czwartek, 31 sierpnia 2017

Dodatek Byun Baekhyun i jego przyjaciel pech

Słońce akurat zachodziło za wysokimi, lśniącymi w pomarańczowym blasku wieżowcami, kiedy mężczyzna o kasztanowych, zadbanych włosach, pachnących wiśnią i typowo męską mieszanką, spacerował spokojnie po parku niedaleko morza, wdychając powietrze nadmorskiego miasta. Pomiędzy drzewami słychać było szum fal, a jeśli ktoś się uważnie przyjrzał, mógł zobaczyć prześwitującą między pniami błękitną wodę.
Koreańczyk w dłoni trzymał smycz, na której szedł pies rasy welsh corgi, obwąchujący wszystko, co tylko było do obwąchania przy alejce. Co chwila zerkał też na swojego pana, upewniając się, że ten na pewno cały czas obok niego jest.
Baekhyun patrzył na radosnego psiaka rozbawionym wzrokiem, mimo zmęczenia, jakie go ogarniało. Dziś musiał wstać do pracy wyjątkowo wcześnie, a w trakcie dnia nie miał nawet chwili czasu na przerwę. Jednak jeśli się zdecydowało na psa, trzeba było z nim wychodzić, prawda? Na szczęście najczęściej, gdy naprawdę nie miał czasu, aby zająć się kochanym czworonogiem, to Taeyeon przychodziła do jego mieszkania, aby zająć się samotnym zwierzakiem.
 Cake... idziemy już do domku, dobrze?  Zatrzymał się po kilku minutach i ukucnął nad psiakiem, który wesoło zamerdał krótkim ogonkiem i podskoczył, aby polizać swojego pana po nosie.  Jutro pójdziemy na dłuższy spacerek, może tak być?
Pies jakby zrozumiał słowa człowieka i bez protestu skierował się w stronę, z której przyszli. Baekhyun z ulgą poszedł za swoim psem, który szybko przebierając łapkami, sprawiał, że jego właściciel musiał za nim niemalże biec.
Byun nagle jednak zwolnił kroku, zdając sobie momentalnie sprawę, że dziś mijają już trzy lata, odkąd przygarnął tego psiaka z Chanyeolem, gdy któregoś wieczoru wracali z knajpy, a w jednej z miejskich uliczek znaleźli małą, pluszową kulkę w starym kartonie. Ktoś po prostu porzucił to słodkie maleństwo, pozostawiając mu marne szanse na normalne życie. A jednak zyskał nie tylko dom, ale i miłość. Szkoda jedynie, że właściwie to Taeyeon spędzała z Cake więcej czasu niż sam właściciel. Właściciele...
Westchnął przeciągle i zapatrzył się na powoli kołyszące się korony drzew. Mężczyzna kochał późną wiosnę, która lada moment miała już zamienić się w gorące lato. Uwielbiał widok kwitnących w pełnej okazałości drzew, krzewów. Czuł szczęście, gdy mógł gościć na swojej twarzy poranne, nieśmiałe, ale ciepłe promienie słońca, które sprawiały, że wszystko dookoła niego tuż po przebudzeniu nagle wydawało się bardziej pozytywne. Szczęśliwsze. Taki i on starał się być, choć od dłuższego czasu było to możliwe w o wiele mniejszym stopniu.
Doszedł po długich kilku minutach do wieżowca, w którym niezmiennie mieszkał od dobrych kilkunastu lat. Wsiadł do windy i z rozbawieniem obserwował, jak Cake siada na podłodze i w skupieniu lustruje swoje odbicie w lustrze, którego zrozumieć nie mógł, odkąd tylko zobaczył je po raz pierwszy.
Baekhyun wkroczył do swojego królestwa i od razu ruszył do kuchni, aby nakarmić pupila. Sam nalał sobie tylko szklankę wody, czując, że przez jego gardło i tak nie przejdzie nic innego. Nie miał apetytu.
Odłożył naczynie po dłuższej chwili i marszcząc zaniepokojony brwi, uklęknął przy misce psa, który tylko siedział z opuszczonym łbem, nie chcąc zjeść swojej kolacji. Co jak co, ale ten rudy sierściuch nigdy wcześniej nie odmawiał jedzenia. Szatyn usiadł więc przy misce i zaniepokojony przysunął do siebie niewielkiego czworonoga.
 Czemu nie chcesz jeść?  Patrzył psu prosto w oczy, choć wiedział, że i tak nie otrzyma normalnej odpowiedzi. Był szczęśliwy za każdym razem, gdy mówił coś do psa, bo chociaż miał dla kogo otwierać usta, gdy jest w domu. Cake tylko pisnął cicho i uniósł lekko łeb, patrząc smutnymi, dużymi oczami w te należące do właściciela. Właściciela, który właśnie w tej chwili, rozumiejąc, o co właściwie chodzi, pociągnął nosem i opuścił lekko zaszklony wzrok.
Przytulił psa mocno do swojej piersi i delikatnie zaczął głaskać jego łeb.
 Tak... ja też za nim tęsknię...
🌼🌼🌼
Obudziło go lizanie psa, który z samego rana domagał się pieszczot i śniadania. Baekhyun uśmiechnął się lekko i zaczął drapać za uchem sierściucha, który dopiero po dłuższej chwili zszedł z dużego łóżka, kierując się wesoło w stronę kuchni. Baekhyun przewrócił się na bok i położył dłoń na drugiej poduszce. Przez chwilę patrzył na puste miejsce, aby następnie przygryźć wargę i wypuścić powoli powietrze z płuc.
Sięgnął ręką w stronę szafki nocnej i dłonią wyszukał swój telefon. Z nadzieją spojrzał na ekran smartfona, jednak jedyne, co mógł zobaczyć, to wesołego, uśmiechniętego chłopaka w fioletowej bluzie w małe pączki, który zajmował zaszczytne miejsce na jego tapecie. Uśmiechnął się lekko pod wpływem wspomnień związanych z tym zdjęciem i zablokował telefon, rozczarowany brakiem jakiegokolwiek powiadomienia. Jego uśmiech zniknął szybko. Tak samo szybko, jak mężczyzna zdążył się ubrać, nakarmić pupila i wyjść do pracy.
 Bae!  Gdy przekraczał właśnie duże, szklane drzwi, prowadzące do ogromnie wysokiego budynku, usłyszał głos, którego nie mógł pomylić z żadnym innym. Obejrzał się za siebie, obserwując, jak powoli podbiega do niego Dyo, trzymając w dłoni kawę z sieciówki i mnóstwo jakiś papierów, które najprawdopodobniej właśnie przeglądał.  Wow, wyglądasz dziś strasznie. Spałeś ty w ogóle?
 Wiesz jak mnie skomplementować z rana.  Szatyn uśmiechnął się lekko. W jego głosie dało się wyczuć śladowe ilości sarkazmu, na co Dyo zaśmiał się perliście.  Jesteś dziś wcześnie.
 Trochę gorszy okres, sam wiesz  odpowiedział przyjaciel zrezygnowanym tonem, gdy szli już białym korytarzem w stronę wind. Kiedy tam dotarli, niższy nacisnął klawisz, który od razu rozsunął przed nimi drzwi.  Mam dziś zająć się Cake?
 Nie... myślę, że uda mi się dziś wyjść trochę wcześniej...   Baekhyun uśmiechnął się lekko, patrząc na powoli zmniejszające się budynki za przeszkloną ścianą.  Jest mi głupio, że tak wykorzystuję i ciebie, i Tae. To mój pies.
 No wiem, ale odkąd Chanyeol...  westchnął Dyo, jednak nie dokończył, gdy zobaczył zmieniający się wyraz twarzy przyjaciela. Spojrzał na jego zaciśnięte w wąską kreskę wargi i spuszczony wzrok.  Nieważne. Wysiadam, może potem wpadnę.
Jak powiedział, tak zrobił i wyszedł z ruchomego pomieszczenia, pozostawiając Baekhyuna samego ze swoimi myślami. Ten westchnął cichutko i pokręcił głową, aby jak zawsze odgonić od siebie niepotrzebne, bolesne uczucia, wśród których zdecydowanie przeważała samotność.
Wysiadł na swoim piętrze i przeszedł przez długi, biały korytarz, przekraczając próg gabinetu, w którym urzędowała Tiffany, która aktualnie kończyła właśnie malować paznokcie u jednej dłoni.
 Nie przepracowujesz się przypadkiem?  zapytał Baekhyun, zakładając ręce na piersi i unosząc jedną brew. W jego głosie nie było jednak słychać złości, a lekkie rozbawienie.
 Bardzo zabawne!  Asystentka wywróciła oczami i uśmiechnęła się sarkastycznie.  Mógłbyś w końcu kogoś zatrudnić, panie prezesie, skoro nie ma Wieży kupę czasu. A właściwie to kogoś dobrego, a nie głupków na miesiąc czy dwa.
 Z tego, co widzę, masz spokojnie dużo czasu i nie potrzebujesz pomocy  odparł jej szef i zmarszczył nos.  Teraz śmierdzi tym lakierem.
 Potrzebuję pomocy. Jakby pan prezes nie zauważył, jestem tu przed godzinami i przyszłam specjalnie wcześniej, bo zostawiłam tu ten lakier.
 Nie mogłaś w domu użyć innego?  Byun zmarszczył brwi i z coraz większą ciekawością słuchał słów kobiety, które wydały mu się jak najbardziej nielogiczne. Płeć piękna jest dziwna.
 Różowy kolor paznokci pasuje mi do tej sukienki.  Tiffany wzruszyła ramionami i ze skupieniem zaczęła malować paznokcie lewej dłoni.  Położyłam już u szefa na biurku te badania rynku, co szef kazał ogarnąć.
 Taak...  Baekhyun, lekko zbity z tropu odpowiedzią kobiety, pokręcił tylko głową i ruszył do swojego azylu. Zamknął za sobą drzwi i powiedział cicho do siebie jedyne zdanie, które przyszło mu teraz do głowy.  Chyba wiem, dlaczego nie jestem w związku z żadną kobietą.
Wyciągnął ze swojej marynarki wiśniowego lizaka i tuż po rozpakowaniu wsadził go sobie do ust. Podszedł do biurka i zbolałym wzrokiem spojrzał na stos dokumentów, leżących na dębowym blacie. Następnie przeniósł wzrok na dwie ramki, które stały po lewej stronie mebla. Uśmiechnął się, widząc w jednej z nich swoich rodziców podczas niedawnej podróży na wyspy Bahama, a w drugiej zdjęcie zrobione przeszło dwa lata temu, na którym widniał on, Chanyeol i Cake. Siedzieli na trawie w parku, do którego zawsze chodzili na spacery, a zdjęcie zrobił im Dyo.
Chwycił błękitną ramkę w swoje dłonie i uśmiechnął się, widząc, jak na fotografii obydwaj całują psa w jego puchate, rude poliki. Jakby psiak był ich skarbem. Istotą, która ich łączyła i należała do nich obydwu.
Westchnął po raz setny tego dnia i ponownie spojrzał na telefon, aby znów zawieść się brakiem jakichkolwiek wiadomości. Chciałby zobaczyć chociażby jednego smsa. Krótkiego, który zapewniłby go, że wszystko jest w porządku. Że on też teraz o nim myśli.
Poczuł, jak jego oczy robią się coraz wilgotniejsze. Mimo tego, że minęło już tyle czasu, on dalej był niespokojny przez każdą myśl o nim, nie wiedząc, co tak naprawdę aktualnie się dzieje z jego ukochanym. Ukochanym, który nie może tu być razem z nim. Ukochanym, przez którego umiera z tęsknoty i braku jego dotyku. Ukochanym, o którego cholernie się martwi, bo nie wiedział, kiedy znowu będzie mógł go zobaczyć, ale wierzył, że to będzie już niebawem.
🌼🌼🌼
 Baekhyun! Przyniosłem jedzonko! Grubnijmy razem!  Byun uniósł wzrok znad laptopa, gdy do jego gabinetu wszedł nie kto inny, jak Dyo, uśmiechnięty od ucha do ucha. Trzymał w dłoni reklamówkę z logiem jakiejś tajskiej knajpy, a w powietrzu już po chwili można było poczuć zapach usmażonego mięsa.
 Mówiłem ci kiedyś, jak bardzo cię kocham?  Szatyn od razu rzucił długopisem i wstał, aby szybko, ponownie usiąść na miękkiej sofie, pocierając ręce. Kyungsoo z uśmiechem wypakował jedzenie i podał przyjacielowi pałeczki. Baekhyun od razu wziął się za pochłanianie makaronu sojowego z owocami morza, w duchu dziękując, że siedzący przed nim mężczyzna to anioł.
 Dużo ci dziś jeszcze zostało tego wszystkiego?  zapytał po dłuższej chwili Dyo, gdy już zaspokoili swój pierwszy głód i zaczęli jeść zdecydowanie wolniej.  W sensie długo dziś zostajesz?
 A co?  Baekhyun przeżuł to, co miał w ustach i spojrzał na niego pytająco. Przez myśl też mu przez chwilę przeszło, że lepiej Dyo w tych kasztanowych włosach, które niedawno pofarbował i trochę skrócił.  Chcesz gdzieś później pójść?
 Tak tylko pytam  odparł wymijająco, patrząc gdzieś w bok, aby po chwili ponownie powrócić do twarzy starszego.  Idę dziś z Jonginem do muzeum. Nie wiem, mógłbyś niby pójść z nami, albo coś, ale raczej chodziło mi o to, że powinieneś dziś wcześniej wrócić do domu.
 Po co?  Byun upił łyka swojej zmrożonej zielonej herbaty, którą również przyniósł tu Dyo.
 No nie wiem, żeby odpocząć?  Młodszy spojrzał na Baekhyuna jak na idiotę i zaśmiał się lekko.  Naprawdę, zrób to dziś chociaż dla mnie i dla Cake. Mam przeczucie, że ten dzień będzie dla ciebie miły.
 Ciasteczko z wróżbą ci to powiedziało?  prychnął prezes BbCompany, aby następnie się zaśmiać.
 Nieśmieszne  odparł Dyo, wywracając oczami. Następnie uśmiechnął się lekko pod nosem, gdyż wiedział, że Baekhyun na pewno tego nie zobaczy.  Więc jak? Zostaw tę robotę chociaż dziś i zajmij się w końcu tym biednym psem. Praca ci nie ucieknie, a Cake w końcu tak. Choć w sumie nie wiem, jak miałby zwiać z dwudziestego piątego piętra...
 Dobra tam... i tak planowałem wrócić wcześniej...  Baekhyun wzruszył ramionami i oparł się wygodnie, wyciągając z marynarki lizaka, którego po chwili już trzymał w ustach.  Co tam u Jongina?
 Obronił magistra.  Uśmiechnął się promiennie Dyo, a z jego oczu tryskała duma.  Jeszcze nie wie, co chce teraz robić. Aktualnie trochę się... leni.
 Typowo  zaśmiał się Byun, kręcąc głową. Ten chłopak naprawdę był dziwny. Mógłby być już kimś, gdyby tylko nie był największym leniem, jakiego w życiu Baek był w stanie poznać.  Trafił ci się trudny przypadek, co?
 Nie trudniejszy niż tobie  odpowiedział ze śmiechem Dyo, ale westchnął, gdy tylko zobaczył minę Baekhyuna, który momentalnie spoważniał. Młodszy spojrzał na Byuna współczująco, jednak już po chwili znów uśmiechnął się pod nosem. Wstał z miękkiego siedzenia, odrzucając na stolik serwetkę.  Muszę wracać, nowi pewnie zdążyli już doprowadzić do dwudziestu nowych kryzysów. Kocham tę robotę.
 Miłego dnia  odpowiedział Baekhyun tuż przed tym, jak Dyo zamknął za sobą ciemne drzwi.
Ciężki przypadek, co?
🌼🌼🌼
Zaparkował swojego ukochanego bentleya w parkingu podziemnym i z ociąganiem wstał z miękkiego siedzenia. Przeczesał swoje lekko mokre od potu włosy i zabra teczkę, szybko zamykając za sobą drzwiczki. Mimo że wyszedł dziś wcześniej z firmy, i tak jak zawsze czuł się zmęczony, co potęgowało duszne powietrze i bezchmurne niebo, sprawiając, że czuł się słabo.
Wszedł do portierni i jak zawsze przywitał się ze starszym mężczyzną, siedzącym za długim, jasnym blatem. Za jego plecami widać było mnóstwo małych monitorów, które pokazywały wnętrze windy, schody i sam parking, z którego Baekhyun właśnie wyszedł.
Windą dojechał na dwudzieste piąte piętro i od razu wszedł do swojego chłodnego mieszkania, w którym odetchnął z ulgą. Odłożył skórzaną teczkę na podłogę i szybko zdjął z siebie buty, w tym samym czasie odkładając marynarkę na wieszak.
 Cake!  zawołał, gdy zwierzak nie przyszedł jak zawsze go powitać. Zmarszczył brwi, gdy po kilku sekundach pies dalej nie zjawił się na korytarzu, tradycyjnie merdając wesoło ogonkiem. Zaniepokojony właściciel powoli wszedł do salonu, po którym uważnie się rozejrzał. Następnie starał się znaleźć swoją zgubę w kuchni i łazience. Nie wchodził do pomieszczeń, w których drzwi były zamknięte, bo oczywistym było, że psiaka tam nie znajdzie, skoro pamiętał, że tuż przed wyjściem żegnał się z nim tuż przy drzwiach wejściowych.  Cake?
Poczuł, jak coś lekko ściska go w żołądku przez zdenerwowanie, jednak wiedział, że na razie nie ma sensu panikować, bo jak niby pies miałby stąd uciec?
Wybrał szybko numer Dyo, aby upewnić się, że ten na pewno nie wziął dziś nigdzie zwierzaka, jednak ten zaprzeczył. Baekhyun rozłączył się zirytowany beztroską w głosie przyjaciela i jego słowami, aby po prostu rozejrzał się dokładnie po mieszkaniu. Następnie zadzwonił jeszcze do Taeyeon i swoich rodziców, jednak i oni zgodnie odpowiedzieli, że nawet u niego dziś nie byli. I to był właśnie ten moment, w którym serce Baekhyuna biło jak szalone, gdy tak stał bez ruchu, zastanawiając się, co się mogło stać z jego ukochanym zwierzakiem. Psem, przyjacielem, który sprawiał, że nie czuł się aż tak samotny w tym wielkim apartamencie.
 Cake!  Gorączkowo zaczął chodzić po domu, zaglądając pod wszystkie szafy, kanapę, stoły. Wszędzie, gdzie tylko pies mógł wejść i się ukryć. Powoli czuł, jak w jego oczach zbierają się łzy, które wynikały z jego ogromnego zdenerwowania i paniki. Wszedł w końcu do pokoju gościnnego, mając nadzieję, że rano był roztrzepany i może jakimś cudem jednak zatrzasnął zwierzaka w którymś z zamkniętych pomieszczeń. Było to jednak nielogiczne, bo Cake wydałby wtedy jakikolwiek odgłos. W mieszkaniu jednak panowała kompletna cisza, wśród której słychać było tylko jego przyspieszony oddech. Zajrzał pod łóżko, bo tylko tam mógłby się schować. Pusto.
Została jeszcze tylko jego sypialnia, przed którą stanął i spoconymi dłońmi chwycił klamkę. Otworzył pokój na oścież i zapalił światło, mimo że było jasno. Momentalnie skamieniał, wpatrując się w jeden punkt w pokoju, który znacząco różnił się od tego, co zapamiętał rano. Przełknął ślinę i zrobił krok na przód, aby po chwili od razu się cofnąć.
Przy wąskiej, jasnej szafie stała zielona, duża torba sportowa, której stan pozostawiał sobie wiele do życzenia. Leżał na niej dobrze znany mu telefon. Baekhyun z zaskoczenia na ten widok upuścił na ziemię swoją komórkę, którą trzymał przez ten cały czas w dłoni. Jego serce przyspieszyło jeszcze bardziej, o ile to było możliwe, a on sam rzucił się biegiem na korytarz, zakładając szybko buty i wybiegając z mieszkania, nie myśląc w tej chwili nawet o tym, aby zamknąć za sobą drzwi. To nie było teraz dla niego ważne.
Wszedł szybko do windy i starał się panować nad nerwami, które zwiększały się z każdym momentem, w którym patrzył na wolno przesuwającą się ikonkę kolejnych pięter, które pokonywał. Wypadł z windy i niemalże zabijając się o szklane drzwi, wybiegł na zewnątrz, rozglądając się na wszystkie strony. Po chwili zastanowienia zdecydował się biegiem przekroczyć ulicę przed nim i skierować się w stronę parku, znajdującego się pięć minut stąd. W tym momencie przeklinał swoją kiepską kondycję, bo gdy dobiegł do pierwszego pasma zieleni kilka minut później, miał wrażenie, że zaraz wypluje własne płuca, mimo że biegał już jakiś czas, gdy tylko miał na to wolną chwilę. Chciał się zmienić, poprawić swoją sprawność fizyczną, jednak dla niektórych, w tym wypadku niego - nie było to wcale takie łatwe.
Powietrze było już bardziej rześkie, a słońce powoli chowało się za wysokimi budynkami, pozostawiając na nich i na błękitnych falach morza pomarańczowe przebłyski. Baekhyun jednak nie zwracał w tej chwili uwagi na piękno tego popołudnia, tylko nerwowym krokiem przemierzał kolejne, długie alejki w tym gąszczu, rozglądając się wszędzie dookoła. W tej chwili klął pod nosem, marudząc po raz pierwszy na ogrom parku, który był niczym labirynt. Mimo to w oczach szatyna nie było widać złości, ale nadzieję i niewyobrażalne szczęście, które z każdą chwilą wypełniało go od środka coraz bardziej, aby w końcu sięgnąć zenitu. Byun zatrzymał się przy rozłożystym miłorzębie, gdy po długich poszukiwaniach jego wzrok padł na wysoką sylwetkę mężczyzny, który stał do niego tyłem i właśnie podnosił z soczyście zielonej trawy patyk, który następnie z całej siły rzucił małemu, rudemu psiakowi. Ten z zapałem od razu pobiegł za nim, przebierając swoimi krótkimi łapkami.
Wysoki chłopak miał ciemne, krótkie włosy, szerokie barki, a jego ubranie składało się z długich bojówek i koszulki z krótkim rękawkiem. Wszystko w moro, co nie było raczej dziwne, jeśli właśnie dopiero wróciło się z wojska.
Baekhyun uśmiechnął się szeroko i szybko podbiegł do ukochanego, którego odwrócił w swoją stronę i zanim ten zdążył zareagować, połączył jego usta ze swoimi w namiętnym pocałunku. W ruchu ich warg z początku nie dało się zobaczyć czułości, ponieważ zdominowała je namiętność i tęsknota, która tkwiła w ich sercach od bardzo dawna. Baekhyun chwycił swojego mężczyznę za policzki, aby znaleźli się jeszcze bliżej siebie, natomiast drugi przyciągnął go do swojego ciała tak, że pomiędzy ich torsami nie było nawet milimetra przerwy.
 Chanyeollie...  szepnął Baekhyun, gdy w końcu odsunęli się od siebie i spojrzeli sobie w oczy, uśmiechając się szeroko. Byun ponownie złączył ich wargi, tym razem w spokojniejszym, czulszym pocałunku, który jak zawsze był słodki. W tej chwili ignorowali ciche popiskiwanie Cake, który skakał na wysokość ich ud, domagając się zabawy. Baekhyun ponownie oderwał się od Yeola i spojrzał na niego świecącymi ze szczęścia oczami, gładząc jego policzek.  Dlaczego mi nic nie powiedziałeś, że już wracasz? Ty... idioto.
 Chciałem cię zaskoczyć... i w ogóle...  odparł wyższy, wesoło się śmiejąc. Nie mogąc się powstrzymać, pocałował jeszcze szybko starszego w usta, na co ten się zaśmiał, ciesząc się, że cały czas może tkwić w jego objęciach.  Chyba mi się udało, co?
 Zgaduję, że Dyo wiedział, prawda?  zapytał Baekhyun, kładąc swoją brodę na ramieniu Chana. Objął jego szyję, wdychając jego zapach.  Dlatego tak się dziś zachowywał.
 Trochę bałem się, że ci powie, ale... chyba umie dochować tajemnicy  odparł Yeol, nie przestając się uśmiechać.
 Cieszę się...  powiedział po dłuższej chwili ciszy Baekhyun, który pociągnął nosem, hamując ochotę, aby rozpłakać się tu i teraz, przez myśl, że jego Ciastek w końcu na stałe wrócił, a on na pewno nie zamierza go już nigdzie wypuszczać.  Tak bardzo się cieszę...
 A co ja mam powiedzieć?  zaśmiał się Yeol, splatając palce Byuna ze swoimi.  W sumie dziwnie tak nagle do wszystkiego wrócić i myśleć, że nie muszę już ponownie jechać na granicę.
 Powrót zawsze jest trudny  odpowiedział Baekhyun, wdychając zapach ukochanego.  Skarbie... wiesz, że nie wypuszczę cię już nigdzie?
 Ta perspektywa jest cholernie przyjemna.  Chanyeol wybuchnął śmiechem i ponownie połączył ich wargi na dłuższą chwilę, aby następnie przenieść wzrok na czworonoga, który wiernie siedział przy ich nogach, patrząc na nich z dołu. Wyraźnie domagał się zabawy i uwagi opiekunów.
Baekhyun nachylił się nad psiakiem, aby następnie po prostu obok niego usiąść, co uczynił też Chanyeol. Wspólnie spędzili popołudnie w blasku ostatnich promieni słonecznych, wśród zapachu trawy i kwiecistych krzewów. Przytulali swoją pociechę, bawili się z nią wśród śmiechu.
Opowiadali sobie, jak obydwaj tęsknili i ścierali co chwila łzy ze swoich policzków.
🌼🌼🌼
Opadli zmęczeni na poduszki, starając się złapać oddech. Baekhyun przekręcił głowę na bok, z szerokim uśmiechem patrząc na spoconą twarz ukochanego, który po chwili również zwrócił wzrok na swojego kochanka. Wyszczerzył zęby i przysunął się do Byuna, aby zostawić na jego ustach kolejny pocałunek, tym razem jednak wyjątkowo krótki, w porównaniu do tych, które zaznali dzisiejszego wieczora.
 Na pewno nie miałeś żadnych praktyk w wojsku? Bo byłeś dziś nad wyraz sprawny...  Baekhyun spojrzał na niego zadziornie, unosząc brwi.  Mam być zaniepokojony?
 Zbierałem siły na tę noc przez ten cały czas.  Chanyeol parsknął śmiechem na słowa starszego i zamknął go w swoim szczelnym uścisku. Baekhyun poczuł już wcześniej, że sylwetka Chanyeola znacząco się zmieniła, bo teraz była jeszcze bardziej wysportowana i umięśniona. Bardzo męska.
Byun po chwili położył się na większym od siebie ciele i objął swojego partnera za szyję. Ich torsy przylgnęły do siebie, a nogi ocierały się wzajemnie spokojnym tempem. Starszy położył swoją głowę na poduszce, ciesząc się ciepłem ukochanego Ciastka.
 To już prawie pięć lat, wiesz?  Baekhyun zabrał głos po kilku minutach, podczas których po prostu cieszyli się swoją bliskością, rozbudzając tym dość zmęczonego Yeola.
 Pięć lat?  Młodszy zmarszczył brwi, starając się, aby jego wykończony umysł skojarzył, o co może chodzić.
 Prawie pięć lat temu wróciłeś ze mną do Pusan...  Baekhyun uśmiechnął się lekko na wszystkie wspomnienia. Umiał się uśmiechać, myśląc nawet o tych najgorszych wspomnieniach i o tym wszystkim, co musieli obydwaj przejść, aby w końcu móc tu po prostu razem leżeć.
 Wooo... faktycznie.  Chanyeol ułożył usta w dzióbek, zastanawiając się nad słowami swojego hyunga.  Wow... Już tyle lat, a ty dalej ze mną wytrzymujesz!  zaśmiał się, patrząc Baekhyunowi w oczy, gdy starszy uniósł głowę. Ten prychnął, ale również się zaśmiał.
 I vice versa, Uszatku  odciął się starszy, kładąc głowę na torsie Yeola. I on powoli robił się zmęczony, jednak świadomość, że Chanyeol już przy nim jest tak z dnia na dzień i fakt, że nie musi już go zostawiać i wracać do wojska, napawał go takim szczęściem, że ani myślał, aby usypiać, bo najpiękniejszy sen właśnie się spełniał.
Po dłuższej chwili czuł już, że Chanyeol zdążył usnąć. Nie dziwił mu się, musiał być zmęczony zarówno podróżą, jak i całym pobytem na granicy. Baekhyun do tej pory był zły, że właśnie jego Ciastek wylądował w najgorszym miejscu, gdzie mógł, podczas gdy inni mogli odbębnić sobie te dwa lata w policji i to jeszcze w swoim mieście, będąc blisko rodziny i przyjaciół. Chanyeol jednak nie dość, że trafił w najgorsze miejsce, odwiedzać bliskich mógł niezwykle rzadko. Podczas tych dwóch lat widzieli się właściwie tylko trzy razy, a i tak nie mogli nacieszyć się samotnością, bo naturalnie rodzice Yeola również chcieli go zobaczyć, więc za każdym razem przyjeżdżali do Pusan, w tęsknocie za jedynym synem.
Baekhyun sturlał się z ciała ukochanego, aby temu wygodniej się spało i wpatrywał się w jego twarz, leżąc na boku. Z uwagą studiował każdą najmniejszą zmianę w rysach jego twarzy. Wydoroślała. Porównał go z momentem, w którym przyjechał tu na studia i zatrudnił się u niego. Minęło prawie sześć lat. Jego Ciastek był już mężczyzną.
Przejechał delikatnie dłonią po jego ramieniu, zatrzymując się na chwilę na podłużnej, nie tak bardzo widocznej bliźnie, którą miał okazję już zobaczyć przy pierwszych odwiedzinach Yeola. Wtedy wyglądała strasznie, a Baekhyun był tym tak przerażony, że nie chciał go ponownie puścić na granicę. 
Teraz jednak wyglądała niegroźnie, a Chanyeol nawet już nie myślał o tej pamiętnej nocy w koszarach, gdy podczas treningu jeden z jego towarzyszy niechcący popchnął go na drut kolczasty.
Patrzył na ranę jeszcze chwilę, po czym objął skalane ramię i usnął. Teraz mógł cieszyć się spokojnym snem, wiedząc, że jego skarb jest bezpieczny.
🌼🌼🌼
 Hyung... Jak to jest być dorosłym?  zapytał nieśmiało chłopczyk, leżący w łóżku pod grubą kołdrą w małe statki kosmiczne. Spojrzał zaciekawionym wzrokiem na studenta, który siedział na materacu przy jego nogach.
 Hmm... myślę, że ciężej, niż być dzieckiem. Masz więcej zmartwień, więcej problemów. Musisz wziąć się do pracy, masz presję ze strony innych i jesteś zestresowany. Jednak dorosłość też ma swoje plusy.
 Jakie?
 Możesz się uniezależnić i być wolnym, jeśli tylko chcesz.
 Ja mógłbym być zależny  odpowiedział chłopczyk, zakrywając część swojej twarzy kołdrą, choć w nikłym świetle lampki nocnej i tak jego oczy były słabo widoczne.
 Co? Dlaczego? Chciałbyś, aby ktoś tobą rządził?  Młody mężczyzna uniósł w zdziwieniu brwi.
 Jeśli to byłbyś ty, hyung, to... mógłbym być zależny, aby przy tobie być...
🌼🌼🌼
Baekhyun otworzył oczy, a pierwsze, co zobaczył, to biały sufit. Uśmiechnął się do siebie lekko, mimo chwilowego otępienia z powodu nagłej pobudki. Przekręcił się na drugi bok, ponownie zamykając oczy i uniósł dłoń, chcąc zarzucić ją na ciało Chanyeola. Jego ręka jednak spotkała się z pustką, a on otworzył szeroko oczy, patrząc w przerażeniu na puste miejsce obok siebie. Zerwał się do siadu i rozejrzał dookoła, w przerażeniu zauważając, że wokół łóżka nie ma ubrań, które wczoraj Chanyeol z niego ściągnął, a na szafce nocnej nie ma brudnych kieliszków po winie, które wczoraj pili przed stosunkiem.
Baekhyun przełknął ślinę, czując, jak jego serce mocno uderza o klatkę piersiową. Z sąsiedniego pokoju słyszał jedynie charakterystyczne uderzanie pazurków Cake o panele. Nie słyszał niczego innego, przez co czuł, jak jego oczy zaczynają go cholernie piec, a policzki robią się czerwone ze złości. Planował już rozpłakać się na dobre i zaszyć pod kołdrą, dopóki jego wczorajszy sen nie okaże się prawdą, jednak przeszkodziło mu w tym trzaśnięcie drzwi wejściowych i kroki na korytarzu. Odsłonił twarz, którą zdążył schować w dłoniach i spojrzał na Chanyeola, który właśnie zerknął do sypialni i posłał ukochanemu szeroki uśmiech.
 Jak się spało?  zapytał Yeol, przekładając siatkę z zakupami z jednej ręki do drugiej. Uniósł brwi, będąc zakłopotanym, gdy Baekhyun zmierzył go ostrym wzrokiem. Jego policzki były mocno zaczerwienione i widać było, jak zaciska mocno ręce na pościeli. Po chwili pierwsza poduszka poleciała w stronę nieświadomego niczego Chanyeola, a tuż za nią poleciała kolejna, która tym razem trafiła go prosto w twarz.
 Ty pieprzony idioto!  wrzasnął Baekhyun, zaciskając co chwila zęby. Wstał szybko z łóżka, a przestraszony Chanyeol cofnął się o krok.  Gdzie byłeś, kretynie?!
 Poszedłem do sklepu, bo lodówka jest pusta. Chciałem zrobić ci śniadanie... Coś się stało? wydukał niepewnie, gdy Baekhyun stał już tuż przed nim i ciskał w niego piorunami z oczu.
 Dlaczego posprzątałeś naszą sypialnię?! Od kiedy ty... od kiedy ty sprzątasz, do cholery?!
 Poczekaj, bo... bo chyba mam laga...  Chanyeol odłożył powoli reklamówkę i zestresowany przełknął ślinę.  Jeśli dobrze rozumiem to... jesteś zły, że posprzątałem? Chciałem po prostu Cię wyręczyć...
Baekhyun wziął głęboki oddech i spojrzał na sufit, chcąc się tym jakoś uspokoić. Policzył jeszcze do dziesięciu, jednak i to mu nie pomogło, bo dalej... był po prostu przestraszony. Po chwili poczuł ręce Chanyeola, które objęły jego nagą talię. Dopiero to pomogło mu się uspokoić. Trochę.
Oparł głowę na jego ramieniu i uśmiechnął się smutno.
 Bałem się, że wszystko mi się śniło. Twój powrót...  odezwał się w końcu niższy, przeczesując bardzo krótkie włosy swojego Ciastka.  Nie jesteś kretynem, przepraszam.
 Pieprzonym idiotą też nie?  zapytał Chanyeol, jak zawsze rozbawionym głosem.
 Czasem, ale chyba i tak mi zdarza się być nim częściej.
 Wow, zrobiłeś się przez ten długi czas samokrytyczny. Jestem zaskoczony!  Chanyeol udał podziw, aby następnie skrzywić się przez uderzenie w brzuch.
 A ty bardzo pyskaty.
🌼🌼🌼
Byun Baekhyun siedział właśnie na swoim ukochanym fotelu, rozkoszując się smakiem ulubionej, wiśniowej słodyczy. Myślał o swoim śnie, przez który do jego głowy co chwila wpadała myśl, którą rozważał już dawno temu, jednak podczas pobytu Chanyeola w wojsku całkowicie zniknęła z obszaru jego rozmyślań. Wtedy myślał jedynie o tym, aby on wrócił cały i zdrowy. Prosił jedynie o to i nie potrzebował niczego więcej.
Jednak teraz, kiedy Chanyeol ponownie mógł być u jego boku, coraz częściej wracało do niego to jedno słowo, które dziś w nocy dało mu się szczególnie w znak.
Wiedział, że Chanyeol jest tym jedynym. Kochał go i mógł to powiedzieć każdemu bez wahania. Był szczęśliwy, jak nigdy w życiu i nigdy nie chciałby z tego zrezygnować, zwłaszcza, że wiedział, że jego uczucia są jak najbardziej odwzajemnione.
Oświadczyny.
Chciałby się oświadczyć.
Chciałby zrobić ten ostatni krok w związku, jaki mogą zrobić homoseksualne pary.
Chciałby po prostu w ten prosty sposób raz na zawsze udowodnić Park Chanyeolowi, że jego uczucia są jak najbardziej poważne.
Chciałby dopełnić obietnicy złożonej piętnaście lat temu.
 Mam tego dość!  Wzdrygnął się i niemalże spadł z fotela, gdy Kyungsoo niczym burza wparował do jego gabinetu. Widzieć złego Dyo to dość niesamowite przeżycie, jako że zazwyczaj był on cholernym kwiatem lotosu pośród delikatnych fal oceanu.  Wiesz, ile miałem dziś pożarów, hmm? Osiem! Osiem do cholery!  Oparł ręce na blacie baekhyunowego biurka i spojrzał wściekłym wzrokiem na przyjaciela.  Masz zatrudnić kogoś, kto będzie ogarniać nowych, jasne? Mam związane ręce i jedyne co robię, to ratuję wszystkim dupy! Masz coś z tym zrobić!
 Czy jeśli zatrudnię kogoś nowego, to i on nie będzie nowy i nie będziesz musiał ogarniać też jego błędów?  Zastanowił się Baekhyun, unosząc brwi. To pytanie wyraźnie rozzłościło młodszego, przez co Byun od razu pożałował swojego pytania, które jednak było dość logiczne.
 Byun Baekhyun...  Dyo uśmiechnął się szeroko, wbijając parzący wzrok w swojego szefa, który przełknął ślinę, widząc, że ten naprawdę jest na skraju swojej niesamowicie wielkiej cierpliwości.  Masz zatrudnić kogoś, po kim nie będę musiał sprzątać, jasne? Mam dość takich warunków pracy!
Baekhyun westchnął głęboko i zrezygnowany oparł głowę na dłoni. Spojrzał na przyjaciela wzrokiem zbitego psa.
 Ale nasz budżet...
 Bae, ja naprawdę mam w głębokim poważaniu, jak to zrobisz. Masz mi kogoś załatwić.  Przerwał mu Kyungsoo, zaciskając lekko zęby.  Przepraszam, ale ja też chcę mieć czas na życie prywatne. Jeśli martwisz się o budżet, zawsze możesz głodować.
Baekhyun pokiwał lekko głową, odwracając wzrok gdzieś na okno. Często miał naprawdę dość swojej firmy. I przyjaciela. Czasem to naprawdę wredna istota, która potrafi być strasznie apodyktyczna.
 Możemy pogadać?  zapytał cicho Byun, gdy Kyungsoo usatysfakcjonowany niemą odpowiedzią, skierował się już w stronę wyjścia.
Dyo obejrzał się przez ramię i widząc nieco zażenowaną i niepewną minę przyjaciela, westchnął i cofnął się, aby usiąść na miękkiej kanapie. Baekhyun uczynił to samo, aby przez kolejne kilka sekund wpatrywać się w ścianę.
 Wiesz, ja czekam...  Dyo posłał mu zniecierpliwione spojrzenie, mając w głowie multum rzeczy, które jeszcze dziś musi zrobić.  I się spieszę.
Baekhyun wziął ostatni wdech i wydech, aby w końcu otworzyć usta.
 Chcę się oświadczyć.
Dyo uniósł brwi, zaintrygowany usłyszaną wiadomością.
 Wow. Wiesz, jak kogoś zaskoczyć  powiedział, uśmiechając się szeroko, jakby zapomniał o wcześniejszej rozmowie, zostawiając ich służbową relację gdzieś na dnie umysłu.  Co cię tak nagle wzięło?
 Myślę o tym od dawna. Jest wiele miejsc na świecie, gdzie moglibyśmy się pobrać... Poza tym, wtedy Chanyeol może raz na zawsze skończy ze swoimi napadami zazdrości.  Baekhyun wywrócił oczami na myśl o jednej z ich najpoważniejszych kłótni, która miała miejsce. Nie było to miłe wspomnienie, jako że nie rozmawiali prawie miesiąc, a ich związek wisiał na włosku. Bo nawet jeśli obydwaj się kochali, związek nigdy nie obejdzie się bez kłótni. Nie ma związku, który mógłby być idealny, bo każdy napad zazdrości Chanyeola, jedynie utwierdzał Baekhyuna, że jego Ciastkowi wciąż zależy tak samo. Jednak ten objaw miłości na dłuższą metę był dla Baekhyuna męczący, a w tamtym momencie miał już dość. 
Odkąd Chanyeol pojechał do wojska, wszystko się uspokoiło, jednak teraz, gdy ten znów jest w Pusan, Baekhyun czuł obawy, że ten znów może mieć swoje podejrzenia do relacji Byuna i Taeyeon, mimo że była to relacja czysto koleżeńska.
To też nie było tak, że Chanyeol nie lubił kobiety, bo tak nie było. Zdążył się do niej przekonać, jednak przeszłość z nią związana wciąż znajdowała się w odmętach jego głowy.
 Jesteś tego pewny?
 Nie wiem. Myślę, że powinienem to zrobić. Obiecałem mu to.
 Ale wiesz... jeśli robisz to tylko ze względu na obietnicę...  Dyo nie wyglądał na przekonanego, mimo wesołych iskierek w zmęczonych oczach.
 Nie, nie. To po prostu jeden z powodów. Jest to dla mnie... ważna rzecz, którą chcę zrobić. Sprawdzałem to już i w naprawdę wielu miejscach na świecie moglibyśmy to zrobić...
 W takim razie... powodzenia, Bae.  Dyo uśmiechał się szeroko, zapominając momentalnie o wściekłości, jaką czuł, gdy wchodził do tego pomieszczenia.  Mogę powiedzieć Jonginowi?
 Póki co... chyba niech to zostanie tajemnicą, ok? Nie chcę, aby to się wydało, a... Jongin to Jongin.  Baekhyun podrapał się zakłopotany po głowie. Jego przyjaciel po chwilowym zastanowieniu ustąpił i pokiwał głową, że rozumie. Następnie wstał i uniósł lekko papiery w górę.
 Lecę ogarnąć ten burdel, ale pamiętaj, o co prosiłem. Masz kogoś znaleźć, kto mi pomoże.  Otworzył drzwi, aby następnie odwrócić się jeszcze na moment.  Zadzwonię wieczorem, ty przemyśl wszystko ostatni raz, abyś nigdy tego nie żałował.
Baekhyun westchnął, zostając sam. Wstał z miękkiego siedzenia i stanął przy swoim ulubionym oknie, z widokiem na morze i wieżowce.
Jak mógłby kiedykolwiek żałować właśnie tej decyzji?
🌼🌼🌼
 Robisz coś dziś wieczorem?  Baekhyun wszedł do salonu, który od dłuższego czasu okupował ciemnowłosy mężczyzna, siedzący na miękkiej kanapie, otaczając się masą kartek. Baekhyun uniósł na to zdziwiony brwi. Podszedł do Chanyeola i zerknął, co na nich jest.  Szukasz pracy?
 Tak, ale większość ofert jest do dupy. Albo tyrasz jak wół, nie mając życia poza pracą, albo pracujesz jakieś śmieszne godziny, nie zarabiając na tym prawie wcale. Lokalizacje też są słabe...  Park westchnął zrezygnowany i odstawił laptopa na stolik. Spojrzał Baekhyunowi prosto w oczy, aby po chwili uśmiechnąć się i pociągnąć go za rękę, aby ten się pochylił. Złożył na ustach starszego krótki pocałunek, na co ten się uśmiechnął.
 Jak rozumiem, na dziś już skończyłeś i masz wolne?  zapytał Baekhyun z nadzieją, łącząc ich usta ponownie na krótką chwilkę.
 Zapraszasz mnie gdzieś?  Chanyeol wyraźnie się rozpromienił, mimo że wciąż był zirytowany brakiem dobrych dla niego ofert.
 Pójdziemy coś zjeść?  Zaproponował Baekhyun, starając się, aby to pytanie brzmiało jak najbardziej beztrosko.  Mam ochotę zjeść coś na mieście.
 Może być  Chanyeol pokiwał głową na zgodę i przeciągnął się.  Tylko wezmę najpierw prysznic. Śmierdzę.
Baekhyun parsknął śmiechem, bo nie uważał tak. Chanyeol jednak po powrocie z wojska miał nawyk brania długich i częstych kąpieli, jako że w wojsku zdecydowanie mu tego brakowało.
Gdy Chanyeol wyszedł z pomieszczenia, a po chwili dało się już słyszeć dźwięk napuszczanej do wanny wody, Baekhyun przełknął nerwowo ślinę. Miał wrażenie, że jego gardło mocno się zacisnęło ze zdenerwowania. Lekko drżącymi dłońmi wyciągnął po raz setny tego dnia małe pudełeczko, które znajdowało się już od kilku dni w kieszonce jego ulubionej, granatowej marynarki. Otworzył czerwone wieczko i spojrzał na dobrze sobie znany, srebrny sygnet, który planował dziś wręczyć ukochanemu. Komuś, z kim planował spędzić już resztę życia.
Z zamyślenia wyrwał go Cake, który bardzo niezgrabnie wskoczył mu na kolana, domagając się pieszczot. Właściciel zaczął go ochoczo głaskać za uchem. Obecność sierściucha zdołała go nieco zrelaksować, jednak spokój, jaki osiągnął, minął momentalnie, gdy tylko usłyszał trzask drzwi od łazienki, a Chanyeol chwilę później zjawił się w salonie, zakładając na siebie błękitną koszulkę. Baekhyun zauważył, że styl jego chłopaka nieco się zmienił. Chanyeol w dalszym ciągu ubierał się kolorowo, jednak nie było to tak krzykliwe i niedopasowane, jak było jeszcze kilka lat temu.
 To co? Idziemy?  Uśmiechnął się szeroko.  Serio jestem głodny.
Baekhyun uśmiechnął się nerwowo i wstał.
 Idziemy.
🌼🌼🌼
 Dalej nie rozumiem jak w tak wielkim mieście może być tak mało ofert, jeny...  westchnął Chanyeol, odkładając sztućce. Przeniósł wzrok z pustego talerza na dużą, bogato zdobioną restaurację, do której zaciągnął go Baekhyun. Nie czuł się raczej komfortowo w tak pięknym i drogim miejscu, woląc miłe knajpki, jednak jeśli Baek tak nalegał, nie miał nic przeciwko, aby zjeść dziś właśnie tu.
Niemalże od razu, gdy skończył jeść, do ich stolika okrytym białym obrusem podszedł kelner, zabierając szybko naczynia.
 Wiesz, szukanie pracy zawsze długo trwa  odpowiedział Baekhyun, bawiąc się jednym z kwiatków w wazonie, stojącym pomiędzy nimi. Następnie przeniósł wzrok na rozświetloną ulicę, widoczną zza dużego okna.  Zwłaszcza stałej.
 Wiem, ale... eh... chyba nie mam do tego cierpliwości...  mruknął wyższy, nadymając odruchowo lekko usta. Po chwili milczenia, spojrzał na Baekhyuna, który zamyślony wpatrywał się w okno. Uśmiechnął się lekko na ten widok. Jego facet mimo upływu lat wciąż pozostawał po prostu piękny. Jego skóra była delikatna, choć zaczęły pojawiać się na niej malutkie oznaki starzenia się, w postaci niewielkich zmarszczek przy oczach, widocznych, gdy ten się uśmiechał. Jego oczy dziwnie świeciły, a wiśniowe usta zawsze pozostawały czymś, co Chanyeol pragnął.  Jesteś dziś jakiś dziwny, wszystko w porządku?
 Co?  Baekhyun wyrwał się z zamyślenia i spojrzał na swojego partnera. Z każdą chwilą czuł się coraz bardziej nerwowo i zastanawiał się, czy na pewno oświadczenie się w restauracji to dobry pomysł. W końcu... tu są ludzie. Koreańczycy. W większości nietolerancyjni Koreańczycy.
Czuł się już teraz dziwnie, wiedząc co planuje zrobić. Nie chciał się jednak wycofać. Jeśli tego teraz nie zrobi, być może nigdy nie starczy mu już odwagi, by spróbować jeszcze raz. Przez jego głowę cały czas przelatywała myśl 'a co jeśli on się nie zgodzi'? Wiedział, że Chanyeol go kochał, jednak, czy na pewno będzie chciał tego ślubu? Gadał o nim przecież kilkanaście lat temu. Być może teraz wcale tego tak nie chce? Może wystarcza mu takie życie, jakie mają aktualnie i nie potrzeba mu do szczęścia jakiegoś głupiego pierścionka i ceremonii?
 Ej... patrzysz tak na mnie już ze trzy minuty... Mam coś na twarzy?  zapytał młodszy, aby następnie przejrzeć się odruchowo w ekranie telefonu.  Nie, no chyba nie...
 Em... Nie, nie masz...  Baekhyun uśmiechnął się krzywo, po czym zaplótł swoje palce na stole i spojrzał Chanyeolowi w oczy. Po chwili uśmiechnął się już spokojnie, bo widok ukochanego w jakiś sposób sprawił, że zrobiło mu się ciepło. Wziął głęboki oddech.  Po prostu chciałbym cię o coś zapytać. Ja...
 Hę?  Chanyeol uniósł brwi, ale po chwili skupił uwagę na swoim deserze, który właśnie przyniósł mu kelner. Przed Baekhyunem postawiono identyczny kawałek ciasta, przez co ten po raz pierwszy miał ochotę wywalić je przez okno za przeszkodzenie mu w tej ważnej chwili. Tak, on - Byun Baekhyun nie chciał ciasta. Niemożliwe? A jednak.
 Możesz mówić dalej  zachęcił go młodszy, wpychając sobie do ust pierwszy kawałek słodkiego ciastka. Przy okazji oczywiście musiał ubrudzić się śmietanką, przez co zrezygnowany Baekhyun wytarł go serwetką.
 Nie... nieważne. Zjedzmy...   odpowiedział znużonym głosem i sam chwycił srebrny widelczyk, wpychając sobie na siłę do ust kawałek czekolady. Gdyby nie zaczął jeść od razu, Chanyeol szybko zorientowałby się, że coś jest z nim nie tak. Słodkość jednak ciężko przechodziła mu przez gardło, bo cały stres do niego powrócił. Gdyby nie ten cholerny kelner, już miałby to za sobą, a tak to znowu musi się zbierać w sobie i próbować raz jeszcze. To naprawdę niesamowicie stresujące, do cholery!
 Wszystko w porządku?  Chanyeol przekręcił lekko głowę, wpatrując się w Baekhyuna, bawiącego się swoim ciastkiem. Znał swojego partnera zbyt dobrze, by nie wyczuć, że coś jest nie tak i bardzo go to niepokoiło.  Wyglądasz dziwnie... Zabrałeś mnie tu, bo chciałeś o czymś porozmawiać?
 Eee... powiedzmy...  odpowiedział starszy, jednak potrzebował dłuższej chwili, aby dokończyć myśl. W końcu jednak wziął głęboki oddech i uśmiechnął się lekko, odsuwając talerzyk na bok. Schował rękę do małej kieszonki swojej marynarki i wstał. Już miał uklęknąć i zrobić szybko to, co tak długo już planował, gdy w połowie ruchu przerwał mu przerażony, damski krzyk.
 Pożar! Proszę szybko ruszyć do pierwszych schodów ewakuacyjnych!
Chanyeol spojrzał zaskoczony w tamtym kierunku, aby od razu zobaczyć kłąb ciemnego dymu wydobywającego się zza kuchennych drzwi. Do jego nosa doszedł smród spalenizny, więc czym prędzej chwycił Baekhyuna za ramię i pociągnął go w stronę najbliższego wyjścia, gdzie zebrał się już spory tłumek panikujących osób.
Baekhyun biegł ślepo za wyższym, nie myśląc w tej chwili nawet o tym durnym pożarze.
Jedyne, co słyszał teraz w głowie to jedno zdanie, które brzmiało 'kurwa, czy ja mogę przestać być pechowcem?'.
🌼🌼🌼
 Tak się cieszę, że w końcu nas odwiedziliście!  pisnęła szczęśliwa pani Park, gdy dwójka mężczyzn, ocierając pot z czoła z powodu upału, zapukała w jej drzwi.  Długo chyba jechaliście, prawda?
 Były spore korki.  przyznał Baekhyun, odwzajemniając uścisk energicznej kobiety, która następnie niemalże rzuciła się swojemu synowi na szyję.
 No już, już, spokojnie  śmiał się Chanyeol, odpierając miłosne ataki na swoją osobę.  Nie widzieliśmy się dwa tygodnie.
 O dwa tygodnie za dużo  odparła szczęśliwa kobieta.  Myślałam, że jak już wrócisz z tego przeklętego wojska, to będziesz mnie odwiedzać częściej...  Posmutniała na chwilę, jednak zaraz po tym, od razu się uśmiechnęła i chwyciła jego policzek.  Mam wrażenie, że za każdym razem, jak cię widzę, jesteś coraz wyższy, Channie.
 Wydaje ci się, zaczęłaś się już może kurczyć?
 A w łeb chcesz?  Kobieta prychnęła i założyła rękę na rękę. Chanyeol zaśmiał się cicho, kierując się w stronę wielkiego salonu, gdzie opadł na kanapę i wybłagał mamę o coś zimnego do picia.
 Jesteś jakoś małomówny, odkąd tu weszliśmy  powiedział po pewnym czasie czarnowłosy, zerkając na Baekhyuna, który przystanął przed jedną z szafek i zapatrzył się na zdjęcie sprzed jakiś szesnastu lat. Było zrobione w pokoju Chanyeola i oprócz właściciela sypialni, na fotografii znajdował się jeszcze sam Baek i mała, słodka fretka.
 Wydaje ci się  odpowiedział Baekhyun, przypatrując się sobie sprzed tych kilkunastu lat. Miał wrażenie, że nie zmienił się prawie wcale, nie licząc drobnych zmarszczek, które przerażały go, gdy tylko patrzył w lustro.
Nigdy nie sądził, że któregoś dnia ponownie będzie mógł zagościć w tym domu, ale tym razem jako ktoś, kto planuje oświadczyć się Chanyeolowi, którego opiekunem był właśnie na tym zdjęciu.
 Wzięło cię na wspominki?  Zadrżał lekko, gdy poczuł ciepły oddech na swoim karku, a silne ręce ukochanego objęły go w pasie.  Byłem totalnym słodziakiem, no nie?
 Byłeś totalnie brzydkim karłem  parsknął Baekhyun, nie udając nawet rozbawienia. Chanyeol jako dziecko urodziwy nie był, a okrągłe okularki podkreślały pucowatość jego polików.  Serio. Nie dziwię się, że dziewczyny na ciebie nie leciały.
 Jesteś niemiły  odparł Chanyeol, przygryzając lekko jego płatek ucha.  Moja wredota.
Baekhyun uśmiechnął się lekko i położył swoje dłonie na tych należących do Parka, które w dalszym ciągu spoczywały na jego brzuchu.
Czuł się dobrze, mając go codziennie obok siebie. Z czasem Chanyeol też już przestał zwracać uwagę na ich różnicę wieku, dzięki czemu stał się swobodniejszy w towarzystwie starszego. Nie uważał już na każde swoje słowo, gdy tylko miał ochotę go pocałować, to to robił. Był już całkowicie sobą, bo przywykł do myśli, że Byun przy nim jest i nigdzie się nie wybiera. Oswoili się wzajemnie, stając się swoją codziennością.
Nauczyli się już siebie nawzajem, nauczyli się życia przy sobie.
 Ooo, powinnam zrobić wam teraz zdjęcie. Jesteście tacy słodcy! — Do pokoju weszła pani Park z dzbankiem lemoniady przygotowanym przez Jinę.  Siadajcie, kochani.
 O, właśnie. Pójdę się przywitać...  Chanyeol odsunął się od swojego chłopaka i wyszedł z pokoju, gdy przypomniał sobie o gosposi, która jego zdaniem musiała przygotować ten napój.
W tym samym czasie Baekhyun usiadł na miękkiej sofie, a pani Park spojrzała na swój telefon, który chwilę wcześniej zawibrował.
 Zostawiliście Cake z twoimi rodzicami, Baekhyun?
 Tak, nie chcieliśmy, aby się męczył tyle godzin w samochodzie  odpowiedział Byun.
Nastała między nimi krótka cisza, ponieważ kobieta wciąż wpatrywała się w telefon.
 Właściwie przyjechałem tu z Chanem, bo chciałem z panią porozmawiać na osobności...  odezwał się konspiracyjnie Baekhyun, korzystając z nieobecności Chanyeola.
 To będziesz miał okazję  odpowiedziała starsza kobieta, stukając perłowymi paznokciami w telefon. Do salonu wszedł po chwili Chanyeol, jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, jego rodzicielka wskazała mu drzwi.  Channie, pojedź po ojca na lotnisko, zaraz ląduje.
 Serio muszę?  Chanyeol przybrał najnieszczęśliwszą minę na świecie.  Co dopiero tu przyjechałem...
 Dziecko drogie zajmie ci to pół godziny, nie marudź i szoruj tam w podskokach.  Pani domu spojrzała na syna zmęczonym wzrokiem, na co ten tylko przewrócił oczami i z przesadnym westchnięciem wyszedł z domu, ówcześnie chwytając kluczyki od samochodu.
 Więc?  Pani Park posłała Baekhyunowi szeroki uśmiech, upijając nieco zimnego napoju.  Macie jakieś problemy? W czym mogę ci pomóc?
 Emm... nie mamy problemów...  Zaczął szatyn, jednak nie za bardzo wiedział, jak chce właściwie złożyć w całość swoje myśli.
 Coś się stało z Channim, odkąd wrócił z wojska? Nie może dojść do siebie?  zapytała zaniepokojona, marszcząc lekko brwi.
 Nie, nie. Jest z nim naprawdę dobrze. Zaczął już szukać pracy i... czuje się dobrze...  odpowiedział, przełykając ślinę, która ledwie przeszła mu przez gardło. Coś ostatnio zbyt często się denerwuje.  Chciałbym... chciałbym się mu oświadczyć...
Kobieta zachłysnęła się napojem, przez co przestraszony Baekhyun chciał wstać. Pani Park jednak powstrzymała go gestem dłoni i wzięła kilka oddechów, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.
 Wiesz, jak mnie zaskoczyć, Baekhyun...  wydukała w końcu.  Choć... miło mi, że w ogóle mi o tym powiedziałeś przed... czy ty... pytasz mnie o zgodę, albo coś w ten deseń? 
 Emm... chyba tak... uznałem, że powinna pani o tym wiedzieć. W końcu tak mi wtedy pani pomogła...  Baekhyun spojrzał na swoje dłonie, przypominając sobie okres, w którym zerwał ze swoją przyjaciółką i przyjechał do Seulu, specjalnie dla Yeola.
Pani Park szybko wstała ze swojego siedzenia i mocno uściskała zaskoczonego Baekhyuna, który odwzajemnił uścisk dopiero po chwili.
 W takim razie, od teraz mów mi 'mamo', a nie jakaś tam 'pani', mój drugi synku! Znaczy, teraz to ty mądrzejszy, niższy synku!
Baekhyun zacisnął zęby, jednak nie był w stanie powstrzymać szerokiego uśmiechu i spokoju, jaki ogarnął jego serce. Miał wrażenie, że pozytywna energia tej kobiety niemalże spłynęła na niego ciepłą falą, przez co jego wszystkie obawy i całe zdenerwowanie zniknęło.
🌼🌼🌼
Ich dłonie splecione były ze sobą w delikatnym uścisku, a głowy opierały się o siebie. Obydwaj rozkoszowali się radosnym śmiechem ludzi dookoła, zapachem smażonego jedzenia i słodkiej waty cukrowej, a ciepłe promienie zachodzącego słońca sprawiały, że po ich ciałach rozchodziło się przyjemne ciepło.
 Brakowało mi tego przez te dwa lata...  odezwał się w końcu Chanyeol, przerywając długą ciszę, jaka między nimi nastała. Wpatrywał się szczęśliwym wzrokiem we wszystkie atrakcje, jakie w tym roku umieszczono na letnim festynie. Byli właściwie na wszystkich, ciesząc się, że w tym roku wprowadzono nawet pokój luster, którym Baekhyun był zachwycony, będąc na jednym z nich wyższy od swojego Ciastka.  Musimy jeszcze pójść na diabelski młyn, prawda?
Baekhyun przekręcił lekko głowę i spojrzał na ten cudowny - jego zdaniem - wymowny uśmiech młodszego.
 Podczas fajerwerków, hmm?  Uśmiechnął się promiennie, przypominając sobie wczorajszą rozmowę z mamą ciemnowłosego. Czuł się dziś szczęśliwy i pełny energii, aby w końcu wykonać ten jeden, ostateczny krok w ich związku.
 Wspomnienia wracają?
 Oj, wracają...  odpowiedział, aby następnie szybko unieść głowę w górę, aby krótko pocałować ukochanego w usta.  Miłe wspomnienia...
Chanyeol objął go mocniej i pocałował w czubek głowy, zdając sobie sprawę z tego, że właśnie trzyma w swoich rękach cały swój świat. Swoje życie, swój największy skarb i człowieka, który odwzajemnił jego miłość. Trzyma w rękach kogoś, kto zaakceptował go takim, jakim jest, mimo wielu dziwnych nawyków i wad, jakie posiadał.
Doceniał tego człowieka całym sercem. Był przy nim w najgorszych momentach, jakie przeżywali w związku, bo nie zawsze było przecież tak kolorowo. Był przy nim, gdy dorastał, bo dopiero teraz czuł się prawdziwym mężczyzną. Był przy nim, gdy jako jeszcze bardzo młody chłopak miał chwile zwątpienia, dotyczące swojej przyszłości. Był największym wsparciem, jakim mógł, przez co początkowa fascynacja Chanyeola zmieniła się w wierną, dojrzałą miłość.
 Schudłeś?  Yeol nagle uśmiechnął się czarująco, poruszając zabawnie brwiami. Rzeczywiście miał wrażenie, że Baekhyun ostatnio miał jakby mniej pyzowate policzki, a jego brzuch stał się szczuplejszy.
 Debil  warknął Byun i wyrwał się z uścisku, zakładając rękę na rękę. Odwrócił wzrok. Chyba czas przemyśleć te oświadczyny.
 Ale ja serio mówię, nie nabijam się z ciebie!  Chanyeol starał się grać poważnego, jednak co chwila parskał śmiechem.  Skarbie no!
 Zacząłem biegać  odpowiedział cicho niższy.  Razem z Cake, gdy cię jeszcze nie było, ale często brakowało mi na to czasu.
 Ooo, chciałeś mi się podobać?  Chanyeol ponownie się zaśmiał, przytulając starszego, który starał się wyrwać.
 Debil!  Baekhyun spojrzał na niego ostro, jednak pod wpływem jego silnego uścisku odpuścił.  Chodź już, zaraz zaczynają się ognie.
Chanyeol pokiwał głową i jeszcze raz, szybko pocałował go w policzek, na co Baekhyun raz jeszcze się uśmiechnął. Nie mógł się nacieszyć jego każdym gestem, odkąd wrócił po tak długim czasie.
Szli spokojnie pomiędzy stoiskami z pachnącym jedzeniem i grami. 
Mimo zbliżającego się końca ich ulubionego festynu, ludzi było wyjątkowo dużo, choć najwięcej i tak zebrało się nad rzeką, aby podziwiać sztuczne ognie, które miały rozbłysnąć na powoli ciemniejącym niebie lada chwila.
Podekscytowany Baekhyun kupił szybko bilety na diabelski młyn, aby już po chwili znaleźć się właśnie w nim, siedząc tuż obok Chanyeola. Opierał się o jego ramię i rozmarzonym wzrokiem patrzył za okno. Po chwili zamknął oczy i wciągnął do nozdrzy zapach delikatnych perfum ukochanego, który zawsze go uspokajał. A potrzebował teraz zachować spokój.
 Zjadłbym coś.  Chanyeol popsuł tę piękną ciszę swoim przemyśleniem. Baekhyun westchnął i oderwał się od jego ramienia, aby poklepać go po głowie niczym dziecko.
 Ty zawsze byś coś zjadł, dzieciaku.  Pokręcił głową i uśmiechnął się lekko. Zastanawiał się, gdzie on to wszystko mieści, bo zjadł dziś prawie dwa razy więcej niż Baekhyun, który czuł się jedną wielką kulką.
 Bo jeszcze rosnę.
 Ta wymówka nie działa już od kilku lat, nie urośniesz już.
Chanyeol przewrócił oczami i pocałował ukochanego w nos. Odwrócili szybko głowy w stronę dużego okna, gdy usłyszeli pierwsze wystrzały, a ich twarze oświetliły kolory, które zawitały na ciemnym niebie. Baekhyun zacisnął usta i sięgnął do małej kieszonki w marynarce, w której trzymał od jakiegoś czasu małe, czerwone pudełeczko.
Czy może być lepsze miejsce na oświadczyny niż miejsce, w którym niegdyś wyznali sobie, jak bardzo są dla siebie ważni? Miejsce, w którym ich serca ponownie biły tym samym rytmem? W którym ich dłonie ponownie się splotły, a ciała znów mogły poczuć dobrze sobie znane ciepło i bezpieczeństwo?
Baekhyun wziął głęboki oddech, patrząc na szczęśliwą twarz Chanyeola, który wpatrywał się w pokaz ogni, widoczny przez okno.
Czuł, jak jego dłonie się pocą, a serce szybko bije.
Wdech.
Wydech.
 Chanyeol, ja
 Wow, zobacz!  Chanyeol nie zwrócił nawet uwagi na słowa ukochanego, bo wstał, aby podejść jeszcze bliżej okna. Teraz jednak patrzył na dół.  Ktoś się oświadcza w kabinie naprzeciwko nas!
Baekhyun z wrażenia prawie upuścił małe pudełeczko, aby następnie szybko je schować, gdy Chanyeol przeniósł na niego wzrok i pociągnął go za rękaw, aby i on to zobaczył.
 Woo... jak romantycznie!  Zachwycił się młodszy chłopak, obserwując wraz ze starszym, jak kobieta w wagonie naprzeciwko rzuca się wysokiemu mężczyźnie na szyję, machając od razu ze szczęścia dłonią, na której znajdował się pokaźny pierścionek, co było widać mimo odległości.  Super pomysł na oświadczyny, no nie?
 Taaak... super  warknął Baekhyun, zaciskając zęby. Usiadł na ławeczce i założył rękę na rękę, obserwując ostatnie błyski światła na niebie.
Naprawdę? Naprawdę ktoś do cholery musiał się oświadczyć właśnie w ten sposób?! To miała być ich chwila, do cholery! Przecież Baekhyun nie może zrobić teraz dokładnie tego samego. To nie byłoby już wyjątkowe, zwłaszcza, że pokaz już się skończył.
 Coś się stało? Wyglądasz na złego...   Chanyeol wydawał się być zmieszany, gdy nieśmiało usiadł obok wściekłego Byuna, którego mina nie wskazywała najlepszego humoru.  Baekkie...?
 Nic. Jestem zmęczony, chcę wrócić do domu.  odpowiedział sucho szatyn, w duchu karcąc siebie za to, że Chanyeol musi się o niego martwić. Nie był jednak w stanie ukryć swojego niezadowolenia, bo był szczerze wściekły i miał ochotę wyżyć się przez to na niczego nieświadomym chłopaku. To była idealna okazja na oświadczyny, bo kolejna powtórzy się dopiero za rok.
 No dobrze...  odpowiedział cicho młodszy i usiadł obok ukochanego, którego wziął w swoje objęcia, nie mając pojęcia, co właściwie teraz siedziało Baekhyunowi w głowie.
🌼🌼🌼
 Dobra, dziś musi się udać. Nie ma cholernej opcji, by coś mogło pójść nie tak — mówił do siebie od dłuższej chwili niezbyt wysoki mężczyzna, stojąc przed lustrem.  Wynająłeś profesjonalistów, jest piękna pogoda i nie ma opcji, że będzie padać, jesteś spokojny... spokojny. Wszystko będzie dobrze... Jesteś lilią. Tak, na pewno jesteś lilią. Albo mrówką. Mrówki są spokojne.
 Co ty tam do siebie mówisz?  Do sypialni wszedł Chanyeol, zakładając na siebie koszulkę z Batmanem.
 Nic, nic. Możemy iść?  zapytał Baekhyun, odwracając się i uśmiechając się promiennie, chcąc dzięki temu ukryć zdenerwowanie, bo wbrew temu, co sobie wmawiał, stres był równie ogromny, co przy ostatnich dwóch próbach oświadczyn.
 Ok, założysz Cake smycz?
 Wolałbym, abyśmy poszli sami...  powiedział nieśmiało Baekhyun, a gdy Chanyeol spojrzał na niego zaskoczonym wzrokiem, tylko wzruszył ramionami.  Pójdźmy raz na spacer sami...
Cake, który stał w drzwiach merdał wesoło ogonkiem, nie wiedząc, że jego pan właśnie zdecydował się go zostawić w domu. Baekhyun podszedł do zwierzaka i mając ciche wyrzuty sumienia, wygłaskał go porządnie, zanim wyszli z domu.
 Gdzie właściwie chcesz iść?  zapytał Chanyeol, gdy wyszli już z budynku i skierowali się w stronę rozjaśnionej lampami ulicy. Wokół panowała już ciemność, którą rozjaśniały szyldy restauracji, barów i sklepów.
 Przejdziemy się na plażę? Jest ciepło...  Baekhyun splótł ich dłonie i ruszył naprzód, drugą ręką poprawiając swoją ciemną koszulkę, która odsłaniała jego obojczyki, które tak Chanyeol uwielbiał. — Możemy posiedzieć na plaży.
 Mam wrażenie, że ty mi nic nie proponujesz, skarbie, tylko stwierdzasz fakt, że tam pójdziemy.  Młodszy pokręcił głową i przelotnie pocałował niższego w skroń.  Ale może być.
Baekhyun uśmiechnął się triumfalnie i z zadowoleniem poprowadził Chanyeola dobrze znaną drogą, która prowadziła do ładnego kawałka wybrzeża, na którym często siadał, gdy jeszcze był młodym chłopakiem, ale i wtedy, gdy po prostu czuł się samotny podczas nieobecności ukochanego. Oczywiście, jeśli miał na to czas.
 Ostatnio zacząłem o tym myśleć... Nie chciałbyś znów pracować u mnie?  Baekhyun przerwał w końcu bardzo długi monolog Chanyeola na temat wyższości truskawek nad winogronami. Mijali właśnie ogromny port, obserwując licznych turystów oraz pracowników.
 Nie chcę się dostać po znajomościach  odpowiedział Chanyeol po dłuższej chwili.  Chcę znaleźć pracę uczciwie.
 Ale czy ktoś mówił, że ja pomogę Ci się dostać?  Baekhyun pokręcił głową z rozbawieniem.  Złóż papiery, przejdź rozmowę i albo się dostaniesz albo nie, choć pewnie będziesz miał łatwiej przez doświadczenie pracy tam. Kyungsoo potrzebuje teraz kogoś do pomocy.
 Pomyślę nad tym  Chanyeol posłał mu uśmiech i po raz kolejny pocałował go w głowę. Następnie obydwaj ściągnęli obuwie, wkraczając na dość wyludnioną już plażę.
Piasek nagrzany był jeszcze ciepłem słońca, przez co mimo chłodnego wiatru było im niesamowicie ciepło. Trzymali się cały czas za ręce, obserwując mocne fale, które rozbijały się o skały. Powietrze było orzeźwiające. Sprawiało, że Baekhyuna ogarniał spokój, który, jak miał nadzieję, nie zostanie zachwiany.
W końcu starszy zobaczył swoje ulubione miejsce, które otoczone było skałami z trzech stron. Tworzyło to bardzo miłe, skryte przed światem miejsce, znajdujące się na pograniczu plaży i niewielkiej przestrzeni porośniętej gęsto rosnącymi drzewami. Na skałach widać już było poświatę od świec, które migały w pięknych, szczelnych lampionach, ustawionych dookoła miękkiego, dużego koca. Gdy już stanęli przed nim, Chanyeol z zaskoczeniem zlustrował butelkę wina, kieliszki i masę pysznego jedzenia, które widać było w stojącym z boku koszyku.
Baekhyun uśmiechnął się pod nosem, widząc przy jednej z pobliskich latarni mężczyznę, którego zatrudnił, aby to wszystko naszykował i przypilnował do ich przybycia. Dzisiejszy wieczór miał być idealny.
 Wow...  wydukał w końcu Chanyeol, aby następnie spojrzeć na zadowolonego z siebie Baekhyuna. Uśmiechnął się szeroko i pocałował niższego w usta, chcąc mu w ten sposób podziękować za tak cudowną niespodziankę. Przysunął jego drobniejsze ciało do siebie i zamknął w szczelnym uścisku, rozkoszując się jego ciepłem i miłą, wiśniową wonią.  Ja naprawdę cię strasznie kocham.
Baekhyun na te słowa objął go jeszcze mocniej i ponownie złączył ich usta na dłuższą chwilę. Chanyeol zawsze bardzo doceniał każdy gest, jaki ofiarowywał mu Baekhyun, chcąc okazać swoje uczucia w ten sposób. Miał wrażenie, że odkąd wrócił z obowiązkowej służby, ich związek na nowo rozkwitł i czuł się dokładnie tak jak wtedy, gdy zaczęli się ze sobą spotykać, oraz jak wtedy, gdy wrócili do siebie po jednym, wielkim kryzysie, który dzielnie wytrwali.
Usiedli na przygotowanym miejscu, wśród poduszek, aby następnie od razu otworzyć wino. Stuknęli się szkłem i upili łyka, delektując się smakiem dobrego alkoholu. Następnie Chanyeol posadził Baekhyuna między swoje uda, aby ten mógł oprzeć się potylicą o jego klatkę piersiową. Było im tak dobrze w swoich objęciach.
 Jesteś dziwnie spięty, skarbie  odezwał się nagle Chanyeol, wzmacniając uścisk wokół ramion starszego.  Wszystko w porządku?
Baekhyun pokiwał głową, jedząc już którąś gałązkę winogron z rzędu. Znowu czuł się jedną wielką, wypchaną kulką. Lubił zajadać stres, bo jak zawsze jego wcześniejszy spokój postanowił gdzieś się ulotnić. Super.
Po dłuższej chwili milczenia, podczas której obydwaj wpatrywali się w widoczną linię brzegową i wsłuchiwali się w szum fal, Baekhyun w końcu wyswobodził się z cudownych objęć Chanyeola i usiadł naprzeciwko niego. Chwycił jego rękę i spojrzał na jego zaskoczoną, oświetloną żółtym światłem świec twarz.
 Yeollie... Chciałbym cię o coś zapytać...  Zaczął i od razu sięgnął do małej kieszonki w swoich spodniach. Zanim jednak zdążył wyciągnąć pudełeczko, zmrużył oczy i schował je za rękawem, gdy na jego twarz padło ostre, blade światło.
 Picie w miejscu publicznym? Należy się mandacik.
Baekhyun nawet się nie zastanawiając, gwałtownie wstał i wytrącił latareczkę z dłoni młodego policjanta, który uniósł na to zaskoczony brwi.
 To jest, kurwa, jakiś żart!  krzyknął Byun, mierząc wyższego od siebie mężczyznę wściekłym wzrokiem.  Przeszkadzamy ci w czymś, ty chuju?!
 Baekhyun... spokojnie...  Chanyeol szybko wstał i odsunął nieco ukochanego od nieproszonego gościa. Policjant wyglądał póki co na zaskoczonego, ale w jego oczach powoli pojawiała się złość. W dodatku jedna jego dłoń spoczęła na pałce uczepionej do pasa, w razie, gdyby wściekły Baekhyun postanowił zbliżyć się do niego jeszcze bardziej.
 Nie będę, kurwa, spokojny! Mam dość! — krzyknął najniższy mężczyzna, niemalże wyrywając się Chanyeolowi, aby zaatakować policjanta, który nie do końca rozumiał, dlaczego wzburzenie stojącego przed nim faceta, jest aż tak wielkie.
 Bez przesady, mandaty nie są takie drogie...  wydukał stróż, który nie czuł się pewnie, będąc sam na sam z tą dwójką mężczyzn. Było ciemno, dookoła nie było żadnych ludzi, a twarze nieznajomych nie były wyjątkowo dobrze widoczne w słabym świetle świec. Młody policjant poczuł, jak po jego czole spływa delikatna kropla potu. Pierwszy tydzień pracy i tak nie był dla niego wyjątkowo łatwy i nie chciał, aby zakończył się jeszcze gorzej.  Proszę się uspokoić...
 Pierdol się pan!  Baekhyun wyciągnął ze swojej kieszeni portfel i chwycił kilka banknotów, niemalże ciskając nimi w twarz obcego mu mężczyzny.  Masz za ten mandat! Będzie na nowe drogi, czy chuj wie co!
Byun chwycił szybko swoje buty i nie oglądając się za siebie, skierował się w stronę najbliższych schodków, które mogły go poprowadzić na najbliższą ścieżkę.
 Chanyeol! Do mnie! Wracamy!  Odwrócił się w końcu i ostrym wzrokiem spojrzał na zdezorientowanego Koreańczyka, który niepewnie pokiwał głową i zostawiając wszystko tak, jak było, pobiegł za swoim chłopakiem.
Baekhyun czuł zimny piasek pod stopami, oraz zimny wiatr, który bił z całej siły w jego roztrzęsione ciało. Złość powoli go opuszczała, pozostawiając na swoim miejscu jedynie smutek i rozczarowanie. Dlaczego zawsze, gdy chce uczynić siebie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie - narzeczonym mężczyzny, którego kochał, coś zawsze musiało mu przeszkadzać? To nie było sprawiedliwe.
Jego życie często nie było sprawiedliwe.
Myślał, że to się odmieniło, gdy Chanyeol stał się tak ważną częścią jego życia, jednak w trakcie trwania ich historii i tak świat starał się dosadnie pokazać mu jak bardzo wszystko zawsze musi iść nie po jego myśli. A to go bolało i był tym już zmęczony.
Był perfekcjonistą. Chciał, aby i ta chwila była perfekcyjna. Nie wyobrażał sobie, że mogłoby być inaczej. To będzie najpiękniejszy moment w ich życiu, dlatego musi być po prostu... najlepszy. Doskonały w każdym calu, jak uczucie, którym siebie darzyli.
Bo zdaniem Baekhyuna ich miłość była idealna. Pełna wad, ale w dalszym ciągu idealna.
Dla nich.
 Baekkie... to tylko mandat...  Chanyeol dzięki swoim długim nogom w końcu dogonił starszego. Chwycił go za rękę i odwrócił w swoją stronę.  Nic się przecież nie stało...
 Nic nie stało?!  wrzasnął Baekhyun i wyrwał swoją dłoń z uścisku młodszego.  Dla ciebie nic się nigdy nie dzieje, wszystko zawsze jest super, prawda?!
 Ale... chyba nie rozumiem, dlaczego jesteś zły na mnie...  Chanyeol starał się mówić spokojnym tonem, bo w dalszym ciągu starał się powoli zrozumieć, dlaczego w Baekhyunie nagle pojawiła się taka agresja.  Uspokój się trochę...
 Nie!  Ta krótka odpowiedź była zdaniem Baekhyuna wystarczająca, więc nie czekając na nic więcej, ruszył przed siebie, nie czekając na Chanyeola, który w końcu zdecydował, że to najwyższy moment, aby założyć na siebie obuwie.
Baekhyun wiedział, że młodszy nie ma prawa wiedzieć, dlaczego Byun zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Właśnie dlatego czuł się jedynie delikatnie zraniony tym, że Baekhyun potraktował go jako coś, na czym można się wyżyć. Nie podobało mu się to, jednak... co mógł zrobić? Baek musiał się przecież tylko uspokoić... choć Chanyeol w dalszym ciągu był zdziwiony aż tak gwałtowną reakcją, jako że jego chłopak zawsze był dość łagodną i spokojną osobą. To on przecież był w tym związku tym bardziej odpowiedzialnym, opanowanym człowiekiem. Dlatego właśnie Chanyeol czuł się koło niego zawsze tak beztrosko.
 No i winko się zmarnowało...  Chanyeol posłał tęskne spojrzenie na skały, na których widać było jeszcze blask świec, jednak po chwili jedynie pokręcił głową i westchnął, powolnym krokiem samotnie zmierzając do wspólnego apartamentu, gdzie jak sądził, dziś atmosfera nie będzie należeć do najprzyjemniejszych.
🌼🌼🌼
 Śpisz już, Baekkie...?  Chanyeol przecierał delikatnie swoje mokre jeszcze włosy puszystym, błękitnym ręcznikiem, gdy wszedł cichutko do dużej sypialni oświetlonej jedynie pojedynczą lampką. Pies, który leżał w nogach Baekhyuna, zamerdał ogonkiem na jego przyjście, jednak już po chwili zmęczony zamknął oczy.
Mężczyzna odczekał kilka sekund w ciszy, jednak nie doczekał się odpowiedzi. Gdy podszedł do łóżka, przekonał się jednak, że Baekhyun wcale nie śpi, tylko leży bokiem i nieobecnym wzrokiem wpatruje się w ścianę naprzeciwko siebie.
 Baekkie...  Chanyeol odrzucił ręcznik na fotel, stojący w kącie pokoju i spokojnie usiadł na łóżku. Starszy nie podniósł nawet na niego wzroku. Jakby nie widział świata dookoła siebie.  Chcesz pogadać? Jesteś ostatnio trochę... dziwny. Martwię się o ciebie.
 Wydaje ci się  odpowiedział cicho szatyn i zamknął oczy na dłuższą chwilę, aby po jakimś czasie je otworzyć.  Połóż się ze mną.
 Na pewno... znaczy... nie jesteś na mnie zły?  zapytał młodszy, wyjątkowo nie wodząc wzrokiem po całym pokoju z niepewności, ale twardo patrząc w ciemne oczy należące do jego chłopaka.  Ostatnio mam wrażenie, że robię coś nie tak... Nie wiem, powiedz mi, jeśli faktycznie tak jest. Wiesz, że mogę dla ciebie...
 Połóż się ze mną  powtórzył Byun, chwytając dłoń większą od swojej. Była przyjemnie ciepła i nieco mokra. Chanyeol nigdy nie wycierał się dokładnie po kąpieli, zwłaszcza w upały.
Park wzruszył ramionami i wykonał prośbę. Leżał dłuższą chwilę, wpatrując się w spokojną twarz Baekhyuna. Nie był on jednak cierpliwą osobą, więc po jakimś czasie zwykłe wpatrywanie się, stało się dla niego nudne. Przysunął się bliżej i zamknął ciało Byuna w swoim szczelnym uścisku. Nos zagłębił w miękkich, niedawno umytych włosach starszego, pachnących typowo męskim szamponem.
Chanyeol poczuł, jak po chwili drobne dłonie mężczyzny spoczęły na jego nagim torsie, aby następnie przejść na plecy i odwzajemnić uścisk.
— Pamiętasz, co ci obiecałem piętnaście lat temu? — Baekhyun zebrał się w sobie i uniósł głowę, aby spojrzeć ukochanemu prosto w twarz. Od razu zobaczył w jego oczach zdziwienie, domyślając się, że ten na pewno już wie, o jaką obietnicę może chodzić. A Baekhyun miał już dość. Miał dość starania się na siłę, aby wszystko było idealne.
Przecież jest idealnie tu i teraz.
Czy kiedykolwiek było im lepiej, niż w swoich objęciach, w swoim bezpiecznym, wspólnym gniazdku, mając przy sobie ukochane stworzonko, które zbliżało ich jeszcze bardziej, a w tej chwili ogrzewało nogi? Nigdzie nie będzie im lepiej niż tu, będąc razem, będąc bezpiecznymi w swoich uściskach.
 Ty...
 Obiecuję, że będę z tobą już zawsze, ale chcę, abyś obiecał mi, że i ty nie zostawisz mnie już nigdy. Nie wytrzymałbym tego po raz kolejny... Chanyeol, czy zostaniesz moim mężem?
W pokoju nastała cisza, podczas której Baekhyun patrzył na Chanyeola z nadzieją, a on za to z powodu szoku nie był w stanie wydusić z siebie nawet jednego słowa.
Chanyeol nigdy nie sądził, że usłyszy takie zdanie, skierowane w swoją stronę. Nie sądził, że Baekhyun go kiedykolwiek o to poprosi. Marzył o tym, marzył od tak dawna, jednak sam nie chciał naciskać na ukochanego i prosić o coś, czego ten mógł nie chcieć. Jednak Baekhyun zapytał go o to z własnej woli. Chciał, aby Chanyeol już nigdy go nie opuścił, trwał z nim w każdych szczęśliwych i przykrych chwilach. Chciał, aby Chanyeol mógł w przyszłości ocierać jego łzy i odwzajemniać wszystkie uśmiechy. Chciał, aby ich wieczorne spacery po parku nie miały końca, aby ich wspólne poranki były wypełnione ciepłymi uściskami, a ich usta należały tylko do siebie nawzajem.
 Wiesz... czekanie na twoją odpowiedź jest stresujące...  powiedział cicho Baekhyun, a na jego usta wkradł się nieśmiały, zażenowany uśmiech.
 Ty... na pewno znasz moją odpowiedź... Tak... Będę przy tobie już zawsze. Cholera, zawsze!  odpowiedział Chanyeol, ciesząc się, że w końcu udało mu się coś z siebie wydusić. Od razu po tym chwycił twarz Baekhyuna w swoje dłonie i złączył ich usta w delikatnym, słodkim pocałunku. Młodszy poczuł, że jego ukochany odetchnął z ulgą, a jego ciało zdecydowanie się rozluźniło. Starszy wplótł swoje szczupłe palce we włosy narzeczonego, aby następnie przesunąć się nieco i spocząć nad nim. Uśmiechnął się szeroko i nachylił się nad jego twarzą, aby ponownie dotknąć jego ust swoimi.
 Wpadłem po uszy, wiesz?  Baekhyun pogłaskał swojego mężczyznę po policzku, wpatrując się w jego świecące ze szczęścia w oczy. W międzyczasie ręką szybko odszukał w szufladzie szafki nocnej małe, czerwone pudełeczko i wyciągnął z niego zakupiony jakiś czas temu srebrny sygnet. Wyciągnął go ze środka i chwycił dłoń młodszego, aby go nałożyć na jeden z palców.
Chanyeol uniósł brwi i spojrzał najpierw na rumianą twarz swojego narzeczonego, a następnie na piękny pierścień, który spoczął na jego palcu. Dotknął go powoli drugą dłonią, czując jak ta drży. Pociągnął cicho nosem, hamując wzruszenie i szczęście, jakie go ogarnęło. Facet, którego kocha, odkąd tylko pamięta, właśnie udowodnił mu swoją miłość w taki sposób.
 Ej, nie becz!  Baekhyun roześmiał się i ponownie nachylił nad ukochanym, splatając ze sobą ich dłonie. Ich wargi ponownie do siebie przylgnęły, tym razem na bardzo długą chwilę, którą przerwał im dopiero po jakimś czasie ciekawski pies, który włożył swoją główkę pomiędzy ich torsy, odsuwając ich tym samym od siebie.
Obydwaj spojrzeli na niego z lekką irytacją, która jednak szybko minęła, gdy Cake zaczął merdać wesoło ogonkiem, wystawiając język z mordki. Obydwaj chwycili go w objęcia, zaczynając się z nim bawić, co chwila posyłając sobie spojrzenia pełne miłości i łącząc swoje usta na krótkie chwile.
Gdy pies zdecydował, że nie ma już siły na więcej, opuścił pokój, pozostawiając swoich właścicieli samym sobie.
Zmęczeni spędzili jednak tę noc jedynie w swoich objęciach, wpatrując się sobie w oczy i szepcząc miłosne wyznania, muskając swoje dłonie i pierścień, symbolizujący nowy etap w ich życiu.
 Dochowam ci każdej obietnicy, Chanyeol. Nieważne, ile czasu od niej upłynie.
 Będę przy tobie już zawsze, i ja ci to obiecałem.

Death loves life

Zielona łąka niemalże falowała z powodu silnego wiatru, który dzisiejszego dnia wzmagał się z każdą chwilą. Temperatura jednak była niesamowicie przyjemna, a słońce miło prażyło w skórę, aby co jakiś czas dawać jej wytchnienie, chowając się za mlecznymi chmurami.
Niski chłopczyk o jasnej skórze, wyglądającej niemalże tak delikatnie, że mogłaby być wykonana z porcelany, leżał na miękkiej zieleni, wpatrując się w błękitne niebo. W głowie starał się przypasować znane sobie przedmioty i zwierzęta do kształtu chmur, aby następnie śmiać się wesoło, zauważając, jak niektóre wyobrażenia były komiczne.
W pewnym momencie zerwał pojedynczego dmuchawca, który delikatnie bujał się pod wpływem wiatru tuż przy jego twarzy. Chłopiec wziął głęboki wdech, aby następnie uwolnić mocnym wydechem malutkie nasionka, które momentalnie pofrunęły we wszystkie strony, w tym na jego twarz. Usiadł szybko, ręką usuwając małe, białe puchy z ust i włosów. Uśmiechnął się jednak lekko, wpatrując się w niewielki lasek dookoła siebie. Na polanie, na której właśnie przebywał, unosił się zapach sosen, świeżych kwiatów i trawy, za to do uszu docierał cichy szum niewielkiego strumienia, znajdującego się niedaleko. Jasnowłosy chłopczyk kochał naturę. Kochał życie pośród kwiatów, drzew i spokojnego szumu wiatru. W międzyczasie Chińczyk obserwował mrówki, niosące malutkie źdźbła sosen, aby uczynić swoje mrowisko jeszcze potężniejszym. Blondynowi zrobiło się przez chwilę smutno na myśl, że wystarczyłby tylko jeden, głupi człowiek, aby zniszczyć długą pracę tysięcy mrówek przy budowaniu ich domu.
Chłopiec w pewnej chwili momentalnie odwrócił się do tyłu, słysząc głośny trzask łamanej gałęzi. Mimo że słońce świeciło bardzo mocno, i tak musiał wytężyć wzrok, aby móc dojrzeć coś w cieniu wysokich drzew, które sprawiały, że wszystko dookoła wydawało się dość niepokojące i tajemnicze. Dla chłopca jednak ten ukochany przez niego las zawsze był piękny, mimo tego, że był unikany przez mieszkańców wioski przez krążące o tym miejscu niepokojące historie.
W końcu ośmiolatek skupił uwagę na jedynym, konkretnym drzewie, które zdecydowanie różniło się od innych swoim wyglądem. Świerk wyglądał, jakby był bardzo stary i chory. Jego kora prezentowała się niesamowicie blado, gałęzie smętnie zwisały, a igły jedna po drugiej lądowały na trawie. Chłopczyk uniósł brwi na ten widok i przełknął zaniepokojony ślinę, gdy tuż obok wysokiej rośliny dostrzegł wysokiego mężczyznę. Opierał on jedną dłoń na dość grubym pniu, wlepiając swoje ciemne oczy w te należące do blondyna.
Dziecko zaniepokojone obecnością obcego, dziwnego mężczyzny, wstało, aby następnie cofnąć się o kilka kroków.
 Nie musisz się mnie bać...  Nieznajomy, ubrany w ciemny, długi płaszcz, odezwał się cichym, jednak dobrze słyszalnym, lekko ochrypłym głosem. Chłopczyk w tym czasie zastanawiał się, jakim cudem ten wytrzymuje przy tak wysokiej temperaturze w tym ciemnym ubraniu, które zasłaniało całe jego ciało. Jedyne, co można było dostrzec to blade, szczupłe dłonie oraz równie jasną twarz, na której osadzono ciemne, spokojne oczy i pełne usta, nie zdradzające żadnym drgnięciem nastroju ich posiadacza.
 Kim pan jest?  Chłopczyk nie odpowiedział na zadane pytanie, dusząc w sobie ochotę, aby uciec z lasu prędko do domu, dobrze znaną sobie ścieżką. Czuł niesamowity niepokój, który jednak nie równał się dziecięcej ciekawości. Nieznajomy wydawał się intrygujący, a chłopczyk chciał poznać powód, dla którego ten mógł go obserwować.
 Jak masz na imię?  Mężczyzna przyodziany w czerń również zignorował nieśmiałe pytanie chłopca, które wydobyło się z jego lekko drżących ust. Ciemnowłosy doskonale czuł jego strach. Nie był jednak w stanie dalej biernie go obserwować. Robił to już od tak długiego czasu, że serce kazało mu w końcu odezwać się do dziecka, którego uśmiech zawsze sprawiał, że robiło mu się choć trochę cieplej w cieniu opuszczonego przez wszystkich lasu.
 Luhan...  Po chwili namysłu ośmiolatek zdecydował się na wypowiedzenie swojego imienia. W duchu pamiętał słowa rodziców, którzy zawsze bronili mu mówienia obcym czegokolwiek o sobie, jednak to tylko imię, a nie adres domu.
 Piękne. Pasuje do tak pięknego serca, jak twoje.  Mężczyzna spuścił na chwilę wzrok z dziecka, aby spojrzeć na swoją dłoń, która wciąż opierała się na spróchniałej, słabej korze. Przełknął ślinę i odsunął rękę tak, że teraz luźno zwisała wzdłuż jego szczupłego, lekko kościstego ciała.  Kojarzysz mi się z małym jelonkiem, Luhan. Masz takie niewinne oczy, zupełnie jak jelenie.
 Z jelonkiem?  Luhan z ciekawości zrobił jeden krok do przodu, aby po chwili oprzytomnieć i ponownie się cofnąć. Mimo wszystko jego niepokój związany ze starszym, z każdą sekundą gładko przemijał, przez sposób, w jaki ten mówił. Jego głos był dziwnie ciepły i dawał mu uczucie bezpieczeństwa, którego Lu nie mógł zrozumieć.  Jest pan dziwny.
 Nazywam się Sehun.  Wysoki nieznajomy w końcu wyszedł spod cienia drzewa, aby dać zalać się jasnym blaskiem promieni słonecznych. W tak ostrym świetle, pomimo wyraźnych cieni pod zmęczonymi oczami i zapadniętych policzkach, mężczyzna wydał się młodemu chłopakowi nieco mniej przerażający, niż w chwili, gdy ten stał w mroku.  I jestem bardzo dziwną osobą, Luhan.
∞ ∞ ∞
 Gwiazdy dziś pięknie świecą, prawda?  zapytał dziesięciolatek, skubiąc dłońmi pojedyncze, suche źdźbła trawy, które zanim tu usiedli, spowite były przez soczyście zielony kolor.
Chłopak nie odrywał wzroku od ciemnego nieba, na którym widać było nikłe, stosunkowo jasne, rozpływające się chmury oraz setki gwiazd. Były różne – jedne świeciły jasno i często, inne właściwie wcale. Niektóre były małe, a niektóre bardzo duże. Jednak wszystkie co jakiś czas spadały, pozostawiając po sobie ledwie widoczne smugi, którymi zachwycał się blondyn.
 Gwiazdy mają w sobie dużo piękna. Pomagają też zabłąkanym duszom znaleźć drogę do nieba. Ich światło jest drogowskazem  odezwał się ciemnowłosy po dłuższej chwili milczenia, podczas której wpatrywał się w rozmarzoną twarz towarzysza.
 Naprawdę tak jest?  Luhan uniósł brwi, zaciekawiony wpatrując się w zamyśloną twarz starszego, który szybko z twarzy chłopca przeniósł wzrok na nocne niebo. Sehun, udając, że dopiero teraz ma zamiar skupić swoją uwagę na blondynie, przekręcił głowę, aby móc spojrzeć drobnemu chłopakowi w oczy. Gdy zobaczył, jak blisko znajdują się ich ciała, odsunął się lekko, co nie uszło uwadze młodszego.  Przepraszam...
 To nic.  Sehun pokręcił głową, aby po sekundzie znów unieść głowę w kierunku sierpniowego nieba. Otworzył po dłuższej chwili usta, aby odpowiedzieć na zadane pytanie.  Dusze najczęściej szukają swojej gwiazdy, która ich poprowadzi na drugą stronę, Jelonku.
 Czy ja też kiedyś będę musiał znaleźć swoją gwiazdę?  wyszeptał niepewny chłopiec, chowając lekko zmarznięte dłonie pomiędzy udami. Zignorował jak zawsze dziwne przezwisko, którym czasem określał go starszy.
W pierwszym odruchu Sehun chciał chwycić małe ręce dziecka w swoje, aby je ogrzać, jednak zatrzymał dłonie w połowie ruchu, przypominając sobie, że te są zimne niczym lód. Ponownie zwiększył odległość między ich ciałami, ignorując zawiedziony wzrok drobnego blondynka.
 Niekoniecznie. Niektórzy są w stanie dojść do celu, nie mając swojej gwiazdy. Może kiedyś będziesz jedną z tych osób?  Sehun ponownie spojrzał na chłopca, spokojnym wzrokiem lustrując jego słabo widoczną w ciemności twarz. Nie przeszkadzało mu to jednak, bo wystarczała mu pewność, że ten po prostu siedzi tuż obok. Był pewien, że jego twarz wyglądała w tej chwili tak, jak zawsze. Na pewno widać było na niej młodzieńczą ciekawość i radość, wyrażającą się w uśmiechu. Luhan miał piękny uśmiech, który sprawił, że Sehun po raz pierwszy zbliżył się do człowieka tak blisko. Uśmiech chłopca był niewinny, pełny życia. Potrafił sprawić, że wewnętrzna pustka, z jaką żył od tak dawna Sehun, przestawała mu dokuczać, tylko dzięki jednemu spojrzeniu na chłopca, którego spotkał po raz pierwszy w lesie, gdy ten kontemplował naturę. Zawsze tam siedział. W jego lesie. Jako jedyny nie bał się tam przebywać i robił to prawie codziennie, z każdym dniem darząc samotnego Sehuna coraz większą sympatią.
 Nie wiem, czy bym chciał...  Lu pokręcił głową, powracając wzrokiem do twarzy bladego mężczyzny, którego mimika twarzy zawsze pozostawała wyprana z jakichkolwiek emocji. Nie zniechęcało go to jednak. Pomimo tego, że na twarzy starszego od niego mężczyzny nie widniała nigdy żadna emocja, to oczy były zwierciadłem jego duszy i w chwilach radości i rozbawienia rozbłyskiwały delikatnie.  To musi być milsze, być przez kogoś prowadzonym, a nie iść samemu... Ja wolę na przykład jak mama chodzi ze mną do sklepu, niż gdy chodzę sam...
Sehun rozczulił się w duchu na to porównanie dziesięciolatka i wtedy też zdał sobie sprawę, że mimo wszystko człowiek, który zdołał obudzić w nim jakiekolwiek pozytywne uczucia, wciąż jest, póki co, tylko dzieckiem.
 W takim razie mam nadzieję, że ty będziesz miał swoją gwiazdę, Lu  powiedział cicho, zaplatając swoje skostniałe palce na kolanach.  Nie tylko po śmierci.
∞ ∞ ∞
 Nigdy nie widziałem, jak płaczesz...  Sehun poczuł niepokój, gdy pewnego dnia zastał trzynastoletniego blondyna, siedzącego w rozpaczy nad niewielkim strumieniem. Jego policzki były lekko zaróżowione, a oczy czerwone od płaczu. Szloch roznosił się po okolicy, odbijając się echem od drzew. Chłopak nawet nie spojrzał na nowo przybyłego mężczyznę, który wynurzył się z cienia wielkiego świerku, swoją obecnością powodując, że dookoła nagle zrobiło się jakby zimniej.
Sehun niepewnie podszedł do przyjaciela, aby następnie usiąść obok niego na dużym kamieniu i zapatrzeć się na strumień. Na jego ramieniu usiadł biały motyl, który następnie padł martwy na ziemię. Luhan spojrzał na to zza zaszklonych oczu. Odsunął się kawałek, odwracając wzrok od Sehuna, który spojrzał na niego pytająco.
 Odebrałeś mi ją tej nocy. Była przecież jeszcze młoda...  wychlipał Luhan z pretensją w głosie.  Dlaczego mi to zrobiłeś?!
Sehun spuścił wzrok, czując gulę w gardle przez krzyk młodszego. Oparł dłoń na trawie, która straciła swój zielony kolor już w chwili, w której czarnowłosy dotknął jej powierzchni swoimi stopami.
 Nie tylko tobie kogoś odebrałem, Lu  wyszeptał Sehun, chcąc załagodzić złość ważnego dla niego chłopca, który właśnie płakał z jego powodu. Nigdy nie chciał doprowadzić do takiego stanu kogoś, kto na każdym kroku wyglądał na zadowolonego z życia, ciesząc się każdą drobnostką. Był uosobieniem ciepła i dziecięcej radości, które Sehun obserwował już od jego pierwszej wizyty w ciemnym lesie.
 Myślałem, że... że dla mnie... dla mnie zostawisz ją tutaj, ze mną. Potrzebuję jej!
 Odeszłaby i bez mojej pomocy, Lu. Ja tylko pomogłem jej zrobić to bezboleśnie. Dzięki mnie nie cierpiała. Twoja mama odeszła spokojnie.  Sehun chciał dotknąć ramienia chłopca, jednak opamiętał się i błyskawicznie cofnął rękę, chowając ją za swoje plecy.  Dla ciebie sprawiłem, że do ostatnich chwil była spokojna... Wiesz... jej życie i tak dobiegłoby końca, nawet bez mojej pomocy.
Luhan po dłuższej chwili spojrzał na niego niepewnie, dusząc w sobie płacz.
 Przysięgasz?  zapytał cicho, zaciskając spocone palce na kolanach. Słoneczna pogoda całkowicie nie odzwierciedlała burzy, która dzisiejszej nocy rozpętała się w jego wnętrzu. Wpatrywał się zrozpaczonym wzrokiem na wciąż tajemniczego dla niego mężczyznę, który od dnia, w którym się spotkali, nie zmienił się ani trochę.  Przysięgnij, że jedynie złagodziłeś jej cierpienie. Przysięgnij.
 Przysięgam.
 Zaufam ci, ale nie jestem w stanie dziś cię oglądać  Blondyn spuścił wzrok, obejmując się ramionami, chcąc tym samym powstrzymać drżenie swojego ciała.  Chcę być sam.
Sehun pokiwał lekko głową, szanując decyzję młodszego przyjaciela i ruszył powoli w stronę lasu. Zanim jednak zniknął w cieniu drzew, odwrócił się jeszcze raz do chłopca, który nie powstrzymywał już swojego głośnego, histerycznego płaczu.
 Wiedz tylko, że twoja mama znalazła gwiazdę i jest już bezpieczna. Jest szczęśliwa.
Nie doczekał się odpowiedzi, więc z ogromnymi wyrzutami sumienia, które nie powinny mieć w ogóle miejsca, zniknął w ciemnym lesie, pozbawiając barw wszystkiego w swoim otoczeniu.
∞ ∞ ∞
 Oj, Sehun! Naprawdę woda jest dziś przyjemna! Chodź do mnie!  Luhan ze śmiechem starał się ochlapać Sehuna, który z typowo chłodną mimiką twarzy przypatrywał się rozbawionemu chłopakowi, który moczył się po pas w chłodnej rzece. Lato w tym roku było bardzo upalne, a piętnastolatek z ulgą już jakiś czas temu zdecydował się wejść do niegłębokiej rzeki, znajdującej się tuż obok ukochanej przez niego leśnej polany. Karcącym wzrokiem obserwował Sehuna, który stał w cieniu jednego z drzew, okrywając się szczelniej swoją ciemną szatą. Luhan nie był na tyle silny, aby jego chlapnięcia mogły sięgnąć ciemnowłosego przyjaciela, którego ciemne oczy z uwagą lustrowały delikatne, blade ciało blondyna, który nie przejmując się gburowatym przyjacielem, postanowił kąpać się tak, jak Bóg go stworzył. Sehun był zafascynowany delikatnością jego ciała, którego naprawdę chciał dotknąć i przekonać się, czy naprawdę jest tak ciepłe i miękkie, jak mu się wydaje.
 Sehun, proszę! Dołącz do mnie!  Luhan założył rękę na rękę i spojrzał na przyjaciela proszącym wzrokiem.  Woda jest naprawdę miła.
 Nie chcę uśmiercać istnień, które żyją w tej rzece. Nie chcę uśmiercać i ciebie, Luhan  odparł Sehun spokojnym głosem, spuszczając smutny wzrok. Przysiadł na trawie, która pod jego dotykiem natychmiastowo straciła swoje barwy. Gdzieniegdzie dało się też wyczuć zapach zgnilizny.
 Nie pomyślałem o tym... przepraszam...  Luhan wypuścił głośno powietrze, aby następnie zgiąć nieco nogi, przez co zanurzył się w zimnej wodzie nieco głębiej. Po chwili parsknął śmiechem, na co Sehun zerknął na niego, jakby chciał zapytać, co się stało.  Wyobraziłem sobie ciebie, jak pływasz pieskiem. Przepraszam, rozbawiło mnie to.
 Jak się pływa pieskiem, Jelonku?  zapytał Sehun, nie znając wcześniej takiej nazwy. Luhan często musiał tłumaczyć mu niektóre słowa, które dla ciemnowłosego, żyjącego w lesie, były często bardzo niezrozumiałe.
 Hmmm...  Luhan potarł brodę dłonią, zastanawiając się, czy jest gotów to pokazać, upokarzając się tym samym przed przyjacielem. Wzruszył w końcu ramionami i uśmiechnął się, zaczynając pływać wspomnianym wcześniej stylem. Sehun patrzył na to, w duchu będąc rozbawionym wyglądem wesołego blondyna. Właściwie nie był jedynie rozbawiony, ale i najzwyczajniej w świecie szczęśliwy, że Luhan właściwie już całkowicie doszedł do siebie po śmierci matki, mimo że pustka w jego sercu na pewno całkowicie nie zniknęła. Sehun widział to w jego oczach na każdym kroku, nawet w takiej sytuacji jak ta.
 Czuję się dziwnie, robiąc takie rzeczy, gdy ty tak na mnie patrzysz. Mam wrażenie, że obserwujesz mnie, jakbym był idiotą.  Luhan ponownie przykucnął, wlepiając swoje duże, brązowe oczy w Sehuna, którego podkrążone oczy mogłyby wskazywać na kilka tygodni bezsenności.
 Przepraszam. Nie myślę, że jesteś idiotą, choć wyglądało to zabawnie  odpowiedział od razu starszy, przykrywając swoje kościste dłonie czarnym materiałem ubrania.  Nie umiem ci pokazać, że mnie to bawiło.
 Wiem, spokojnie, nie przeszkadza mi to. Widzę to w twoich oczach.  Młodszy ponownie posłał towarzyszowi szeroki uśmiech, aby następnie wyjść z wody i położyć się na plecach. Wpatrywał się w niebo.  Lubię twoje oczy. Widzę w nich szczerość, której nie widzę u innych.
 U innych?  zapytał Sehun, nie będąc pewnym, o kim ten może mówić.
 Nieważne. Po prostu bardzo, bardzo cię lubię i cieszę się, że jesteś ze mną.
Sehun nie odpowiedział, ale pokiwał lekko głową, gdy Luhan obrócił twarz w jego stronę. Blondyn posłał mu delikatny uśmiech. Sehun chciał odpowiedzieć tym samym, ale nie umiał. Nie umiał pokazać młodszemu, jak wielkie szczęście daje mu jego obecność po tych wielu latach samotności i ciągłej walki z nienawiścią do samego siebie. Teraz pogarda, jaką do siebie żywił, przynosząc wszędzie, gdzie tylko postanowił pójść, jedynie smutek i szkody, stała się jakby mniejsza, bo wiedział, że choć jedna, tak ważna dla niego istota, właśnie z jego powodu, tak często się uśmiecha. Sehun po raz pierwszy czynił dobro.
∞ ∞ ∞
 Wyglądasz pięknie — Sehun pokiwał głową, obserwując z rozbawieniem Luhana, który z uśmiechem przyjmował co chwilę inną pozycję, chwaląc się nową, kasztanową fryzurą.  Pasują ci te włosy.
 Wiem  Szeroki uśmiech gościł cały czas na ustach szesnastolatka, który w końcu przycupnął na środku polany, tuż obok przyjaciela.  Stwierdziłem, że najwyższa pora coś zmienić. Poza tym, Jongin już trochę śmiał się z mojego blondu...
 Śmiał się z ciebie?  Sehun gdyby umiał, zmarszczyłby brwi, słysząc wzmiankę o czymkolwiek, co mogłoby sprawić jego przyjacielowi przykrość. Był ostrożny, odkąd Lu stracił matkę, a całkiem niedawno ojca, a tym samym przeszedł wielką zmianę. Sehun odnosił wrażenie, że ten wiecznie wesoły chłopiec, uśmiechał się nieco rzadziej mimo upływu czasu od tych dwóch wydarzeń. Z ojcem nigdy nie był blisko, jednak jego odejście i tak potrafiło zostawić w jego sercu dość sporą dziurę, która łatała się bardzo wolno. Jego oczy również już ani razu nie zalśniły aż takim szczęściem, jak przed tymi wydarzeniami. Wciąż jednak dla Sehuna pozostawał tym samym Jelonkiem, który codziennie przychodził na polanę, aby spotkać się z odzianym w czerń przyjacielem.
 To nic poważnego, spokojnie.  Luhan potarł zmarznięte dłonie, które mimo grubych, zimowych rękawiczek i tak były odrętwiałe z zimna.  Też się często z niego śmieję, przyjaciele tak robią.
 Ja się z ciebie nie śmieję.  Zauważył wyższy, z jak zawsze kamienną mimiką twarzy. Siedział na lodowatym głazie, nie przejmując się jednak temperaturą i białym, gładkim śniegiem dookoła. Właściwie to wolał, gdy wszystko przykrywał biały puch, a drzewa pięły się ku górze, kołysząc gołymi gałęziami. W zimę żadne liście nie miały prawa spaść z jego powodu.
 Są różne rodzaje przyjaźni  Lu uśmiechnął się, i ignorując zimno, przysiadł obok wyższego.  Ty się ze mnie nie śmiejesz i jesteś dla mnie miły. Dbasz o mnie i uczysz mnie wielu rzeczy. Czuję się przy tobie bezpiecznie i ufam ci w stu procentach. Nie marzyłem nigdy o lepszej przyjaźni.
 Cieszy mnie to...  Sehun odwrócił na chwilę wzrok, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Nikt nigdy, przez setki lat nie powiedział mu czegoś tak miłego, co sprawiłoby, że jego dłonie na chwilę zrobiły się ciepłe. Czuł się szczęśliwy.
 Wyglądasz, jakbyś miał się uśmiechnąć.  Luhan nachylił się nad starszym, uważając jednak, aby na pewno go nie dotknąć.  To dziwne.
 Wyglądam tak?  zapytał Sehun, a fakt, że jest zaskoczony, można było jedynie stwierdzić po lekko zmienionej tonacji jego głosu i minimalnym błysku w oku.
 Trochę. Wyglądasz wtedy ładnie.  Lu pokiwał głową i odsunął się trochę, aby dopiero po chwili wstać.  Jest zimno, pójdę już. Tobie nie jest zimno?
 Nigdy nie było.
Młodszy pokiwał lekko głową i posłał przyjacielowi jeszcze jeden, szeroki uśmiech. Odwrócił się i ruszył w stronę udeptanej ścieżki, którą tu ówcześnie przyszedł. Pomachał na odchodne, już nie odwracając się. Sehun w tym czasie patrzył na zamarzniętą rzekę i swoje blade, chude dłonie.
 Jestem ładny?  zapytał samego siebie, a jego głos rozniósł się echem pomiędzy drzewami. Sehun pokręcił zrezygnowany głową, chowając ręce do głębokich kieszeni. Nic nie było piękniejsze od uśmiechu Luhana. Hun chciałby, aby ten szczęśliwy grymas nigdy nie zniknął z jego twarzy. Chciał, aby ten wyjątkowy chłopiec był zawsze szczęśliwy, nawet jeśli po śmierci matki, jego wewnętrzna energia, którą Sehun mógł wyczuć, nieco przygasła. Jednak samotnik nie sądził, że znów cokolwiek byłoby w stanie przygasić tak wielki entuzjazm i radość z życia chłopaka.
∞ ∞ ∞
 Coś się stało, Luhan?  Sehun spojrzał na kasztanowowłosego, który z zaciętą miną obserwował płynący wolno strumień, na którym widać było kolorowe liście, masowo spadające z okolicznych drzew.  Wyglądasz na przybitego. Martwi mnie to.
Luhan tylko pokręcił głową i przeniósł wzrok z rzeki na niewielkie ognisko, w którym bez przerwy grzebał gałązką. Oparł policzek na swoim ramieniu i zapatrzył się w buzujące, pomarańczowe płomienie, które z chciwością pożerały szyszki, suche liście i nieco większe kłody.
 Chciałbym móc cię dotknąć, Sehun  odezwał się osiemnastolatek, zerkając przelotnie na blade, niczym śnieg dłonie towarzysza. Następnie przejechał wzrokiem po jego twarzy, którą znał już na pamięć. Która nie zmieniła się ani trochę mimo biegu lat, pozostając wiecznie wypraną z emocji.
 Wiesz, co właśnie powiedziałeś?  Głos Sehuna przybrał stonowaną barwę, przez co Lu już wiedział, że ten jest na niego zły.  Co się stało, że chciałbyś zrobić coś takiego?
 Nie dogaduję się z Jonginem, ale to właściwie nie ma nic do rzeczy. Chciałbym chyba po prostu poznać twój dotyk na swojej skórze.
 Dlaczego?  Sehun bez skrępowania patrzył młodszemu prosto w oczy, wprawiając go w lekkie zażenowanie.
 Bo mnie to pociąga.
 Co?
 Ty.
Sehun poczuł, jak jego mięśnie nieznacznie się spinają. Twarz Luhana, która znajdowała się niedaleko niego, była w tym momencie zalana pomarańczowym blaskiem bijącym od ogniska. Szatyn uśmiechał się delikatnie, a jego duże, ciemne oczy wesoło błyszczały, obserwując niepewną reakcję starszego. Gdy Luhan nie doczekał się odpowiedzi, a Sehun przeniósł wzrok na ciemny las, westchnął cicho.
 Nieważne.  Młodszy ponownie skupił się na swoim patyku, który znów włożył w ogień. Starał się udawać, że brak odpowiedzi wcale go nie zabolał, choć gdzieś w środku cały czas czuł niemiłe kłucie. Był smutny, że Sehun mimo tylu przeżytych lat, spędzonych wspólnie z nim, nie był w stanie dostrzec, jak wielkim uczuciem Luhan go darzył i jak ważny był dla niego ten tajemniczy, spokojny mężczyzna.  Co do Jongina... Chyba straciłem przyjaciela.
Sehun dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że te słowa skierowane były właśnie do niego, więc wyrwał się z zadumy i wrócił spojrzeniem na pięknego, delikatnego mężczyznę, siedzącego tuż obok. Dla starszego Luhan nie zmieniał się prawie wcale, odkąd się poznali. Przybyło mu trochę wzrostu, jednak jego twarz wciąż była delikatna, radosna. Dla Sehuna równie piękna, co jego dusza.
 Dlaczego tak uważasz?
Luhan westchnął cichutko, zastanawiając się, jak ubrać w słowa wszystko, co chciałby teraz powiedzieć.
 Wyobraźmy sobie, że ta przyjaźń jest... puzzlami. Kiedyś udało nam się je ułożyć, a one stworzyły śliczny obraz. Jongin jednak... postanowił ciągle zabierać z tych puzzli jeden element. W końcu ten obraz stał się tak wybrakowany, że w tej chwili nawet nie wiadomo, co miałby przedstawiać. On...  Luhan zagryzł delikatnie wargę, czując kilka łez, które jedna po drugiej zaczęły spływać po jego policzkach, gorących od mocnego ognia, palącego się tuż przed nim.  Z każdym dniem sprawiał, że moje zaufanie przestało istnieć. Zawsze byłem na drugim miejscu. Byłem i jestem zabawką, którą tak po prostu udało mu się zdobyć i może już robić z nią, co chce. Nie chcę być zawsze drugą opcją. Byłem nią już zbyt długo.
Sehun pokiwał lekko głową, nie wiedząc, co mógłby w tej chwili odpowiedzieć. Nie umiał dawać dobrych rad, ani nie znał się na relacjach międzyludzkich. Znał w końcu tylko Luhana, o którego się martwił, bo ten wraz z mijającym czasem stawał się coraz mniej radosnym, wiecznie roześmianym chłopakiem. Im częściej Sehun pozostawał sam ze sobą, tym częściej myślał o zmianie, jaka następowała w oczach Lu przy każdym ich kolejnym spotkaniu. Blask w jego źrenicach dzień po dniu stawał się minimalnie mniejszy, a Sehun czuł z tego powodu pustkę. Był zrozpaczony. Po raz pierwszy w swoim niekończącym się życiu czuł tyle rzeczy na raz, a wśród nich jedna myśl nie dawała mu spokoju. To ludzie niszczyli jego przyjaciela − najważniejszą osobę, jaką kiedykolwiek poznał. Społeczeństwo, w jakim przystało mu żyć, sprawiało, że wewnętrzna energia i niesamowicie wielka chęć do życia znikały z jego ukochanego, nie tak małego już chłopca, tak szybko, jak szybko uchodziło życie ze wszystkiego, czego Sehun tylko dotknął.
 Nie chcę, abyś był przez niego smutny. Ja będę z tobą zawsze.  Sehun po raz tysięczny powstrzymywał się, aby nie objąć drobnego, lekko drżącego ciała, siedzącego obok niego. Chciałby choć w ten prosty sposób uśmierzyć jego cierpienie.  Będę przy tobie każdego dnia.
Luhan nie odezwał się, a to wyraźnie zaniepokoiło ciemnowłosego, który pochylił się lekko nad płaczącym szatynem. Jego milczenie było dla niego czymś niecodziennym, więc poczuł, jak jego skostniałe ręce zaczynają lekko drżeć z powodu napięcia wyczuwalnego w powietrzu.
 Luhan...?
 Jesteś dla mnie bardzo ważny, będziesz o tym zawsze pamiętać?  zapytał cicho młodszy, chowając twarz w miękkim kocu, którym cały czas był przykryty, bo ogień mimo że dawał wystarczającą ilość ciepła, nie sprawiał, że Luhan czuł się bezpiecznie w ciemnym lesie, mimo obecności wyższego przyjaciela tuż obok.
 Dlaczego o to pytasz, Lu?  Sehun nie rozumiał, dlaczego takie pytanie w ogóle wydobyło się z ust młodszego, bo odpowiedź na nie była dla starszego oczywista.
 Odpowiedz mi.
 Tak. Będę o tym pamiętać.
Luhan uśmiechnął się delikatnie i uniósł głowę, aby spojrzeć czerwonymi oczami w ciemne tęczówki osoby zimnej niczym lód. Temperatura ciała Sehuna jednak nie miała dla niego znaczenia, bo wystarczyło mu, że czuł w powietrzu ciepło uczuć, jakimi starszy go darzył. I właśnie to sprawiało, że Luhan był pewien, że jego uczucia, które tak usilnie tkwiły w jego sercu, są choć w małym stopniu odwzajemnione.
 Dziękuję. Tylko tyle chciałem wiedzieć.
∞ ∞ ∞
Minęło pięć wiosen, podczas których Sehun samotnie przechadzał się po niewielkim lesie, który z każdym dniem stawał się coraz bardziej pozbawiony życia, podobnie jak wnętrze mężczyzny odzianego w czerń.
Ptaki już nie latały nad suchymi drzewami, a małe mrówki nie budowały mrowisk w tej części lasu. Ryby nie pływały w rzece, a wiewiórki nie robiły jak co roku zapasów na zimę. Las stał się równie pusty, co puste było życie Sehuna, który właśnie wlepiał swój wzrok w powierzchnię rzeki, w której pływały drobne gałązki i blade liście. Mężczyzna znał ten widok już na pamięć, więc zamknął oczy, nie chcąc oglądać szkód, jakie zrobił dookoła. Nie lubił tego ciemnego, pozbawionego życia miejsca, które nazywał swoim domem. Domem, który od długiego czasu dzielił samotnie. Czuł się źle. Przez tyle lat miał przy sobie Luhana, który jednak był poza jego zasięgiem. W końcu był człowiekiem. Miał swoje życie, swoje plany. Nie chciał ich zmarnować, tkwiąc kolejne lata w malutkiej wsi otoczonej lasami, co do których krążyły niepokojące legendy. W końcu zwykli ludzie dostrzegali jedynie zwiędnięte rośliny i martwe zwierzęta na polanach. Nie dostrzegali, że wszystko to było spowodowane samotnością i bólem istnienia Sehuna, który tak bardzo tęsknił za przyjacielem. Chciałby, aby ten był tu, na tej polanie, wraz z nim. Na zawsze. Jelonek znaczył jednak dla niego tak wiele, że nie był w stanie go zatrzymać, nawet wtedy, gdy ten oznajmił mu wyjazd do innego kraju na studia.
 Czy ludzi zawsze to tak boli...?  zapytał sam siebie, chwytając materiał swojego ubrania na wysokości serca. Ścisnął mocno czarny płaszcz, czując, jak paznokcie wbijają się w bladą skórę pod nim. Od dawna czuł nieprzyjemny ucisk w sercu, który sprawiał, że nie mógł zamknąć oczu, choć na chwilę, ponieważ od razu w głowie pojawiał mu się obraz wszystkich spędzonych z Luhanem lat. Każdy ciepły wieczór, kiedy ten pływał, każdą noc, podczas której obserwowali gwiazdy, każdy uśmiech, który otrzymywał od młodszego oraz każde jego spojrzenie, zza wachlarza długich rzęs. Przypominanie tego wszystkiego stało się dla niego nałogiem, jako że bał się, że być może któregoś dnia nastanie taki moment, że kolory drzew, blask słońca, czy rysy chłopaka staną się mniej wyraźne w jego wspomnieniach. Bał się zapomnieć czegokolwiek o Luhanie. Bardzo go lubił. Bardzo za nim tęsknił.
Zacisnął zęby i pięści. Po chwili spojrzał w niebo, czując coś mokrego na policzkach. Przez chwilę wpatrywał się w ciemne, deszczowe chmury, jednak po dłuższej obserwacji zdał sobie sprawę, że z nieba nie zleciała w przeciągu ostatniej chwili nawet jedna kropla. Zdziwiony przejechał palcem po mokrym śladzie na policzku, aby zorientować się, że to z jego oczu wydobyło się kilka łez. Jego dłonie zadrżały z zaskoczenia, a mięśnie spięły się. On płakał? Był do tego zdolny? Ktoś taki jak on może odczuwać emocje z aż tak wielką siłą? Luhan był w stanie sprawić, że Sehun stał się z biegiem czasu aż tak ludzki?
Spokojnie. Właściwie to przecież po prostu tylko kolejny zły dzień Sehuna. Miesiąc. Pięć lat. Życie.
Ponownie zamknął oczy i wsłuchał się w odgłos wiatru, sunącego spokojnie między grubymi gałęziami. Poczuł, jak delikatne zimno wczesnojesiennego podmuchu uderza w jego twarz, co dało mu poczucie przyjemnego orzeźwienia. Nie lubił ciepła i słońca, bo dawało mu to głupią iluzję, że świat jest miłym i kolorowym miejscem.
 Widzę, że dalej zimno kompletnie ci nie przeszkadza.  Sehun momentalnie otworzył zaszklone do tej pory oczy i spojrzał w górę. Przetarł szybko powieki, aby lepiej widzieć mężczyznę stojącego przed nim. Otworzył szerzej oczy i usta, widząc Azjatę o delikatnych, ślicznych rysach twarzy, jasnych włosach i delikatnym uśmiechu, który odwracał uwagę od widocznych cieni pod oczami. Dwudziestotrzylatek usiadł obok mężczyzny, którego oczy w dalszym ciągu pozostawały czerwone. Zlustrował jego osobę ciepłym wzrokiem. Po chwili jednak na jego twarzy rozkwitł niepokój, a ciało wbrew sobie przysunęło się do ciemnowłosego na tyle blisko, że mógł poczuć na swojej skórze zimno, emanujące z jego ciała.  Czy ty płakałeś, Sehun...? Jak to możliwe?
 Tak się zmieniłeś, Lu...  wyszeptał starszy, który z całych sił powstrzymywał się, aby nie objąć jasnowłosego. Był niesamowicie szczęśliwy, że znowu może go zobaczyć. Że znowu może słyszeć jego głos i czuć miłe ciepło, które emanowało z jego drobnego ciała. Jego Jelonek wrócił. Znów jest obok.
Luhan uśmiechnął się delikatnie na słowa przyjaciela, aby następnie spuścić wzrok. Po chwili i z jego oczu popłynęło kilka łez, które spadły na dłoń Sehuna, leżącą na suchej trawie. Bezsilność z powodu bariery dotyku, której nie mogli przekroczyć, zawsze bolała ich obydwu, jednak dopiero teraz, po tak długiej rozłące, czuli, jak bardzo jest ona niesprawiedliwa. Mogli jedynie na siebie patrzeć i przez cały wieczór szeptać sobie nawzajem, jak bardzo tęsknili. Jednak były to tylko słowa, które dzieliły centymetry, gdy leżeli obok siebie na wilgotnej ziemi, wpatrując się sobie w oczy.
 Wiesz, Sehun...  Luhan od dłuższego czasu wpatrywał się w swojego starszego towarzysza, który wzniecał dla młodszego ognisko, aby jego ludzkiemu ciału było ciepło.  Na razie nie wracam za granicę.
Sehun obejrzał się przez ramię, dając chłopakowi możliwość dostrzeżenia zaskoczenia na jego beznamiętnej twarzy.
 Zostajesz tu ze mną?  wydukał cicho, otwierając odrobinę szerzej oczy.  Na długo?
 Nie wiem, ale na razie... nie chcę tam wracać. Tu czuję się bezpieczny.
 To brzmi ironicznie, wiesz?  Sehun, gdyby tylko umiał, posłałby mu teraz pobłażliwy uśmiech. W środku czuł jednak stres, związany z tym, co musiało się dziać w ciągu tych pięciu lat, aby Luhan wrócił w takim stanie. Według Sehuna naprawdę się zmienił. Jego spojrzenie było zmęczone, a doroślejsze rysy twarzy podkreślały powagę jego osoby. Schudł, jego postura zdecydowanie się zmieniła.  To nieco dziwne, że wolisz przebywać w ciemnym lesie ze mną, aniżeli w wielkim, jasnym mieście pełnym ludzi.
Luhan położył policzek na wilgotnej glebie, nie martwiąc się brudem. Zapatrzył się na płomienie, które właśnie pożerały pierwsze gałązki przyniesione przez jego przyjaciela.
 Ludzie są gorsi od Śmierci, Sehun.  Lu odezwał się bardzo cicho, jednak ciemnowłosy zdołał to usłyszeć. Po chwili typowo dla siebie posłał starszemu, mimo nie najlepszego humoru, delikatny uśmiech.  A Śmierć nie jest tak zła, jakby się mogło wydawać, prawda?
 Twierdzę co innego.
 Szkoda, że się nie zgadzamy.
Sehun pokiwał głową, aby następnie przysiąść się obok młodszego i zapatrzeć się na jego twarz, pogrążoną w myślach.
 Chcesz mi o wszystkim opowiedzieć?  zapytał starszy, wiedząc, że on sam nie ma o czym mówić, jako że ostatnie lata spędził samotnie na tej polanie, rozmyślając jedynie o tym, co właśnie w tej chwili może robić jego jedyny przyjaciel. Podczas kiedy u niego najprawdopodobniej działo się mnóstwo rzeczy, a on sam bardzo się zmienił, Sehun pozostał taki sam. Choć właściwie nie taki sam. Zaczął czuć bardziej i nie był z tego faktu w najmniejszym stopniu zadowolony.
 Nie ma o czym opowiadać.  Jasnowłosy wzruszył ramionami, zaplatając palce za głową.  Nie radziłem sobie. I w pracy i na studiach. Czułem się samotny, bo trudno było mi się z kimś zaznajomić bliżej. Jongin chyba za bardzo zaniżył moje poczucie własnej wartości, wiesz? Chyba po prostu nie wierzę, że kiedykolwiek mógłbym być jeszcze dla kogoś na tyle ważnym, aby nazwać mnie przyjacielem. Nie licząc ciebie, dlatego wróciłem.  Po policzku Luhana ponownie pociekła pojedyncza łza, której nie mógł powstrzymać, przez wszystkie wspomnienia, które zagnieździły się w jego głowie w ciągu tych pięciu lat.  Sehun... wróciłem z dwóch powodów.
 Jakich?
 Po pierwsze... chyba jestem zbyt słaby, by żyć wśród ludzi, którzy na każdym kroku są w stanie podstawić ci nogę. Którzy śmieją się, gdy ci nie wychodzi. Którzy cieszą się, gdy cię zdobyli, aby następnie odstawić cię na półkę rzeczy zapomnianych. Którzy są w stanie zniszczyć twoją samoocenę. Których jedyną rozrywką jest zaglądanie komuś w kieszeń i życie. Którzy czerpią radość z patrzenia na twoje kolejne upadki i wydatki na leki, które jako jedyne mogą ci pomóc, abyś nie zrobił czegoś głupiego. Którzy... którzy cię niszczą.
Sehun zacisnął usta, nie wiedząc co mógłby zrobić. Chciałby w tej chwili objąć swój największy skarb, którym był ten drobny mężczyzna i schować go przed całym złem tego świata, jednak był jeden problem. Według niego to on sam był największym złem, jakie istniało.
 Jaki... jaki jest drugi powód...?  wyszeptał cichutko, czując, jak jego chude dłonie, zaciśnięte na materiale płaszcza, drżą z nadmiaru emocji. Patrzenie na Luhana, który rozpaczliwie wymawiał kolejne słowa, odbierało mu oddech i sprawiały, że powietrze wokół nich stawało się niesamowicie zimne.
 Ty jesteś drugim powodem. Nie mogłem wytrzymać tak długo bez osoby, którą kocham.
Ciemne, mroczne oczy napotkały te duże, lśniące i czerwone od płaczu. Chłodne, blade, kościste dłonie zbliżyły się do tych miękkich, ciepłych i delikatnych. I tylko zbliżyły. Nie mogły zrobić nic więcej. Okrucieństwo tej chwili wyrywało im obydwu oddech w płucach, gdy i na bladych, zapadniętych policzkach i na tych lekko zaróżowionych, gorących od ciepła ogniska, z każdą kolejną chwilą pojawiało się coraz więcej mokrych ścieżek, wyznaczających poziom ich bezsilności.
 Musisz być naprawdę szalony, jeśli mówisz to właśnie mi  powiedział Sehun, a gdy otworzył usta, poczuł na nich słony smak.  W ciągu tych paru chwil, gdy rozmawiamy, odebrałem życie kilku tysiącom osób.
 Szaleństwo we mnie jest minimalne. Zresztą... nie pozwalam ci tak o sobie myśleć. Nie wybrałeś sobie takiego losu. Jesteś dobrą osobą, Sehun. Nie mógłbym kochać kogoś, kto nie jest dobry  odpowiedział Luhan, szeroko się uśmiechając. Tuż po tym wybuchnął głośnym płaczem. Zakrył twarz drżącymi dłońmi, nie chcąc, aby widok jego smutnej twarzy sprawiał Sehunowi jeszcze więcej bólu i jeszcze więcej chęci, aby go dotknąć. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie w tej chwili, kiedy gdzieś w środku siebie miał jeszcze jakiekolwiek chęci, by stanąć twarzą w twarz z problemami, jakie gotowało życie. Problemami, z którymi zmagał się właściwie każdy człowiek. Mniejszymi lub większymi, ale każdy. I większość dawała sobie radę, a Luhan chciał jeszcze wierzyć, że i on nauczy się być na tyle silny. Chciał przeżyć dobrze życie, mając przy sobie Sehuna, aż do ostatnich dni, kiedy to będzie mógł spokojnie odejść w jego ramionach. Ma przed sobą jeszcze tak dużo czasu. Tak dużo czasu, za który inni mogliby zabić.
Ta noc nie była najpiękniejszą w ich życiu. Mimo wypowiedzenia na głos swoich uczuć, tak pewnych, dojrzewających przez lata, ta noc była przesycona bólem, smakowała słonymi łzami, kaleczyła swym zimnem i pachniała wilgotną trawą.
∞ ∞ ∞
Ta zima była wyjątkowo biała i wyjątkowo zimna. Sehun czuł się z tym faktem naprawdę dobrze. Siedząc na dużym głazie, znajdującym się przy zamarzniętej rzece, obserwował padające powoli płatki śniegu, które leniwie opadały na ciemne gałęzie drzew dookoła. Mężczyzna co chwila musiał otrzepywać własną czuprynę, na której w krótkim czasie tworzyła się biała, lodowata powłoczka.
Tej zimy umarło też wyjątkowo dużo osób. Zima zawsze obfitowała w ofiary, jednak ten rok przyniósł ich wyjątkowo dużo. Sehun odczuwał to na sobie, jakby to były zaledwie malutkie ukłucia, podobne do skaleczenia się malutką szpilką. To nic dla niego nie znaczyło, ponieważ przez tysiące lat zdążył się do tego przyzwyczaić. Poza tym, nie odczuł nigdy tego jednego, wyjątkowego ukłucia, przez co czuł się spokojny. Luhan dalej żyje dokładnie na tym samym świecie co on, i być może nawet ma się dobrze. Pewności jednak nie miał, jak zawsze.
Przeniósł wzrok z rzeki na przykrytą śniegiem ścieżkę, która i tej zimy nie zostanie przez nikogo wydeptana. Tak przynajmniej sądził, do chwili, w której usłyszał ciche kroki, a przed jego oczami pojawiła się dobrze znana mu sylwetka, która nieśmiało wychyliła się zza drzewa. Trzydziestoletni Luhan uśmiechnął się delikatnie, aby następnie podejść do siedzącego na kamieniu Sehuna. Ten zacisnął wargi na widok bladej twarzy ukochanego i jego sinych ust. Zwrócił też uwagę na chude dłonie i zapadnięte policzki. Jego koścista postura, którą starał się ukryć pod za dużą kurtką, również była doskonale widoczna dla ciemnych, chłodnych oczu. Luhan nigdy tak bardzo się nie zmienił, a Sehun był już u kresu swojej wytrzymałości. Chińczyk nie był już tym małym, szczęśliwym dzieckiem, które każdego dnia rozpieszczało Sehuna swoim szerokim, szczęśliwym uśmiechem. Teraz był jedynie wrakiem, który starał się wbrew sobie wymuszać na twarzy uśmiech, aby nie martwić mężczyzny, którego kochał. Wiedział, że mężczyzna odziany w czerń wszystko widzi. Wiedział, że jest wściekły. Wiedział, że jego reakcja na każdy jego powrót jest taka, a nie inna, ponieważ go kochał. Luhan nie chciał dawać mu już kolejnych powodów do zmartwień.
 Nie puszczę cię tam już więcej. Nie pozwolę, by zniszczyli mi cię do końca.  Chłodny, głośny głos Sehuna rozniósł się po białej okolicy, powodując na skórze Luhana dreszcze.
 Osiągnąłem już swój limit  szepnął jasnowłosy, zbliżając się do ukochanego.  Chyba nie jestem tak silny, jakbym chciał. Już nigdy nie odejdę...
Sehun poczuł mocny ścisk w sercu na słowa młodszego. Mężczyzna powiedział to z takim spokojem, jakby już dawno podjął decyzję. Jakby był pewien tego, o czym tyle razy rozmawiali.
 Nie pozwolę ci na to...  szepnął Sehun, wstając z kamienia i cofając się o krok.  Nie możesz być, aż w takim...  Patrzył na ukochanego z przerażeniem, jednak wystarczyło jedno jego spojrzenie w oczy, aby zrozumieć, że słowo 'stanie' nie zdoła przejść mu przez gardło.  Nie chcę... ja... proszę cię...
 Błagam cię. Sehun, ja dłużej nie wytrzymam. Nieważne, czy zostałbym tu z tobą, czy nie. Ja o tym wszystkim nie zapomnę. Nie jestem w stanie żyć po tym, jak zobaczyłem, jak okrutny jest świat. Nie chcę żyć w czymś, co wygląda w ten sposób.
Sehun pokręcił w rozpaczy głową, cofając się o kolejny krok. Z jego oczu popłynęły ciemne łzy, które barwiły śnieg wokół jego stóp. Nigdy nie podejrzewał, że prośba Luhana nadejdzie tak szybko. Nie sądził, że będzie mówił o tym tak pewnie, że nie będzie się wahał. Sehun nie sądził, że ten piękny, śnieżny dzień będzie musiał zakończyć się właśnie w ten sposób.
 Nie mogę zrobić już nic?  wydusił z siebie, zanim Luhan pokręcił głową, zbliżając się do niego na tyle szybko, że Sehun nie zdążył się odsunąć. Młodszy pewnym uściskiem objął jego lodowatą szyję, następnie szybko dotykając jego sinych ust swoimi, nieco mniejszymi wargami. Zimny mężczyzna, nie chcąc tracić nawet ułamka sekundy, szybko odwzajemnił uścisk i ten delikatny pocałunek, zdając sobie sprawę, że usta Luhana różnią się w dotyku od tych, które sobie wyobrażał. Jego wargi były suche i zimne, jednak skóra na jego policzkach tak miękka i ciepła, jak w jego sennych wyobrażeniach. Jego ciało wydawało się zbyt drobne, ale idealnie pasowało do jego, wyższego.
Sehun przymknął oczy, marząc o tym, aby ta chwila trwała tak długo, jak długo on sam żyje. Trwało to jednak jedynie sekundy, w ciągu których ciało młodszego z każdą chwilą stawało się coraz słabsze, aby w końcu bezwładnie opaść w objęcia Sehuna, który uklęknął w zimnym śniegu, wpatrując się w resztkę życia widoczną w pięknych, dużych oczach ukochanego.
 Wszyscy szukamy swojej gwiazdy, która będzie nas prowadzić. Znalazłem swoją już tak dawno temu...  wyszeptał Luhan, gładząc resztkami sił zimny policzek Śmierci, która wpatrywała się w niego oczami pełnymi ciemnych łez. Tuż po wypowiedzeniu tych słów i jego dłoń bezwładnie opadła na ciemny płaszcz Sehuna.
Po opuszczonym lesie rozległ się krzyk zmieszany z płaczem, który jednak był niczym w porównaniu z tym, co właśnie przeżywała osoba, która codziennie musiała być w stanie pozbawić życia niezliczonej ilości osób, a która po raz pierwszy była w stanie odczuć prawdziwe cierpienie. Nie tylko śmierć górowała na liście największego okrucieństwa zadanego ludzkości. Miłość bolała tak samo. Ktokolwiek kiedyś prawdziwie pokochał, musiał zmierzyć się z uczuciami gorszymi od śmierci. Musiał zmierzyć się z zazdrością, niepewnością, troską i samotnością, którą odczuwał, gdy jego drugiej połowy choć przez chwilę nie było przy nim.
Sehun klęczał na zimnej powierzchni, z całych sił kołysząc i tuląc drobne ciało do swojego, jakby to miało mu jakkolwiek pomóc pokonać pustkę, która ogarnęła całe jego ciało. Płakał czarnymi jak smoła łzami, barwiąc śnieg na ciemny kolor. Płakał, ponieważ nigdy nie miał odwagi zdradzić Luhanowi, że Śmierć nigdy nie będzie mogła być czyjąś gwiazdą, która zdoła bezpiecznie poprowadzić go w stronę bliskich i spokoju, którego Luhan tak pragnął.

 Płakał, ponieważ nigdy nie miał odwagi zdradzić Luhanowi, że Śmierć nigdy nie będzie mogła być czyjąś gwiazdą, która zdoła bezpiecznie poprowadzić go w stronę bliskich i spokoju, którego Luhan tak pragnął




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*rysunek mojego autorstwa*

Maźnięcie