środa, 1 marca 2017

36. Jak jest źle, to chyba musi być potem dobrze

Baekhyun
Siedziałem na niewygodnym, plastikowym krzesełku już od paru godzin, zastanawiając się, dlaczego ostatnimi czasy, jak już wszystko zaczynało mi się układać, potem coś musiało się psuć. Nie wiem, czy kogoś u góry, jeśli w ogóle istnieje ktoś taki, bardzo bawi moje życie? Nie żebym marudził, czy coś. Po prostu nie uważam, żeby to było normalne.
— Proszę — Przed moją twarzą pojawiła się ręka z kawą z automatu. Chwyciłem napój i spojrzałem z wdzięcznością na Taeyeon, która trzymała w dłoni identyczny kubeczek.
— Dzięki — odpowiedziałem i od razu upiłem łyka czegoś, co miało w smaku przypominać kawę. Kleiły mi się jednak oczy i ogólnie słabo się czułem, więc wypicie tego syfu mogło mi choć trochę pomóc. — Wiesz, że nie musisz tu ze mną cały czas siedzieć, prawda? Jeśli jesteś zmęczona to...
— Mówiłam już, że nie chcę, abyś tu siedział sam — odpowiedziała, uśmiechając się promienie. Tak naprawdę ucieszyłem się z jej odpowiedzi. Sama jej obecność pomagała mi, bo nie czułem się najlepiej, patrząc na nieprzytomnego mężczyznę, który zawsze tryskał energią.
Jadąc do Pusan nie miałem wielkich obaw o jego zdrowie. Oczywiście, bałem się o ojca, jednak nie panikowałem. Dopiero, gdy przyjechałem i zobaczyłem go podłączonego to wszelkiej możliwej aparatury, poczułem strach, że tym razem już ostatecznie mogę go stracić. Nie mogłem sobie wyobrazić świata bez niego. Bez jego ciągłych wizyt w moim biurze, bez narzekań na to, że nic nie robię i jego pretensji, że nie pamiętam o urodzinach matki. W dodatku martwiłem się o moją rodzicielkę, która aktualnie pewnie leżała w domu i płakała. Tuż po tym, jak tu dotarłem, odwiozłem ją do domu, widząc, jak jest zmęczona. Obiecałem jej, zostać przy ojcu, dopóki się nie obudzi, albo dopóki ona tu nie wróci. Kobieta jednak była w tak złym stanie, że nie chciała tu przyjeżdżać, nie chcąc patrzeć na stan męża. Tak więc to ja tu ciągle przesiadywałem i tylko ją informowałem o jakichkolwiek drobnych zmianach.
— Wszystko będzie dobrze, Baekkie. — Po dłuższej chwili Tae złapała moją dłoń pomiędzy swoje palce, a ja spojrzałem na nią pytająco. — Znasz swojego ojca lepiej niż ja. Powinieneś wiedzieć, jaki jest i w niego wierzyć.
— Nigdy nie było jeszcze tak źle — odpowiedziałem zrezygnowanym tonem, patrząc na puls mężczyzny widoczny na małym ekranie nad łóżkiem. Tata był blady, jego oczy były podgrążone, jakby długo nie spał. Dotknąłem jego dłoni, a ta wydała mi się chłodna w porównaniu z moją. Spojrzałem na Taeyeon zaniepokojony. — Czy to normalne, że jest tak... zimny?
Szatynka uniosła zdziwiona brwi i dotknęła delikatnie skóry nieprzytomnego, przy którego łóżku siedzieliśmy, otoczeni bielą ścian prywatnej sali. To cholernie smutne, że mimo zapewnionej, dzięki sporej sumie pieniędzy, najlepszej opieki zdrowotnej, tak naprawdę lekarze mało co mogli zrobić.
— On wcale nie jest chłodny, Baekhyun... — Yeon odpowiedziała mi po chwili, lustrując mnie uważnie wzrokiem. Bez zastanowienia położyła swoją dłoń na moim czole i pokręciła głową. — To ty masz gorączkę. Wracamy do domu. Bez gadania.
— Obiecałem matce, że tu będę. — Niezbyt przejął mnie mój stan, bo czułem jedynie lekkie zmęczenie i ból głowy. Poza tym... kto przeziębia się w wakacje?
Taeyeon jednak była uparta i chwyciła mnie za rękę, abym wstał.
— Wstawaj, grubasie. — Spojrzała na mnie oburzona. — Napiszę do pani Yoony, żeby po prostu zadzwoniła po kogoś z rodziny, jeśli nie chce, żeby pan Minwoo był tu sam. Może tak być, Hyun? Nie pozwolę ci tu siedzieć, skoro jesteś rozpalony. Masz ponad 38 stopni jak nic.
Przewróciłem oczami, ale wiedziałem, że z nią nie wygram, bo jak chce, ta niska szatynka umie bardzo silnie bronić swojego zdania. Mój opór od początku był skazany na porażkę.
Pożegnałem się z ojcem, mając głupią nadzieję, że to słyszy i obiecałem mu powrót, gdy wyzdrowieję. Ruszyłem z Taeyeon do samochodu, gdzieś tam w środku ciesząc się, że już niedługo będę mógł po prostu położyć się w swoim ciepłym łóżku. Od tygodnia, podczas którego właściwie całe dnie spędzałem w szpitalu, nie mogłem spać, martwiąc się o tatę. Czułem się po prostu bezradnie. To jedno z najgorszych uczuć na świecie.
Spojrzałem na telefon, podczas gdy Taeyeon zaoferowała, że to ona będzie prowadzić samochód.
Miałem nadzieję, że zobaczę może jakieś nieodebrane połączenie lub zwykłą wiadomość, jednak niestety musiałem pogodzić się z zawodem. Chanyeol nie odzywał się już od trzech dni, a ja nie miałem pojęcia dlaczego. Wcześniej pisał bardzo często i wspierał mnie w tym wszystkim, zapewniając, podobnie jak Tae, że wszystko będzie dobrze. Może to były najprostsze słowa na świecie, jednak gdy mówił to on, brzmiały właściwie jak zapewnienie, że faktycznie, tak na pewno musi być.
— Dalej się nie odzywa? — Usłyszałem pytanie, które wyrwało mnie z myśli.
— Tak... — mruknąłem, wgapiając się w miasto widoczne zza dość brudnego okna. — Nie zdziwiłbym się, gdyby po prostu zgubił telefon. Mówił mi, że często mu się to zdarza. Głupek.
— Wydaje się być dość roztrzepany. — Yeon przyznała mi rację i skupiła się, aby dobrze zaparkować. Uśmiechnęła się z satysfakcją, gdy idealnie wycelowała w namalowany prostokąt. — Tyle lat już nie jeździłam, a dalej jestem świetna.
— I skromna.
— No przecież to wiesz.
Już po chwili staliśmy w moim mieszkaniu, ściągając z siebie lekko przemoknięte ubrania, bo akurat w momencie, w którym wychodziliśmy z szpitalnego budynku, zaczął siąpać lekki, ciepły deszczyk, niewidoczny wśród wieczornej ciemności.
— Zrobię ci herbatę. Ty zdejmuj z siebie te ciuchy i się połóż. — Taeyeon od razu skierowała się w stronę kuchni, a ja stwierdziłem, że taka przyjaciółka to skarb, a jej przyszły partner to farciarz.
Zgodnie z jej prośbą... lub poleceniem? Udałem się do swojej sypialni, gdzie z ulgą ściągnąłem z siebie ubranie, zostając jedynie w dresowych spodniach. Było mi gorąco i ani myślałem wkładać na siebie koszulkę. Położyłem się pod kołdrą i westchnąłem z ulgą, czując pod plecami miękki materac, który rekompensował mi kilka godzin na niewygodnym krzesełku. Nawet nie wiem, kiedy właściwie moje powieki stały się tak ciężkie, a dźwięk gotowanej wody przestał docierać do moich uszu, jednak wiem, że stało się to bardzo szybko. Spałem głębokim snem, którego nie zaznałem już od dawna. Myślę, że to właśnie choroba mogła na to wpłynąć.
🌼🌼🌼
— Baekhyun... Baek... — Obudził mnie głos przyjaciółki, który przerwał mój cudowny sen. Spojrzałem na nią pytająco, domyślając się, że budzi mnie po to, aby dać mi leki. Ta jednak wyglądała dość niepokojąco w blasku lampki nocnej, pochylając się nade mną. Miała już na sobie koszulę nocną, którą pewnie znalazła w mojej szafce. Jak mogłem się domyślić, nie wzięła wszystkich swoich rzeczy po wyprowadzce ode mnie.
— Coś się stało? — zapytałem lekko zachrypniętym głosem, patrząc na jej zmarszczone brwi i usta, które nerwowo przygryzała.
— Gdy spałeś... przyjechał tu Chanyeol i... nie wiem, ale chyba się wkurzył...
— Co? — Momentalnie się rozbudziłem i usiadłem, patrząc jej w oczy. — Chanyeol? Był tu? Co, poczekaj... — Starałem się ignorować zawroty głowy i skupić myśli. Pomasowałem sobie skronie, jakby to miało coś dać. — Nie rozumiem, dlaczego się wkurzył i... Kiedy on w ogóle tu był?
— Myślę, że zobaczył mnie w piżamie u ciebie i... no dopisał sobie resztę. Nie dał mi dojść do słowa, tylko od razu poszedł. To było dosłownie dwie minuty temu, więc...
Nie czekając na jej kolejne słowa, szybko zarzuciłem na siebie bluzę, która leżała na podłodze i zakładając pierwsze lepsze buty, które wpadły mi w ręce, wybiegłem z mieszkania, dopadając do windy, która na złość musiała być na samym dole. Gdy już znalazłem się na dole, wybiegłem na zewnątrz, prosto na ulewę, która zdążyła się rozpętać, podczas gdy spałem.
Musiałem na chwilę oprzeć się o ścianę budynku, gdy zakręciło mi się w głowie. Zimny deszcz uderzał we mnie z dużą siłą, a ja oddychałem ciężko, czując, że moja temperatura zdecydowanie się podniosła, a ja z każdą chwilą przebywania na lodowatym deszczu czuję się coraz gorzej.
Wytężyłem wzrok i starałem się zobaczyć w okolicy wysoką, charakterystyczną sylwetkę. Minęło już kilka minut, więc mogłem się domyślić, że go już nie zobaczę tak blisko budynku, w którym mieszkałem. Nie wiedząc, co zrobić, zacząłem po prostu chodzić po okolicy, mając nadzieję, że w końcu zobaczę go gdzieś pod drzewem, gdzie ukryłby się przed deszczem, lub na pasach, gdyby czekał na zielone światło.
Mijały minuty, a ja oddalałem się od domu coraz bardziej. Czułem złość, tym razem na samego Yeola. Wiem, że jest jeszcze młody i czasami trudno mu patrzeć na wszystko trzeźwo, ale mógł chociaż dać Taeyeon dojść do słowa. Czasami ten głupek zachowuje się naprawdę jak dzieciak i tworzy w głowie historie, które idealnie pasują do tego, co akurat widzi. Ja wiem, że po tym wszystkim, co było między mną a Taeyeon, mógł być zakłopotany, gdy zobaczył ją u mnie w piżamie, jednak... zamiast wyjść wściekły nie wiadomo gdzie, mógł porozmawiać z nią na spokojnie.
Ja wiem, że jest, jaki jest. Wiem, że często jeszcze jego rozum przyćmiewają hormony, jednak myślę, że sam powinienem dopilnować, aby w końcu dorósł, bo nie może być taki całe życie, mimo wszystko. Mimo tego, że lubiłem w nim te wszystkie dziecinne zachowania. 
Chodziło mi jedynie o to, że powinien nauczyć się patrzeć na niektóre rzeczy z pewnym dystansem i nie brać do siebie każdego niewielkiego elementu, który nie pasuje do jego idealnego scenariusza w głowie.
— Chanyeol! — krzyknąłem zachrypniętym głosem, gdy zobaczyłem idącego kilkanaście metrów przede mną wysokiego chłopaka w jasnobłękitnej kurtce. — Możesz się zatrzymać?!
Ku mojej uldze zrobił to od razu, jednak mimo odległości już teraz mogłem zobaczyć wściekłość wypisaną na jego twarzy, gdy tylko się odwrócił w moją stronę. Podszedłem do niego te kilka kroków, które nas dzieliły i wbrew sobie oparłem dłoń na jego klatce piersiowej, bo zrobiło mi się słabo.
— Zanim zaczniesz gadać jakieś głupoty o tym, że cię zdra—
— A niby tego nie robisz? — Przerwał mi i zepchnął moją dłoń ze swojego ciała. — Prawie naga wpadła do ciebie pewnie na herbatę, co?!
— Po pierwsze, powiedziałem chyba, abyś dał mi skończyć zanim cokolwiek zaczniesz, dobrze? — Starałem się zignorować złe samopoczucie i wykazać się dozą cierpliwości dla tego wiecznie głośnego dzieciaka. — A po drugie... Jaka półnaga? Była w piżamie.
— Nie pogrążaj się.
— Taeyeon była ze mną w szpitalu u ojca. — Zacząłem spokojnie wszystko tłumaczyć. — Miałem temperaturę, więc wróciłem do domu, a ona zaoferowała, że się mną zajmie i zostanie na noc, skoro ciebie tu nie ma. Powinieneś być szczęśliwy, że mam kogoś, kto może mi pomóc w razie takiej sytuacji. To, co było między nią a mną, jest skończone i mówiłem ci o tym wiele razy. Nie musiałbym też tu lecieć w tym deszczu, a jestem chory, gdybyś wykazał się dojrzałością i dał jej dojść do słowa, zamiast obrażony wychodzić. — Obserwowałem, jak jego mimika twarzy z każdą chwilą zmienia się coraz bardziej, aby w końcu skończyć na zakłopotaniu i spuszczonym wzroku. Zrobiłem krok w jego stronę i pogłaskałem go po policzku, aby następnie go przytulić. — Ty głupku...
Odwzajemnił uścisk, a mi dzięki temu zrobiło się choć trochę cieplej, choć dalej czułem, jak moje ręce sinieją z zimna.
— Przepraszam, ale to... — Zaciął się, a ja się uśmiechnąłem przez jego zażenowanie.
— Wiem, jak to musiało wyglądać — powiedziałem, zanim zdążył dokończyć. — ale zrozum wreszcie, że mnie i Tae łączy tylko przyjaźń. A tak poza tym... — Odsunąłem się od niego i spojrzałem na niego, udając złego, choć byłem raczej bardziej ciekawy, niż zirytowany. — Możesz mi powiedzieć, dlaczego nie odzywasz się od trzech dni? Martwiłem się.
— Zgubiłem telefon — Zakłopotany podrapał się po głowie, a ja wywróciłem oczami na te słowa. Tak, jak myślałem.
— W ogóle... — Zwróciłem w końcu uwagę na żółtą, dość dużą walizkę, która stała za nim. — ta walizka to...?
— Mówiłeś, że chciałbyś, żebym tu wrócił i... mówiłeś, że chciałbyś, żebyśmy mieszkali razem i... no ten... i w ogóle...
Otworzyłem szeroko oczy, a na mojej twarzy powoli pojawiał się szeroki uśmiech, którego nie byłem w stanie powstrzymać. Rzuciłem się Chanowi na szyję, czując, jak po prostu nagle moje złe samopoczucie z powodu choroby zostaje zepchnięte na dalszy plan przez szczęście, jakie wypełniało mnie od środka. Będę mógł mieć go na co dzień. Mojego Yeola.
— Tak bardzo się cieszę... — szepnąłem mu do ucha. Chanyeol przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i skierował swoją twarz do mojej, chcąc mnie pocałować. Niestety nie mogłem mu na to pozwolić, więc odgrodziłem swoje usta dłonią. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja odsunąłem się lekko.
— Nie pozwolę, żebyś się zaraził, głupku — odpowiedziałem na jego nieme pytanie, które zobaczyłem w jego zawiedzionych oczach. — I... wracajmy już, bo naprawdę nie czuję się najlepiej...
Chanyeol szybko pokiwał głową, gdy dotknął z ciekawości mojego gorącego czoła. Chwycił swój bagaż i ruszył wraz ze mną szybkim krokiem w kierunku wieżowca, w którym mieszkałem. Gdy już dochodziliśmy do drzwi wejściowych, zmęczeni przez marsz pod wiatr, Chanyeol pociągnął mnie za rękę i zanim zdążyłem zareagować, musnął szybko swoimi ustami te moje, zmarznięte.
— Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Nie obchodzi mnie, czy będę chory. — Uśmiechnął się przepraszająco i nachylił się nade mną jeszcze raz, napierając na moje wargi tym razem trochę dłużej. Gdy odsunął się ode mnie po dłuższej chwili, nie mogąc się powstrzymać, zaśmiałem się cicho.
— Mój dziecinny głupek.

35. Jest coś słodszego od waty cukrowej

Baekhyun
Chciałem jakoś miło spędzić ten dzień wraz z Chanyeolem, skoro w końcu choć trochę odpuścił i postanowił dać mi szansę, jednak musiałem plany przełożyć na inny dzień z powodu kaca, który obudził mnie z samego rana. Starałem się go ignorować podczas rozmowy z Chanem, bo tak ważne to dla mnie było, jednak już później udawanie, że wszystko ze mną w porządku, nie wychodziło mi najlepiej.
Yeol mimo wszystko jednak cały czas wyraźnie trzymał lekki dystans, nie mogąc się przyzwyczaić do tego, jak właściwie teraz wygląda nasza relacja. Jest niepewna i na tyle krucha, jakby każdy mały podmuch mógł ją zniszczyć. Musiałem teraz uważać na wszystko, co robię. To dość stresujące, jak można się domyślić.
— Jak się czujesz? — zapytał, gdy późnym popołudniem wszedł do mojej sypialni i usiadł na krańcu łóżka. W jego oczach mogłem dostrzec troskę i poczułem przyjemne, szybsze bicie serca, bo fakt, że się o mnie martwił, sprawił, że czułem się naprawdę szczęśliwy.
— Już jest w porządku — odpowiedziałem i uśmiechnąłem się lekko, sięgając po jego dłoń. Po prostu miałem ochotę ją złapać i czuć jego ciepło. — Dziękuję, że się o mnie martwisz.
Zobaczyłem, że się lekko zmieszał, przez co mój uśmiech stał się jeszcze szerszy.
— Tata dziś wraca — powiedział po dłuższej chwili, w której patrzyliśmy na nasze splecione palce.
— Och... Rzeczywiście, już naprawdę długo go nie ma. — Uniosłem brwi i zamyśliłem się. — Jak bardzo będzie chciał mnie zabić?
Byłem pewien, że tak będzie, w końcu nawet jeśli pani Park na początku była w stanie pohamować swój gniew na mnie, jestem pewien, że z jej mężem nie będzie tak łatwo. Nie, żeby był bardzo złym człowiekiem. Po prostu zapamiętałem go jako dość poważną osobę, nieco inną od pani Park. Jednak jeśli bez problemu, z tego co wiem, zaakceptował to, że Chanyeol miał chłopaka, może i nie jest człowiekiem tak surowym, jak sądziłem.
— Rozmawiałem z nim wiele razy o tym wszystkim. Dziś też i... nie wiem. Obejdzie się chyba bez bicia. Przyznaję... mam taką nadzieję... — Wzruszył ramionami i spojrzał na mnie, delikatnie się uśmiechając.
— Masz nadzieję? To normalnie brzmi, jakbyś mnie lubił — zaśmiałem się i podniosłem do pozycji półsiedzącej. — A tak przy okazji, mogę mieć do ciebie jedno pytanie?
— Hm? — Spojrzał na mnie z nieukrywanym zaciekawieniem.
Chwilę zastanawiałem się, czy na pewno chcę zabrać głos, skoro wiem, że odpowiedź, lub co gorsza, jej brak, może przyprawić mnie o skurcz żołądka i nieprzespaną noc.
— Czy... w najbliższym czasie byłbyś w stanie dla mnie wrócić do Pusan? Na studia, do mnie do firmy... Dałbyś radę dla mnie wrócić i żyć tak, jak wtedy, gdy było między nami dobrze?
— Dlaczego teraz o to pytasz? — zapytał po dłuższej chwili, a ja westchnąłem, spodziewając się takiego pytania. — Widzę, że dalej lubisz mieć wszystko rozplanowane.
— Po prostu wiem, że nie mogę zostać w Seulu na zawsze a... nie uśmiecha mi się widywać cię tylko w weekendy. A wiesz, o czym teraz marzę? — Pokręcił przecząco głową. — Że wrócimy razem do Pusan i zamieszkasz ze mną. To moje marzenie. Żebyś dalej tam studiował. Dalej ze mną pracował... Twoje stanowisko cały czas na ciebie czeka. — Przysunąłem się do niego bliżej i położyłem dłonie na jego czerwonych policzkach. Patrzył na mnie cały czas, szeroko otwierając oczy. — Wiem, że przy tym stanie rzeczy proszę o dużo, jednak obiecaj mi, że to wszystko przemyślisz, dobrze?
— Emm... — wyjąkał w końcu, a jego twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. — Ja... ja nie wiem.
Westchnąłem po raz kolejny i nachyliłem się, aby lekko pocałować go w policzek. Następnie odsunąłem się od niego, aby mógł spokojnie oddychać po tym zbliżeniu, bo czułem, że ma z tym drobny problem.
Mnie tam to cieszyło, to znaczy, że podobało mu się.
—  To mógłbym chociaż cię gdzieś jutro zabrać?
🌼🌼🌼
Siedzieliśmy w cieniu wielkiego miłorzębu na ławce w parku, w którym dziś odbywał się ogromny, letni festyn. Zewsząd dochodziły do nas dźwięki muzyki, śmiechu i różnych atrakcji, takich jak chociażby wielki diabelski młyn, który został tu postawiony jedynie na dzisiejszy dzień. Zachodzące już powoli słońce oślepiało ludzi, którzy kręcili się wokół nas, jedząc rozpuszczające się lody i gorące dania na wynos.
Spojrzałem na Chanyeola, który siedział tuż obok mnie i wcinał różową, ogromną watę cukrową, kupioną chwilę temu w budce obok. Lizał co chwila swoje lepkie palce i uśmiechał się pod nosem, czując w ustach słodycz, której nie je się za często.
Bez pytania urwałem kawałek jego różowego łakocia i wpakowałem go sobie do ust. Kocham słodycze, jednak dopiero teraz znów mogłem się nimi cieszyć. Gdy byłem sam w Pusan, nawet najsłodsza czekolada wydawała mi się gorzka i mdła. Teraz przy Chanyeolu nagle jakby wszystko ponownie odzyskało w swoim składzie cukier.
— Dobrze się bawisz? — zapytałem, wlepiając wzrok w alejkę pełną różnych gier, w których braliśmy już udział.
— Jest super, choć chciałbym pójść jeszcze na diabelski młyn — odpowiedział wesoło, najwyraźniej na mnie zerkając. Zwróciłem więc ku niemu wzrok i pokiwałem głową, zgadzając się z subtelną propozycją.
— Możemy pójść podczas puszczania fajerwerków, co ty na to?
Uśmiechnął się i spuścił wzrok, speszony dłuższą chwilą patrzenia sobie w oczy.
— Lubię tę koszulkę — powiedziałem, dotykając rąbka materiału jego bluzki z nadrukiem klocków lego na całej powierzchni. — Pasuje do ciebie.
— Kupowanie codziennie nowych ubrań było już upierdliwe, wiesz? — odpowiedział kąśliwie, wbijając we mnie spojrzenie pełne wyrzutów. — Znudziło mi się w końcu.
— Ale poskutkowało. Znowu wyglądasz jak Chan. — Rozłożyłem ręce w niewinnym geście. — Widzisz, od zawsze umiem na ciebie wpłynąć, dzieciaku.
— To jakaś nowa metoda wychowawcza? — odparł oburzony, przestając jeść. Spojrzał na mnie, marszcząc swoje brwi, a ja wiedziałem, że jest lekko zirytowany tym, że zachowywałem się tak, jakbym chciał karać dziecko. Chyba wkroczyłem na niebezpieczny grunt. — Jak wygrać z nieustępliwym dzieckiem?
— Chyba raczej jak wygrać z upartym chłopakiem, za którym szaleję — odpowiedziałem z pewnym uśmiechem i przybliżyłem się do jego twarzy, całując go szybko w policzek.
Chanyeol chyba na chwilę się zaciął z powodu moich słów, jednak szybko przeniósł swoją uwagę ze mnie na mężczyznę, który przed chwilą przeszedł obok nas, komentując nasze szybkie zbliżenie dość... niemiłym epitetem.
— Korea nigdy nie będzie miła i tolerancyjna. — Chwyciłem jego brodę w swoje palce i przekręciłem jego głowę, aby na mnie spojrzał. — Ignoruj, nie warto zwracać na to uwagi. Sam mnie tego nauczyłeś.
— Mam wrażenie, że kiedyś to było dla mnie łatwiejsze — odpowiedział cicho. Nasze twarze były dosłownie kilka centymetrów od siebie, jednak nie zamierzałem póki co niczego inicjować. Chciałem czekać na jakiś jego ruch.
— Bo kiedyś nie patrzyłeś na innych, tylko na mnie. Znowu możesz to robić. — odpowiedziałem spokojnie, stwierdzając to, co pierwsze przyszło mi na myśl. — Wiem, że byłbyś w stanie.
Chanyeol nie odpowiedział, tylko spuścił wzrok i odsunął się lekko.
— Też to wiem, ale i to kiedyś było łatwiejsze.
Między nami zapadła krepująca cisza, w trakcie której i ja zdążyłem się odsunąć. Zapatrzyłem się przed siebie, a dokładniej na rodzinę, która kupowała popcorn w budce naprzeciwko naszej ławki. Dziewczynka śmiała się i częstowała swoich rodziców gorącym jedzeniem, jako że już się ściemniło, a słońce przestało grzać w skórę. Rodzice dziewczynki chętnie jedli wraz z nią, kierując się powoli w stronę kolejnej atrakcji.
Pomyślałem w tej chwili o Taeyeon. Czy gdybym nie zdecydował się przyjechać do Seulu, moje życie mogłoby wyglądać tak za pięć, dziesięć lat? Rodzina, dom, pies, praca... Byłbym idealnym obywatelem. Być może też po jakimś czasie zaznałbym z moją przyjaciółką jakiejś cząstki szczęścia? Pokochałbym swoje dziecko?
Przełknąłem ślinę i przeniosłem wzrok na kobietę z wózkiem. Młodą dziewczynę obejmował mężczyzna, a koło nich szła staruszka, śmiejąca się na tyle głośno, że słyszałem jej głos mimo dużej odległości.
— Nie żałujesz tego? — Usłyszałem głos obok siebie. Spojrzałem na ciemnowłosego chłopaka o odstających uszach. Obracał między palcami patyczek po wacie.
— Sprecyzuj, o czym mówisz.
— Zostawienia Taeyeon — powiedział, a ja zdałem sobie sprawę, że najwyraźniej cały czas szukał wzrokiem tego, na czym zawiesiłem wzrok. — Tego, że jeśli zostaniesz ze mną, bo masz taką zachciankę, nie będziesz miał dziecka i—
— To nie zachcianka. Mówiłem ci przecież, że... — Przerwałem mu, jednak i mi nie dane było skończyć, bo głośny komunikat z głośników ogłosił, że już za dziesięć minut rozpocznie się pokaz sztucznych ogni nad rzeką. — Dokończymy tę rozmowę, teraz się lepiej pospieszmy, jeśli chcemy zdążyć wjechać na szczyt.
Chanyeol pokiwał głową i szybkim krokiem ruszył za mną w stronę kasy biletowej, która znajdowała się niemalże po drugiej stronie parku. Dopadliśmy do budki, kupiliśmy bilety i z ulgą wsiedliśmy do ostatniej kabiny. Ku mojemu zdziwieniu ludzie woleli oglądać pokaz z parteru, siedząc na kocach nad rzeką, niż z wysokości.
Usiedliśmy po przeciwnych stronach, zapatrzyliśmy się na widok rzeki i tłumu świateł na dole. Światła pochodziły głównie od małych lampek i telefonów ludzi.
W kabinie panował mrok, oświetlony jedynie żółtymi światłami, które z trudem dawały radę przedrzeć się do metalowej, niekoniecznie przytulnej kabiny. Było tu bardzo cicho. Mogłem niemalże słyszeć oddech Chana i jego bijące serce. Zaciskał palce na swoich krótkich spodniach i wbijał wzrok w podłogę.
— Tego, że nigdy nie dasz rodzicom wnuka. Tego, że nie jesteś idealnym synem z piękną żoną. Tego, że będziesz już zawsze czuł na sobie spojrzenia ludzi na ulicy, bo jesteś gejem. — mówił szeptem, a ja dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że kontynuuje on to, co zaczął mówić jeszcze na ławce dziesięć minut temu. — Nie żałujesz tego wszystkiego?
— Jak już mówiłem... nie. Możesz mi nie wierzyć, ale mogę ci to powtórzyć. Kocham cię, Chanyeol. — Do naszych uszu doszły pierwsze wybuchy, a nasze twarze jaśniały wraz z kolejnymi, kolorowymi światłami na niebie. — Powiem ci coś bardzo szczerego, dobrze? Dalej nie wiem, dlaczego to się stało. Dlaczego właśnie ze wszystkich osób... To właśnie ty mi siedzisz w głowie. Dlaczego jakimś cudem rozkochałeś mnie w sobie w ciągu... Paru tygodni? To śmieszne, wiesz? Myślałem o tym nie raz i dalej nie umiem sobie odpowiedzieć, dlaczego właśnie ze wszystkich ludzi... Właśnie ty? — Wstałem i usiadłem na miejscu  obok niego. Objąłem ramieniem jego szyję i oparłem swoje czoło o to jego. Spojrzałem w jego oczy z bliska. Odbijały się w nich fajerwerki. Były śliczne.
— Mogę wymienić milion powodów, za które cię kocham, a ty nie umiesz wymienić nawet kilku?
— Niby mógłbym. Jednak wiedz, że nawet jeśli wymienienie tych cholernych powodów jest dla mnie trudne, kocham cię tak mocno, że mam ochotę cię zamknąć tylko dla siebie, a te siedem miesięcy były jak jakiś pierdolony odwyk. Rozumiesz mnie?
Chanyeol nie odpowiedział na moje słowa, a ja tylko zaciskałem nerwowo zęby na myśl, że zmarnowałem bez niego tyle czasu. Zamknąłem oczy, starając się uspokoić, bo czułem wściekłość buzującą w moich żyłach. Prysła jednak ona w ciągu sekundy, gdy poczułem, jak Chanyeol delikatnie dotyka moich ust swoimi. Od razu, bo nie miałem najmniejszych oporów, odwzajemniłem pocałunek, ciesząc się ciepłem ukochanego. Wplotłem palce w jego włosy i przylgnąłem do jego ciała, jakbym bał się, że może mi gdzieś stąd uciec. Chanyeol objął mnie szczelnie i po dłuższej chwili czułości, podczas której nasze usta muskały się wzajemnie, rozszerzył swoim językiem moje wargi. Jego język powoli poruszał się w moich ustach, a dłoń gładziła mój rozpalony policzek. Lekko rozchyliłem oczy, aby móc spojrzeć na jego twarz. Po chwili przeniosłem wzrok na szybę i zapatrzyłem się na sztuczne ognie, które co roku były tu niesamowite. Chanyeol poczuł, że skupiłem swoją uwagę na czymś innym, więc spojrzał w tym samym kierunku co ja. I on zapatrzył się na ten widok. Chwycił mnie mocno i posadził między swoimi nogami, przodem do szyby. Objął mnie i położył brodę na mojej głowie, na co nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu.
— Kiedyś zabrałeś mnie na ten festyn, pamiętasz? Ale oglądaliśmy wtedy ognie nad rzeką... — powiedział nagle, muskając moje palce, które trzymałem na swoim brzuchu.
— Pamiętam. Nie zdążyłem zabrać cię na kolejny — odpowiedziałem, biorąc jego dłoń między swoje.
— Cieszę się, że dziś to zrobiłeś.
Odwróciłem głowę w jego stronę i wychyliłem się, aby móc go jeszcze raz pocałować. Nachylił się i ponownie złączył nasze wargi, które zdecydowanie pasowały do siebie i nie miały dość.
Nasza kabina zaczęła się zniżać wraz z końcem pokazu.
🌼🌼🌼
Siedziałem na łóżku i wgapiałem się tępo w ekran telefonu, który przed chwilą odebrałem. Zastanawiałem się, dlaczego właśnie teraz, gdy ten dzień mógł się skończyć niemalże idealnie, to musiało się stać. Choć w sumie nie powinienem się dziwić, nazywam się Byun Baekhyun i już jakiś czas temu przestałem wierzyć w swoje szczęście. Westchnąłem zrezygnowany i rozejrzałem się po pokoju, znajdując w końcu kluczyki od samochodu i dokumenty. 
Wyszedłem ze swojej sypialni i zszedłem po schodach, zastając w salonie Chanyeola. Spojrzał na mnie zaskoczony, bo w końcu zamiast iść się myć, właśnie wkładałem na siebie marynarkę i buty.
— Gdzie jedziesz? — zapytał zdezorientowany. Mimo odległości mogłem dostrzec strach w jego oczach. Zdałem sobie sprawę, że pewnie boi się, że tuż po odzyskaniu go, ponownie postanowiłem go zostawić.
— Wracam na razie do Pusan. Ojciec wrócił z wakacji i dowiedział się o naszych spadających akcjach. Znowu miał zawał. — odpowiedziałem spokojnie.
Chanyeol wyglądał na bardziej przyjętego niż ja, więc uśmiechnąłem się uspokajająco i podszedłem do niego, aby go objąć.
— Znam go, nic mu nie będzie. To nie pierwszy raz kiedy robi nam taki numer, ale... Sam rozumiesz. Martwię się, chcę tam pojechać i być z matką, bo dostała histerii. Ej? Nie martw się, ok? — Chanyeol naprawdę wyglądał na przejętego. Nie chciałem go też zostawić samego, jako że jego ojciec wrócił wczoraj w nocy, jednak już dziś rano i on i pani Park ponownie gdzieś wyjechali służbowo. Nigdy się nie zmienią. — Nie wiem, kiedy wrócę, Chan. Będę musiał zająć się firmą, ale... Wrócę, naprawdę. Obiecuję.
— Wiem — odpowiedział i uśmiechnąłem się, przytulając mnie przez krótką chwilę. Odsunąłem się od niego i jeszcze szybko pomachałem mu, wychodząc z domu. — Zadzwoń, czy dojechałeś bezpiecznie.
— Zadzwonię, Yeollie.

34. Ideały nie istnieją, są tylko prawie-ideały

Chanyeol
Chwyciłem leżącego mężczyznę za kołnierz i uniosłem lekko, aby następnie wymierzyć kolejny cios w twarz, na co ten, nieprzytomny, padł na ziemię. To jednak nie było dla mnie wystarczające.
Kurwa. On przecież dotykał ust Baekhyuna do cholery!
Czując buzującą w moich żyłach złość, wymierzyłem w niego jeszcze kilka kopnięć. Poczułem jednak, jak ktoś mnie chwyta za rękaw. Baekhyun się zachwiał i wpadł w moje ramiona. Spojrzał na mnie z dołu tymi pięknymi, świecącymi od nadmiaru alkoholu oczami i pokręcił głową.
— Wystarczy... chodźmy stąd... — wybełkotał, a ja wziąłem głęboki oddech, aby się uspokoić. Wiedziałem jednak, że Baekhyun naprawdę powinien się położyć, bo wypił za dużo, a po całej sytuacji jeszcze się trząsł. Mogłem udawać, że mnie to nie obchodzi, jednak nie było opcji, abym go tu zostawił, kiedy wyglądał na tak wystraszonego, a jego szczupłe palce zaciskały się na mojej koszulce. Nie miałem serca go porzucić, więc ruszyłem z nim w stronę wyjścia, ówcześnie zerkając jeszcze z obrzydzeniem na nieprzytomnego faceta, leżącego pod ścianą.
Baekhyun szedł chwiejnym krokiem, trzymając się mocno mojego rękawa. Potykał się co chwila o swoje własne nogi, więc zatrzymałem go i wziąłem na ręce, przez co spojrzał na mnie zaskoczony. Na jego twarzy jednak widoczny był cień uśmiechu i pewien rodzaj ulgi.
Był bardzo lekki. Ciepły. 
I przede wszystkim z tego co wiem, ma bardzo słabą głowę do alkoholu.
Ułożyłem swoją brodę na jego głowie, a sam poczułem, jak starszy schował swoją twarz w mojej koszulce i wtulił się we mnie.
Po tak długim czasie po raz pierwszy czułem jego uścisk. Nieważne, jak doszło do sytuacji, w której się właśnie znajdujemy. Ważne, że mogę trzymać go teraz w swoich ramionach i wiedzieć, że wszystko z nim w porządku.
Tak bardzo kocham tego człowieka. To takie głupie.
Wyszliśmy na dwór, gdzie było niemalże tak ciepło i parno, jak w klubie. 
Ruszyłem ścieżką oświetloną wysokimi latarniami, która prowadziła w stronę mojego domu. Powietrze było ciepłe, ale orzeźwiające. Wyjątkowo nie było słychać nielicznych samochodów, a jedynie delikatny szum drzew, który był niemal odczuwalny na skórze, niemalże tak mocno, jak zapach kwiatów w nozdrzach.
Skupiałem się na tych wszystkich bodźcach prawie tak usilnie, jak na ciężarze, który spoczywał w moich ramionach. Jednak był to wysiłek, którym mogłem być obarczony zawsze i nie miałbym z tym najmniejszego problemu. Ciało Baekhyuna było najprzyjemniejszą rzeczą, którą kiedykolwiek mogłem trzymać. 
Nasze role się odwróciły, co? Kiedyś to ty mnie nosiłeś na rękach, Baek...
— Nie musisz mnie trzymać. Wiem, że nawet mnie już nie lubisz... — wychlipiał nagle mężczyzna, wtulający się w moją koszulkę. Jego smutny głos zakłócił ciszę wokół nas. — Możesz mnie tu po prostu zostawić.
— Nie zostawię cię tu, jak jesteś narąbany w trzy dupy — odpowiedziałem, siląc się na spokój, nie zwalniając kroku. Baekhyun zamilknął, ale wiedziałem, że jest to tylko chwilowe. 
W czasie, kiedy czekałem na jego kolejne słowa, wdychałem zapach jego włosów i delikatnie muskałem ustami czubek jego głowy. Robiłem to jednak subtelnie, aby nie mógł tego poczuć.
— Tylko dlatego mnie tu nie zostawisz? Bo jestem pijany? — W końcu usłyszałem jego głos i poczułem, jak przekręca swoją głowę, tak, aby móc na mnie spojrzeć. Zatrzymałem się i spojrzałem w jego ciemne tęczówki, w których odbijało się światło latarni. — Tylko dlatego, Yeollie?
— Nie — odpowiedziałem i podszedłem do latarni, przy której go postawiłem. Sam usiadłem na chodniku, opierając się o ogrodzenie jakiejś posiadłości. Baekhyun, starając się udawać, że jego koordynacja ruchowa jest w jak najlepszym porządku, usiadł obok mnie.
— Więc dlaczego, skoro mnie już nie kochasz? — zapytał tonem zbliżonym do zrozpaczonego dziecka. Spojrzałem na niego zaskoczony i zobaczyłem, jak z jego oczu co chwila spływają kolejne łzy. — Wiesz? Bo ja ciebie kocham i nie zostawiłbym cię. Nawet gdybyś był... nie wiem... — Otarł twarz nadgarstkiem. — Po prostu...
Momentalnie poczułem, jak robi mi się gorąco, przez to, co przed chwilą powiedział. Wydobył to wyznanie z siebie jedynie dlatego, że jest pijany i nie panuje nad słowami? Byłby w stanie tak naprawdę powiedzieć mi to prosto w twarz, gdyby był trzeźwy?
— Powtórzysz to...? — zapytałem cicho, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. — Proszę?
— Przecież mówię, że nie wiem... — Rozpłakał się jeszcze bardziej, a ja już teraz widziałem, że po alkoholu wychodzi z niego niezła beksa.
— Powiedziałeś coś ważnego. Po raz pierwszy mi to powiedziałeś...
Baekhyun momentalnie przestał płakać i spojrzał na mnie czerwonymi oczami, z rumieńcami na polikach.
—  Kocham cię i nie wiem, dlaczego nigdy ci tego nie powiedziałem. W sumie powiedziałem, ale to ty byłeś wtedy schlany. Chyba. — odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy. Potrzebowałem chwili, aby zastanowić się chwilę nad jego słowami. Bo niby kiedy mógł mi to powiedzieć? Jakim cudem mogłem nie pamiętać tak ważnej rzeczy? Najważniejszej dla mnie?
Nie dostałem jednak nawet sekundy, aby cokolwiek przemyśleć, bo Baekhyun przysunął się do mnie bliżej, układając swoje wargi na moich. Przez chwilę nie mogłem zareagować, a on zdążył położyć swoje delikatne dłonie na moich policzkach, które w tej chwili niemalże płonęły. Chciałem odwzajemnić pocałunek, którego tak cholernie pragnąłem, jednak ból spowodowany tym, co mi zrobił, natychmiastowo powrócił. Odchyliłem głowę, przez co ten spojrzał na mnie załamany. Zacisnąłem zęby, starając się kontrolować. Obiecałem sobie, że nie będę łatwy. Jeden pocałunek i wyznanie niczego nie zmienią. Choć to ten jeden gest sprawił, że w środku czułem się jak galareta, a przez chwilę nie byłem w stanie wydusić z siebie jakiegokolwiek słowa.
— Proszę... co ja mam zrobić? — zapytał cicho, patrząc na mnie. Był w pozycji klęczącej i opierał swoje dłonie na chłodnym betonie. Nie odrywał ode mnie wzroku, a ja sam nie mogłem spojrzeć gdziekolwiek indziej, niż na jego twarz. — Powiedziałem ci co czuję, przyjechałem tu dla ciebie, powiedziałem o tobie nawet moim rodzicom i to zaakceptowali, rozumiesz?! Staram się, mimo że traktujesz mnie jak prywatne popychadło! — krzyknął, ponownie zanosząc się płaczem, przez co odruchowo chciałem go objąć. — Myślisz, że wszystko, co teraz robisz, boli choć trochę mniej niż zdrada?! Boli tak samo!
— Baekhyun, ja—
— Ile będziesz się na mnie odgrywać?! Myślisz, że to, w co teraz sobie grasz, zmieni to, co ci kiedyś zrobiłem?! Nic tym nie zmienisz, a ja i tak bez ciebie nie wyjadę, rozumiesz?! Zachowujesz się jak chuj, Park! Nienawidzę tego, jaki się stałeś! Chcę mojego ciastka z powrotem! Mam cię dość! Ale... ale... wkurwiasz mnie! Nie wyjadę, rozumiesz!? —  Pod koniec jego język zaczął się plątać, a sam musiał zaczerpnąć oddechu. Pokręciłem głową, nie wiedząc co zrobić, gdy Baekhyun wyrwał kępkę trawy i rzucił mi ją prosto w twarz, jak jakiś dzieciak. Ja natomiast starałem się zrozumieć jego kontrastujące ze sobą zdania, gdzie w jednym mówił, że mnie kocha, a w drugim, że ma mnie dość i mnie nienawidzi. Powiedział nawet, że jego rodzice o mnie wiedzą...
Po dłuższej ciszy spuścił wzrok i powoli zsunął się na moje ramię.
— Chcę spać... zabierz mnie do domu...
Jego nagła zmiana nastroju lekko mnie zaskoczyła i chciałem to jakoś skomentować, jednak dosłownie po sekundzie, kiedy oparł na mnie swoją głowę, poczułem jego równy oddech. Zdążył zasnąć. Tu, na chodniku.
Starając się na razie nie myśleć o wszystkim, co mi powiedział, delikatnie wstałem i chwyciłem jego bezwładne ciało, emanujące zapachem alkoholu.
Skupiłem się na tym, aby szybko dotrzeć do domu i położyć go w łóżku. Przez całą drogę jednak zamiast przed siebie, patrzyłem na jego śpiącą twarz. Był piękny. Naprawdę piękny. Nieważne, czy na twarzy miał uśmiech, czy wyraz twarzy wskazywał na jego gniew. Był idealny nawet z podgrążonymi ze zmęczenia oczami i zaschniętymi łzami na policzkach. Łzami spowodowanymi moją osobą.
Gdy dotarłem do domu, ostrożnie wszedłem z Baekhyunem na górę i wszedłem do jego sypialni. Nie wchodziłem tu, odkąd wróciłem do Seulu. Ten pokój zawsze stał pusty. Zawsze należał do Baekhyuna i tylko on w nim mógł spać. 
Pomieszczenie było takie, jaki Baek zawsze mi się wydawał - czysty, uporządkowany. Jednak jak teraz patrzyłem na jego osobę z perspektywy czasu, nie jest on taki, jaki mógłby się wydawać. Już dawno przestał kontrolować wszystko wokół siebie z ręką na pulsie, a wręcz w tej chwili wydawał mi się bardziej zagubiony i bezbronny w swoim życiu niż owca. I to ja sprawiałem, że nie wiedział, na czym stoi.
Powoli położyłem go na łóżku i delikatnie starałem się ściągnąć z niego ubranie. Ze spodniami poszło łatwo, jednak już przy koszulce byłem pewien, że się obudzi. Sam ściągnąłem z siebie bezrękawnik, bo w pokoju było naprawdę gorąco. Nastepnie chwyciłem rąbki materiału koszulki i powoli zacząłem zsuwać ją z ciała Byuna. Gdy zobaczyłem jego talię, musiałem jednak to przerwać, bo oddech ugrzązł mi w gardle. Miałem słabość do jego delikatnego ciała. Zauważyłem teraz, że nieco schudł, jednak nie miało to dla mnie znaczenia.
Przełknąłem ślinę i zawahałem się chwilę, patrząc na twarz śpiącego. Nie mogąc się jednak powstrzymać, powoli przejechałem dłonią po talii starszego i przygryzłem wargę.
Czy on i Taeyeon... czy ona... też mogła bez krępacji dotykać go w ten sposób? Czy ona mogła go mieć całego, jak ja?
— Chanyeol... — Usłyszałem szept i zobaczyłem, jak Baekhyun stara się ściągnąć z siebie koszulkę, którą miał tuż pod brodą. Lekko wystraszony jego pobudką, odsunąłem się trochę i pomogłem mu ściągnąć z siebie odzież.
— Położysz się obok mnie? — zapytał mnie cicho, gdy zobaczył, jak wstaję. Chwycił mnie za rękę i z siłą, o którą go nie podejrzewałem, pociągnął mnie na łóżko, tak, że znalazłem się nad nim. Dalej trzymał moją dłoń i patrzył w moje szeroko otwarte z zaskoczenia oczy. Drugą dłoń położył na moim policzku i chwilę się we mnie wpatrywał. — Przestałeś nosić okulary... lubiłem je... ale bez nich też jesteś piękny, wiesz? — powiedział szeptem, aby następnie lekko, naprawdę delikatnie się uśmiechnąć. — Proszę... połóż się ze mną...
Z lekkim wahaniem, ale pokiwałem głową, bo wiedziałem, że moja odmowa go zrani. A mimo wszystko nie chciałem mu dawać kolejnego powodu do płaczu. Nienawidzę, gdy płacze. Zwłaszcza przeze mnie.
Dopiero po tym, jak wykrzyczał mi wszystko na ulicy, zdałem sobie sprawę, że mimo wszystko moje zachowanie jest naprawdę złe. Że to ja staram się zepsuć to, co on stara się naprawić, a tym samym sprawiam, że prędzej czy później on się podda, a ja znowu zostanę sam, mimo tego, że mógłbym być szczęśliwy z człowiekiem, którego kocham. Nie mogę zmienić tego, że mu nie ufam. Jednak mogłem mu pomóc zdobyć moje zaufanie ponownie.
Może faktycznie nadszedł czas, aby pozwolić mu znów stać się najważniejszą częścią mojego życia?
Schyliłem się lekko i z wahaniem pocałowałem go w policzek. Ściągnąłem nasze ręce w dół.
— Zostanę, możesz spać spokojnie.
— I będziesz, jak się obudzę?
— Będę.

🌼🌼🌼
🌼🌼🌼
Obudziłem się, gdy coś lekko przygniotło mi żebra. W dodatku czułem, że naprawdę potrzebuję iść do toalety, więc otworzenie oczu było koniecznością. Bez zdziwienia stwierdziłem, że to Baekhyun był powodem mojego bólu żeber. Zazwyczaj podczas snu aktywnie zmienia pozycję, przez co podczas naszego związku często mnie budził.
Chciałbym tak z nim leżeć jeszcze długo, jednak potrzeba skorzystania z toalety znacząco mi to utrudniała. Dlatego delikatnie, aby go nie obudzić, zepchnąłem go na bok i usiadłem, patrząc na to, jak marszczy sennie swoje brwi i wtula się w poduszkę. Uśmiechnąłem się na ten widok i wstałem za potrzebą. Starałem się wrócić szybko, jednak gdy stanąłem przed lustrem i zobaczyłem swoją twarz, od razu zastanowiłem się, co Baekhyun mógł we mnie widzieć, skoro wyglądam z rana tak okropnie. Dlatego właśnie postarałem się choć trochę doprowadzić siebie do stanu względnego porządku i po niespełna dwudziestu minutach ruszyłem w stronę pokoju, gdzie zastałem siedzącego na łóżku Byuna. Spojrzał na mnie zaskoczony, a ja mogłem zauważyć, że był dość zdezorientowany.
— Myślałem, że... zostawiłeś mnie — powiedział cicho, wpatrując się we mnie z lekkim niedowierzaniem.
— Przecież mówiłem ci, że będę, jak się obudzisz — odpowiedziałem z lekkim zażenowaniem, bo tak szczerze niezbyt wiedziałem, jak się po tym wszystkim przy nim zachować. Nie wiedziałem, czy dalej trzymać go na dystans, czy całkowicie do siebie dopuścić.
— Tak i... nie było cię — odpowiedział, dalej się we mnie wpatrując. Głowę opierał na poduszce, którą ściskał do swojego torsu.
— Sikać mi się chciało...
— A... aha.
— No...
Nastała między nami krępująca cisza, podczas której ja stałem w drzwiach, Baekhyun natomiast siedział na łóżku, patrząc na pościel. W końcu skarciłem się w myślach za to, że stoję jak kołek, więc podszedłem do miękkiego mebla i usiadłem na nim bokiem do mojego towarzysza.
— Ale byłem tu całą noc... — powiedziałem cicho, zerkając na Baekhyuna nieśmiało.
Ten spojrzał na mnie po lekkim wahaniu, aby następnie szeroko się uśmiechnąć.
— Jestem bardzo szczęśliwy — odpowiedział i chwycił moją dłoń, splatając ją ze swoją. Znowu nastała między nami napięta cisza, podczas której chyba obydwoje staraliśmy się złożyć w całość to, co chcielibyśmy powiedzieć.
— Baekhyun... — zacząłem, jednak szatyn wtrącił się, nie pozwalając mi dokończyć.
— Chanyeol, możesz się jakoś określić?
— To znaczy? — zapytałem, mimo że odpowiedź była raczej logiczna.
— Powiedzieć, czy mam o co się starać?
Przez chwilę siedziałem w ciszy, nie mogąc mu spojrzeć w oczy. Po chwili jednak się przełamałem, napotykając jego spojrzenie, które odwróciło moją uwagę od splecionych ze sobą palców.
— Jak myślisz?
Jego kącik ust drgnął, a oczy jakby się rozjaśniły.
— Jestem pewien, że mam. Mylę się?
Drugi kącik dołączył do drugiego, przez co mogłem zobaczyć jeden z jego najpiękniejszych uśmiechów.
— Nie mylisz, ale... — Ponownie poczułem ucisk w klatce piersiowej przez wszystkie wspomnienia. — nie umiem zapomnieć.
— Nie musisz zapominać. Nie wszystko da się zapomnieć i ja to wiem. Wystarczy, że przestaniesz w tym momencie udawać przede mną kogoś, kim nie jesteś. Kocham to, jaki jesteś. Naprawdę. To nie takiego chłodnego Yeola pokochałem. Nie udawaj nikogo przy mnie. Proszę cię.
— Tak, ale—
— I proszę pozwól mi zdobyć znowu twoje zaufanie. Tyle, że nie wszystko zależy ode mnie i jesteś mi potrzebny. Odgradzając się, nie pomagasz mi. — Patrzył na mnie z nieukrywaną determinacją. Nigdy nie widziałem u niego tego wyrazu twarzy i byłem szczęśliwy, że to właśnie dla mnie jest tak zawzięty.
— To nie będzie łatwe. Nie wiesz, jak bardzo chciałbym ci wybaczyć...
Baekhyun nie odpowiedział, tylko nachylił się, aby delikatnie musnąć swoimi ustami moje, przez co przez chwilę zabrakło mi powietrza. Przez dłuższy moment starałem się dojść do siebie, mimo że naprawdę jedynie zetknął nasze usta na krótką chwilę.
— Wiem, ale w końcu mi wybaczysz. — Uśmiechnął się, mrużąc lekko oczy. Po chwili jednak przybrał poważniejszy wyraz twarzy. — A i... Yeol... Nie patrz na mnie już nigdy więcej, jak na ideał. Wiem, że zawsze to robiłeś, a ideały nie istnieją. Nie mam prawa być twoim autorytetem, a wiem, że byłem. Kochaj mnie, proszę, takiego, jaki jestem. Z moim mnóstwem wad, dobrze?
Przygryzłem lekko wargę, wiedząc, że ten ma rację. Zawsze go podziwiałem, był dla mnie zawsze najlepszy, umiał wszystko, był piękny... jednak nawet ja teraz byłem w stanie dostrzec jego skazy.
— Dobrze.
Baekhyun dotknął swoją dłonią mojego policzka, aby następnie czule go pogłaskać.
—Czekam na moment, w którym znowu będę mógł mówić, że mam cudownego partnera. Mam nadzieję, że to nastąpi już niedługo. — powiedział w końcu i objął mnie delikatnie swoimi ramionami, przez co mogłem poczuć jego nagi tors na swoim.
— Ja też...