. — Ta laska zaczynała mnie drażnić coraz bardziej swoją pewną siebie postawą i kpiącym uśmiechem.
— Miłość właśnie potrzebuje dowodów, Hyoyeon. Nie bierz mnie więc na gadki z dram. Na spotkania zgadzałem się tylko dlatego, bo miałem nadzieję, że po nich dasz mi spokój. Nie sądziłem, że staniesz się bardziej upierdliwa. I tak, masz rację. — Zrobił krok ku niej, a ja zacisnąłem palce na ścianie, bo ich twarze znajdowały się dosłownie kilka centymetrów od siebie. — Nigdy o tobie nie zapomnę, bo byłaś zarówno moją pierwszą miłością, jak i największą życiową pomyłką. O takich rzeczach się nie zapomina.
— Zważaj na słowa, Dyo. Marnujesz właśnie największą szansę swojego życia. Spójrz na mnie. — Uniosła swoją brodę wysoko i lekko się nad nim nachyliła, przez co powstrzymywałem się, aby tam nie podejść i nie złapać ją za te tlenione pukle. — Myślisz, że kiedykolwiek, ktoś taki jak ja cię zechce? Spójrzmy prawdzie w oczy, co?
— Mam już kogoś kogo kocham, Hyoyeon i twoje słowa tego nie zmienią. — To był właśnie moment, w którym mógłbym spokojnie stwierdzić, że moje serce zatrzymało się na dłuższą chwilę, a w płucach brakuje mi tlenu. Przełknąłem ślinę i wgapiałem się jak zaczarowany w mężczyznę, który uśmiechnął się lekko do swojej byłej żony. — Jestem szczęśliwie zakochany i mimo wszystko tobie też życzę, abyś kiedyś skończyła dokładnie tak, jak ja. Prawda, Jongin?
Poczułem, jak moje policzki robią się dziwnie gorące, gdy na mnie spojrzał swoim spokojnym wzrokiem. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, patrzyłem tylko, jak blondynka wychodzi wściekła, stukając swoimi obcasami. Nie skomentowała jego słów. Wyszedłem zza ściany i podszedłem do Dyo, dalej będąc zażenowanym tym, że tak słabo ukryłem swoją obecność.
— Widziałem cię wtedy w oknie w restauracji — odezwał się pierwszy, a ja stwierdziłem, że mój poziom zażenowania z każdą chwilą wkracza na zupełnie nowy poziom. — Dlatego cieszę się, że usłyszałeś tę rozmowę i nie musisz snuć jakiś podejrzeń, jak to miał w zwyczaju chociażby Yeol — zaśmiał się, a ja nie mogąc się powstrzymać, zrobiłem to samo. — Myślę... myślę, że ona już odpuści.
Pokiwałem głową i mając w głowie to, o czym myślałem przed wyjściem z mojego lokum, nachyliłem się nad nim i połączyłem nasze usta na dłuższą chwilę, podczas której Kyungsoo objął moją szyję swoimi ramionami, stając lekko na palcach.
— Jeju... jak słodko. — Odsunęliśmy się od siebie gwałtownie, gdy tuż przy naszych twarzach pojawiła się twarz Baekhyuna, który promieniał szczęściem. Domyślam się, że z jego ojcem jest coraz lepiej z każdym dniem, odkąd wybudził się trzy dni temu, a to jest przyczyną jego dobrego samopoczucia.
— Co wy tu robicie? — zapytał jak zawsze spokojny Dyo, ocierając rękawem swoje usta. Spojrzeliśmy też na Chanyeola, który jadł frytki z rożka, więc odruchowo mu kilka zabrałem.
— Musimy przygotować dokumenty do rekrutacji Yeola. Wiecie, wypadałoby zachować jakieś pozory — odpowiedział Baekhyun, klepiąc swojego wyższego chłopaka po głowie, jakby był dzieckiem. Zauważyłem, że to chyba jego nawyk. Tak samo jak jedzenie lizaków, chociażby w tym momencie.
— Do zobaczenia, gołąbeczki — powiedział na odchodne Yeol, wchodząc do windy wiernie niczym piesek za swoim panem. Pokazałem mu środkowy palec i uśmiechnąłem się słodko.
— Urocza z nich para — Dyo skomentował naszych przyjaciół w czterech słowach, a ja tylko wzruszyłem ramionami.
— Z nas też jest.